Sportowe podsumowanie kolejki. Legia i Lech uciekają, ciekawa walka o utrzymanie

g.rajda  -  29 kwietnia 2014 12:14
545

pawela_podbeskidzie_1314

Przed tą kolejką jeśli chodzi o grupę mistrzowską jedno było pewne: Legia na pewno nie straci prowadzenia, a gonić ją będą Lech i Ruch. Legia wygrała, ale przewagi punktowej nie powiększyła, bo w dobrym stylu z Wisłą wygrał też Lech. Sprawa mistrzostwa powinna rozstrzygnąć się miedzy tymi drużynami. Jeśli chodzi o grupę spadkową to Widzew tonie. Pomimo remisu z Koroną ich strata do będącego nad przepaścią Piasta wynosi 5 punktów. Podbeskidzie, które skazywane było na “pożarcie” wygrało w Krakowie z Cracovią i ich szansa na utrzymanie bardzo poważnie wzrosła. Walka o pozostanie będzie z pewnością toczyła się do ostatniej kolejki. Zapraszamy na podsumowanie 31. kolejki Ekstraklasy!

Cracovia Kraków – Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:1 (0:0)
0:1 – Pawela 58′
piątek, 25 kwietnia godz. 18:00

Choć przed spotkaniem Podbeskidzie było skazywane na porażkę to właśnie oni sięgnęli po komplet punktów. Wszystko rozstrzygnęła akcja z 58. minuty, która rozpoczęła się od nieudanego kontrataku gospodarzy, który próbowali rozegrać Saidi Ntibazonkiza i Rok Straus. Piłkę przejął Anton Sloboda, który popisał się znakomitym prostopadłym podaniem do Fabiana Paweli, a ten z dużym spokojem wyczekał, co zrobi golkiper Pasów, by następnie pewnym strzałem umieścić piłkę w bramce Krzysztofa Pilarza. Była to jedna z niewielu klarownych sytuacji przyjezdnych, ale za to wykorzystana.

Ze strony gospodarzy zawiódł Ntibazonkiza, który pokazywał się do gry i podejmował próby dryblingu, ale jednocześnie podejmował złe decyzje i raził nonszalancją w wykonywanych podaniach. To nie był najwyraźniej jego dzień. Dobry mecz rozegrał za to Słowacki golkiper Podbeskidzia Richard Zajac. Kilkukrotnie popisał się udanymi interwencjami, a szczególnie skoncentrowany musiał być w ostatnim kwadransie. Wtedy, bowiem Cracovia zamknęła gości w ich własnym polu karnym, ale nie przyniosło to efektu. Nie pomógł nawet strzał rozpaczy oddany w 90. minucie przez Vladimira Boljevicia z około 20 metrów, który Zajac w świetnym stylu obronił, parując piłkę na rzut rożny. Podbeskidzie odbija się od dna, Kraków zdecydowanie jest dla nich szczęśliwy, ostatnio wygrali tu także 1:0 z Wisłą.

Lech Poznań – Wisła Kraków 3:0 (2:0)
1:0 – Teodorczyk 7′
2:0 – Uryga (samobójcza) 11′
3:0 – Hamalainen 78′
piątek, 25 kwietnia godz. 20:30

Lech był zdecydowanym faworytem spotkania z Wisłą i potwierdził to już w pierwszym kwadransie. W 7 minucie piłka przypadkowo w polu karnym trafiła do Teodorczyka, ten uprzedził Miśkiewicza i głową skierował piłkę do siatki. 4. minuty później dwójkową akcję Teodorczyka i Hamalainena niefortunnie przerwał Uryga i kompletnie zaskoczył Miśkiewicza. Wisła pierwszą groźną akcję przeprowadziła w 23. minucie, ale strzał Stilica w ostatniej chwili zablokował Kędziora. Mimo dwubramkowego prowadzenia Kolejorza gra przez większość czasu toczyła się na połowie wiślaków. Lechici byli bliżej strzelenia trzeciej bramki niż krakowianie pierwszej. Najlepszą okazję w 35. minucie zmarnował Pawłowski, który znalazł się w dogodnej sytuacji po dośrodkowaniu Claasena, ale głową uderzył niecelnie.

Druga połowa wyglądała inaczej niż pierwsza. Przewaga Lecha nie była już tak miażdżąca. Mecz nieco się wyrównał, jednak sytuacje bramkowe stwarzał tylko Kolejorz. W 60. minucie na 3:0 mógł podwyższyć Pawłowski, któremu świetnie podał Hamalainen, ale skrzydłowy Lecha uderzył tylko w boczną siatkę. W 78. minucie poznaniacy zdobyli trzeciego gola. Z prawej strony dokładnie dośrodkował wprowadzony chwilę wcześniej Lovrencsics, a zamykający akcję Hamalainen sprytnym strzałem umieścił piłkę w siatce. 2 minuty później Fin mógł podwoić swój dorobek bramkowy po znakomitym podaniu Lovrencsicsa, jednak próba lobowania Miśkiewicza była nieudana. W 85. minucie powinno być 4:0, jednak ze znakomitych podań Lovrencsicsa nie skorzystali Claasen oraz Hamalainen, których strzały obronił Miśkiewicz. Lech “rozjechał” Wisłe, która jeszcze niedawno myślała o mistrzostwie. Teraz to Lech wydaje się być największym rywalem Legii w walce o tytuł.

Śląsk Wrocław – Zagłębie Lubin 1:0 (0:0)
1:0 – Paixao 88′
sobota, 26 kwietnia godz. 15:30

Pierwszy mecz w grupie spadkowej i od razu były to Derby Dolnego Śląska! Na ten mecz nie trzeba mobilizować ani piłkarzy, ani tym bardziej kibiców (dali oni z resztą niesamowity pokaz, o czym możecie przeczytać w relacji z trybun), więc o zaangażowanie i walkę mogliśmy być spokojni. Lepiej spotkanie rozpoczęli gospodarze, agresywnie ruszyli na rywali niemal zamykając ich na swojej połowie. Zawodnicy Zagłębia nie bardzo potrafili sobie poradzić z naporem wrocławian – swoje sytuacje starali się stwarzać szybkimi kontratakami. Śląsk ładnie rozgrywał piłkę w środku pola, ale do sytuacji strzeleckich za często nie dochodził. Marco Paixao, jako jedyny zawodnik WKS-u próbował obejść “mur” Zagłębia strzałami z dystansu. Dwukrotnie sprawdził dyspozycję Rodicia. Portugalczyk w pierwszej połowie miał jeszcze dwie, bardziej klarowne okazje. Najpierw po tym jak piłka przeszła przez obrońcę Zagłębia i spadła mu pod nogi, ale zabrakło wówczas spokoju i pomysłu. Później tuż przed przerwą strzałem głową chciał zmienić wynik meczu, ale znów na posterunku był bramkarz “Miedziowych”.

W 49. minucie bramkarz gości znów instynktownie bronił, ale najważniejsze, że skutecznie. O tej sytuacji Flavio Paixao będzie myślał jeszcze długo po zakończeniu rywalizacji. Portugalczyk uderzał piłkę z czwartego metra, ale nawet tak mała odległość była dla niego przeszkodą. Śląsk napierał i zdecydowanie dominował, brakowało jednak wykończenia. Ostatecznie w 88. minucie “mur” lubinian w końcu został zburzony. Paixao po dograniu z rzutu wolnego głową uderzył na bramkę dobrze dysponowanego Rodicia, który w tej sytuacji jednak był bez szans. Super-strzelec śląska po raz kolejny dał 3 punkty swojej drużynie i nie rezygnuje z walki o koronę króla strzelców.

Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 4:3 (2:1)
0:1 – Jurado 6′
1:1 – Dźwigała 37′
2:1 – Quintana 41′
3:1 – Quintana 51′
3:2 – Kędziora 70′
4:2 – Piątkowski 76′
4:3 – Jurado 83′
sobota, 26 kwietnia godz. 18:00

Już w 6. minucie wynik otworzył Ruben Jurado, który wykorzystał dośrodkowanie Gerarda Badii i głową skierował piłkę do siatki. Od tego momentu to drużyna “Jagi” zyskała przewagę, ale goli strzelała przy dużej pomocy obrońcy gości Mateusza Matrasa, który był mocno zamieszany przy dwóch bramkach Jagi w pierwszej połowie. Przy pierwszej nawet asystował – jego zagranie we własnym polu karnym było tak niefortunne, że Adam Dźwigała nie mógł w 37. minucie nie wykorzystać idealnie dogranej przez rywala piłki. Piast nie otrząsnął się jeszcze po straconej bramce, a cztery minuty później już musiał odrabiać straty. Matras dał się ograć w banalny sposób Giorgiemu Popchadze, a wstrzeloną w pole karne piłkę w bramce umieścił Dani Quintana. Szybko strzelona bramka bardzo uspokoiła Piasta, gospodarze jednak dobrze to wykorzystali i na przerwę schodzili z korzystnym wynikiem.

6. minut po przerwie było już 3:1. Dani Quintana złamał akcję do środka pola karnego i uderzył po długim rogu. Dariusz Trela powinien obronić ten strzał, ale po jego błędzie “Jaga” miała już dwie bramki przewagi. Wydawało się, że jest już po meczu, ale Piast walczył do końca. Część win odkupił Matras, idealnie dośrodkowując do Wojciecha Kędziory, który głową zdobył gola kontaktowego. Wymiana ciosów trwała dalej – w 76. minucie Dawid Plizga ruszył lewą stroną, idealnie zagrał do Daniego Quintany, a Hiszpan huknął w poprzeczkę. Do dobitki zdążył Piątkowski, trafiając głową do pustej siatki. Ostatnie słowo należało do Piasta, a strzelanie w Białymstoku skończył ten, który je rozpoczął – Ruben Jurado. Napastnik gości wykorzystał sytuację sam na sam, ale jego dwa gole nie dały gliwiczanom nawet jednego punktu.

Legia Warszawa – Zawisza Bydgoszcz 2:0 (0:0)
1:0 – Żyro 70′
2:0 – Saganowski 88′
sobota 26 kwietnia godz. 20:30

Od początku meczu Legia przejęła inicjatywę nad wydarzeniami na boisku. W 5. minucie Dossa Junior skierował nawet piłkę do siatki po dośrodkowaniu Tomasza Brzyskiego, jednak sędzia boczny zasygnalizował pozycję spaloną Cypryjczyka.  Chwilę później w dogodnej sytuacji w zamieszaniu w polu karnym legionistów znalazł się Luis Carlos, jednak w oddaniu skutecznego strzału przeszkodził mu kolega z drużyny. Dossa oddał kolejny strzał już w 12. minucie meczu, tym razem piłka – dośrodkowywana przez Jodłowca – znalazła się pewnie w rękach Kaczmarka. W 34. minucie z dobrej strony pokazał się Jodłowiec, który z 25 metrów próbował zaskoczyć bramkarza gości, lecz znów dobrze spisał się Kaczmarek. W odpowiedzi kolejna kontra Zawiszy zakończyła się uderzeniem Wójcickiego, z którym Kuciak nie miał jednak żadnych problemów. Do przerwy wynik remisowy, ale na nudę nikt narzekać nie mógł.

Drugą połowę bezpośrednim strzałem zza pola karnego otworzył Petasz, ale futbolówka nie zagroziła bramce strzeżonej przez Kuciaka. Po chwili Wójcicki był bliski zdobycia bramki po błyskotliwej akcji Luisa Carlosa, piłka po jego strzale z bliskiej odległości trafiła jednak w boczną siatkę. Z drugiej strony na mocne uderzenie z rzutu wolnego zdecydował się Brzyski, na posterunku był jednak Kaczmarek.  W 65. minucie Legia powinna objąć prowadzenie – aktywny od początku spotkania w sytuacji sam na sam nie trafił do siatki – górą był Kaczmarek. W 70. minucie Legia wreszcie dopięła swego – doskonałym crossowym podaniem na wolne pole popisał się Jodłowiec, a sytuację z zimną krwią wykończył Michał Żyro. Legia kontrolowała grę, co jakiś czas próbując podwyższyć wynik. W końcówce meczu na boisku pojawił się – po długiej przerwie spowodowanej kontuzją – Marek Saganowski. Napastnik Legii wpisał się na listę strzelców już dwie minuty później, wykorzystując dokładne zagranie Żyry. Legia nie dała doskoczyć Lechowi i przed następną kolejką jej przewaga wynosi nadal 5 punktów.

Korona Kielce – Widzew Łódź 2:2 (0:2)
0:1 – Cetnarski (karny) 11′
0:2 – Visņakovs 29′
1:2 – Malarczyk 61′
2:2 – Korzym 74′
niedziela, 27 kwietnia godz. 15:30

Mecz lepiej rozpoczął się dla przyjezdnych. Już w 11. minucie po faulu Małeckiego na Visnakovsie sędzia odgwizdał rzut karny, którego na gola pewnie zamienił Cetnarski. W 17. minucie po złym wybiciu Małeckiego piłkę przejął Visnakovs, ale Łotysz za bardzo “się podpalił” i uderzył wysoko ponad bramką. W 29. minucie było już 0:2, gola zdobył Visnakovs, który z łatwością wymanewrował obrońcę Korony i w sytuacji sam na sam nie dał szans Małeckiemu. W 36. minucie Petrow huknął z dystansu, ale Wolański zdołał odbić piłkę. Chwilę później pod drugą bramką Cetnarski w sytuacji sam na sam podał do Rybickiego, ale skończyło się tylko na rzucie rożnym.

Od początku drugiej połowy Widzew nadal starał się groźnie atakować bramkę gospodarzy, lecz “Scyzory” musieli usłyszeć w szatni kilka ostrych słów, bo i ich ataki były coraz to groźniejsze. W 53. minucie Janota wkręcił dwóch rywali na metrze kwadratowym i uderzył, ale Wolański szczęśliwie obronił. Jeszcze groźniej było dwie minuty później. Sobolewski huknął z 30 metrów, Wolański odbił piłkę przed siebie, ale fatalnie przy dobitce pomylił się Korzym. W 61. minucie starania Korony w końcu zostały nagrodzone, a piekielnie mocnym strzałem z bliska do bramki trafił Malarczyk. To tylko nakręciło gospodarzy, którzy zepchnęli Widzewiaków do obrony. W 74. minucie był już remis. Kapitalne dośrodkowanie Sylwestrzaka piłkę do bramki skierował Korzym. Później gra toczyła się głównie w środku pola, więcej bramek nie zobaczyliśmy.

Ruch Chorzów – Lechia Gdańsk 0:0 (0:0)
niedziela, 27 kwietnia godz. 20:30

Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Już w 6. minucie blisko zdobycia gola byli gospodarze. Po wrzucie z autu zagapiła się defensywa Lechii, Marek Zieńczuk stanął oko w oko z golkiperem gości i uderzył z powietrza, ale piłka minęła dłuższy słupek. W 18. minucie przed szansą ponownie stanęli “Niebiescy”, a konkretnie Filip Starzyński. Jednak jego mocny, celny strzał prawą nogą został odbity przez Mateusza Bąka. Dwie minuty później Maciej Makuszewski miał szansę trafić do siatki, ale górą z pojedynku wyszedł bramkarz Ruchu – Michał Buchalik. Błyskawicznie sytuacja przeniosła się pod drugą bramkę, znów futbolówkę na nodze miał Zieńczuk, ale posłał ją w poprzeczkę. Po dynamicznym fragmencie meczu oba zespoły nieco zeszły z tonu. Dopiero w 33. Minucie gospodarze przeprowadzili składną akcję, do uderzenia doszedł Starzyński, lecz Rafał Janicki w ostatniej chwili zablokował piłkę.

Po przerwie to gdańszczanie śmielej ruszyli do ataków. Zaur Sadajew zainicjował kontrę, zagrał do Makuszewskiego, który z kolei podał do Patryka Tuszyńskiego. Napastnik Lechii ładnie obrócił się z piłką i strzelił, lecz bramkarz Ruchu kolejny raz nie dał się zaskoczyć. Dziesięć minut później przyjezdni stworzyli sobie kolejną stuprocentową sytuację. Tym razem to Tuszyński zgrał piłkę Sadajewowi, który był blisko bramki, lecz Michał Buchalik rewelacyjnie skrócił kąt i wybronił strzał Czeczena. Lechia nie spuszczała z tonu. Cały czas napierała na pole karne chorzowian, lecz nie stwarzała sobie już tak dogodnych okazji. W końcówce gospodarze jeszcze nieco się ocknęli, lecz to rywale mieli piłkę meczową w końcówce. Przemysław Frankowski wypadł sam na sam z bramkarzem po wygranym pojedynku z Marcinem Malinowskim, lecz strzelił wprost w Buchalika.

Pogoń Szczecin – Górnik Zabrze
poniedziałek, 28 kwietnia godz. 20:30

Pogoń – Górnik 2:2 – opis spotkania
Noty i cenzurki za mecz

Plusy i Minusy
Konferencja trenerów

Pomeczowe wypowiedzi:
Pavels Steinbors
Rafał Murawski

LICZBY 31. KOLEJKI:

Liczba goli – 22
Średnia goli na mecz – 2.75
Zwycięstwa gospodarzy – 4
Remisy – 3
Zwycięstwa gości – 1
Rzutów karnych – (100% wykorzystanych)
Bramek samobójczych – 1
Żółte/czerwone kartki – 36/0

Źródło: Roosevelta81.pl/lechpoznan.pl
Foto: Kamil Dołęga/Roosevelta81.pl