Górnik Zabrze na trofeum czeka 37 lat 11 miesięcy i 17 dni. Czy dzisiaj ta seria zostanie zakończona i piłkarze prowadzeni przez Michala Gsparika podniosą ręce do góry w geście triumfu po ostatnim gwizdku kończącego karierę Jarosława Przybyła? Z pewnością w obozie Rakowa Częstochowa na tą kwestię zapatrują się inaczej i zespół Łukasza Tomczyka - w ostatnich latach regularnie grający w finałach Pucharu Polski - będzie chciał zapewnić sobie udział w europejskich pucharach właśnie poprzez zwycięstwo na Stadionie Narodowym.
Niełatwa była droga obu zespołów na PGE Stadion Narodowy. Zarówno jedni jak i drudzy w pucharowej rywalizacji mieli momenty, kiedy awans do kolejnej rundy wcale nie był pewny. Krótszą drogę do Warszawy miał Raków, który z racji udziału w europejskich pucharach z 1/32 finału STS Pucharu Polski był zwolniony i do akcji wkroczył dopiero od kolejnej fazy. Natomiast już w pierwszym występie w ramach tych rozgrywek Częstochowianie mieli zawieszoną wysoko poprzeczkę, bo musieli się zmierzyć z rewelacją pierwszej części sezonu 2025/26, czyli Cracovią. Rywal został jednak pewnie rozbity 3:0 i zespół Marka Papszuna awansował dalej. W 1/8 finału "Medaliki" musiały udać się do Wrocławia na mecz ze Śląskiem, który raptem kilka miesięcy temu opuścił PKO BP Ekstraklasę i praktycznie natychmiast stał się faworytem do powrotu w szeregi najlepszych. I Raków miał problemy, by tą rywalizację rozstrzygnąć na swoją korzyść, ale ostatecznie wygrał 2:1. W następnej fazie miało być łatwo i przyjemnie, bo los przydzielił ekipie prowadzonej przez Łukasza Tomczyka III-ligową Avię Świdnik. Co ciekawe, ten sam klub na wcześniejszym etapie wyeliminował Polonią Bytom wówczas trenowaną przez... właśnie Tomczyka. Do wywalczenia awansu potrzebna była dogrywka, a awans do półfinału zapewnił Ariel Mosór. W nim przyszło się zmierzyć z bardzo dobrze dysponowanym na wiosnę GKS-em Katowice i do przerwy zapowiadało się, że na Stadionie Narodowym zagrają piłkarze ze stolicy województwa śląskiego, którzy do przerwy prowadzili dwoma bramkami. Po wznowieniu gry Częstochowianie błyskawicznie wyrównali, a potem oglądaliśmy naprzemienną wymianę ciosów, która zakończyła się rezultatem 4:4 po 120 minutach gry. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były karne, a te lepiej wykonywali zawodnicy spod Jasnej Góry.
Efektywność ze znakiem jakości Gasparika
O jeden mecze więcej musieli rozegrać piłkarze Górnika, by zameldować się w finale. Swoją rywalizację rozpoczęli rundę wcześniej niż Raków, a pierwszym rywalem były rezerwy Legii Warszawa. Młody zespół nie stanowił zbyt wielkiego wyzwania, dla poważnie podchodzących do swoich obowiązków piłkarzy z Zabrza i mecz zakończył się rezultatem 0:3. Zdecydowanie więcej kłopotów pojawiło się w kolejnej fazie, kiedy trzeba było zmierzyć się z Arką Gdynia. W rywalizacji na Pomorzu gospodarze objęli prowadzenie już w 1. minucie spotkania i to "Trójkolorowi" musieli gonić. Bramkę na wagę awansu udało się zdobyć dopiero w 88. minucie meczu, a jej autorem był Kryspin Szcześniak. Co ciekawe, w 1/8 finału zespół Michala Gasparika ponownie musiał jechać na północ Polski i tym razem do Gdańska. Walcząca o utrzymanie Lechia nastawiła się przede wszystkim na rywalizację ligową, która miała się odbyć raptem trzy dni później, dzięki czemu w pucharowej potyczce Górnik szybko objął bezpieczne prowadzenie i ostatecznie wygrał 3:1. Skala trudności znacząco poszybowała w górę przy kolejnym etapie, bo tym razem na walkę trzeba było się nastawić w Poznaniu. Górnik zagrał jednak rozważnie i pomimo naporów Lecha i grze w osłabieniu po czerwonej kartce dla Maksyma Chłania zdołał skromnie wygrać po trafieniu Lukasa Sadilka. W półfinale rywalizacja przeniosła się do Bydgoszczy, a III-ligowa Zawisza nie była w stanie zagrozić drużynie z Górnego Śląska, która raz jeszcze wygrała 1:0, po bramce Yvana Ikiego Dimi.
Problem = Górnik
Choć przed pierwszym gwizdkiem Jarosława Przybyła trudno jest wskazać jednoznacznego przeciwnika, to warto zauważyć, że Raków ma problemy z rywalizacją z Górnikiem. Tak było jeszcze za kadencji Jana Urbana, tak jest również przy Michale Gaspariku. Ten pierwszy na sześć spotkań z tym rywalem wygrał trzy mecze i przegrał tylko raz, a ten drugi na dwie potyczki zwyciężył w dwóch. Po raz ostatni zaledwie sześć tygodni temu, kiedy to w Zabrzu padł rezultat 3:1, a gospodarze mocno dominowali na boisku. Była to ostatnia porażka Częstochowian, po której w sześciu kolejnych spotkaniach zdobywali przynajmniej jeden punkt aż do dzisiejszego finału. Jeszcze lepszą serią mogą się pochwalić "Trójkolorowi", którzy niepokonani są od dziewięciu spotkań, a po raz ostatni przegrali 28 lutego br. z GKS-em w Katowicach. Przed rywalizacją na Stadionie Narodowym oba zespoły rzutem na taśmę zapewniły sobie zwycięstwa w ligowych spotkaniach. Górnik w fenomenalnym stylu, po stracie gola na 1:1 w 92. minucie meczu z Jagiellonią w Białystoku, ruszył jeszcze do ataku i Michal Sacek zdołał wywalczyć rzut karny, który na zwycięską bramkę zamienił Rafał Janicki. Z kolei Raków po trafieniu Jonatana Brunesa w 93. minucie wygrał w Gdańsku z Lechią 2:1. Co ciekawe, w 2021 roku oba zespoły zmierzyły się także w Pucharze Polski i wówczas lepszy okazał się Raków, który wygrał 4:2, m.in. po dwóch bramkach Iviego Lopeza, którego być może zobaczymy na boisku w sobotnim finale. W tamtym spotkaniu grał również Erik Janża, a w jego przypadku występ stoi pod dużym znakiem zapytania.
Kto ze specjalnością "puchar"?
Raków w ostatnich latach szczególnie upodobał sobie rywalizację w krajowym pucharze. Od 2021 roku zagrał w trzech kolejnych finałach i dwa z nich rozstrzygnął na swoją korzyść. W pierwszym finale, jeszcze rozgrywanym w Lublinie, wygrał z Arką Gdynia 2:1. Rok później pokonał Lecha Poznań 3:1 i dopiero za trzecim razem musiał uznać wyższość Legii Warszawa, przegrywając z nią po rzutach karnych stosunku 5:6. Co ciekawe, aż w sześciu z ostatnich dziewięciu spotkań w ramach Pucharu Polski w wykonaniu Częstochowian potrzebna była dogrywka do wyłonienia zwycięzcy. Tak świetnej historii w ostatnim okresie nie ma Górnik, który ostatni raz w finale tych rozgrywek znalazł się w 2001 roku i jeszcze w ramach dwumeczu musiał uznać wyższość Polonii Warszawa. Z kolei po raz ostatni to trofeum udało się wygrać w 1972 roku i było to wówczas piąte zwycięstwo z rzędu, co do dziś pozostało niepobitym rekordem. Od ostatniego triumfu w ramach tych rozgrywek minęły więc 54 lata, a od ostatniego wywalczonego trofeum 37 lat 11 miesięcy i 17 dni, kiedy to Zabrzanie po raz ostatni wygrywali mistrzostwo Polski. Prawdziwym atutem w walce o puchar w szeregach Górnika jest osoba trenera Michala Gasparika, który wcześniej był specjalistą od pucharowej rywalizacji na Słowacji, gdzie ze Spartakiem Trnawa aż cztery razy wystąpił w finale i trzy razy wygrał to trofeum. Takiego doświadczenia nie ma jego vis-a-vis, dla którego będzie to debiut w meczu taką stawkę. Wracając do rywalizacji w finałowych meczach Pucharu Polski, to lepszą skutecznością mogą się wykazać piłkarze Rakowa, którzy w decydującym spotkaniu grali cztery razy i dwa razy trofeum wywalczyli, a Górnik takich gier ma na swoim koncie trzynaście, z czego sześć zakończonych sukcesem. Ani razu nie udało się wygrać w Warszawie, bo w 1956 roku lepsza okazała się Legia (0:3), a 1992 roku Miedź Legnica (1:1, po r. k. 3:4).
Czas pożegnania
W cieniu pucharowej rywalizacji pozostanie ostatni występ na boisku Jarosława Przybyła, który zakończy swoja karierę w roli arbitra. Zdecydowanie lepsze wyniki w sytuacji kiedy biega on z gwizdkiem na murawie osiągał do tej pory Raków. Sędziował on im 28 spotkań, z czego 15 zakończyło się ich zwycięstwem, 7 razy padał remis, a 6 razy Częstochowianie przegrywali. Łącznie otrzymali w tych spotkaniach dwie czerwone kartki. Z kolei Górnikowi sędziował 34 razy, z czego Zabrzanie wygrali zaledwie 9 razy, 7 razy podzielili się punktami i aż 18 razy przegrali. Trzy razy "Trójkolorowi" kończyli mecz w osłabieniu. Co ciekawe, nigdy do tej pory nie prowadził bezpośrednio spotkania, w którym obaj finaliści grali przeciwko sobie. Nowością w trakcie spotkania finałowego będzie obsługa systemu VAR, który będzie pracował będąc położonym w nowo otwartym Centrum powstałym w kompleksie Bitwy Warszawskiej Business Center na Ochocie. Ma ono służyć do analiz sędziowskich i zapewnić bardziej komfortowe warunki pracy dla arbitrów.
Przewidywane składy:
Górnik: Łubik - Olkowski, Janicki, Josema, Zmrzly - Kubicki, Hellebrand, Sadilek - Massimo, Liseth, Chłań.
Raków: Zych - Dawidowicz, Racovitan, Svarnas - Tudor, Repka, Bulat, Silva - Makuch, Brunes, Pieńko.
Górnik Zabrze - Raków Częstochowa, 2 maja, 16:00. Transmisja: TVP 1, TVP Sport, TVP Polonia, TVPSPORT.PL i Aplikacja TVP Sport.
Foto: Roosevelta81.pl







