Górnik II Zabrze pokonał Spartę Katowice 2:0 i awansował do finału POLTENT Pucharu Polski, gdzie zmierzy się z Unią Turza Śląska. Zwycięzca finałowego starcia nie tylko zgarnie trofeum, ale też zapewni sobie awans do głównej drabinki STS Pucharu Polski. Po końcowym gwizdku sędziego meczu przy Stęślickiego wywiadu serwisowi Roosevelta81.pl udzielił szkoleniowiec drugiego zespołu Trójkolorowych, Seweryn Gancarczyk.
Seweryn Gancarczyk, trener finalisty POLTENT Pucharu Polski - jak to brzmi?
- Myślę, że fajnie! Nie codziennie gra się w finale, ale tak jak wspomniałeś - na razie jesteśmy tylko finalistą. Ten finał trzeba jeszcze wygrać i dopiero wtedy będziemy się tak naprawdę cieszyć.
Idziecie jak walec w tych rozgrywkach! Najpierw na szczeblu zabrzańskim dosłownie rozbijaliście rywali - 6:2 z Piastem, potem 9:0 w Łabędach. Następnie przeszliście na szczebel wojewódzki i w Łaziskach Górnych też gładko wywalczyliście awans. Wydawało się, że Skra Częstochowa i Sparta Katowice postawią Wam nieco trudniejsze warunki, a mimo to na tablicy wyników w ogóle nie było tego widać.
- Z tym wynikiem to może być troszeczkę złudne. Z drużynami z niższego szczebla rozegraliśmy po prostu dobre mecze i wiadomo, że łatwiej było nam o te bramki. Ale z taką Skrą Częstochowa, choć wygraliśmy ostatecznie 3:1, to był to naprawdę ciężki bój. Chłopcy stanęli na wysokości zadania i zagrali świetnie. Potem trafiliśmy na Spartę - można powiedzieć, że to jedna z najlepszych drużyn, na jakie mogliśmy wpaść. Dzisiaj też poprzeczka wisiała wysoko. W pierwszą połowę weszliśmy słabo i ospale, nie graliśmy tego, co powinniśmy. Graliśmy zbyt wolno, nie realizowaliśmy założeń przedmeczowych, przez co nie stwarzaliśmy sobie sytuacji.
W drugiej połowie wyglądało to zdecydowanie lepiej.
- Za to druga połowa była zgoła odmienna. Dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce, zaczęliśmy kreować okazje i w końcu strzeliliśmy bramkę. W końcówce zawsze robi się nerwowo - mogliśmy zamknąć ten mecz szybciej, ale na szczęście w 90. minucie Marcin "Pszczółka" Wodecki przypieczętował nasz awans. Bardzo się z tego cieszę. Teraz skupiamy się już na sobotnim meczu z Karkonoszami, a na finał przyjdzie jeszcze czas.
Podobnie jak pierwsza drużyna, dotarliście do finału nie rozgrywając po drodze ani jednego meczu na własnym boisku.
- Dokładnie tak! Śmialiśmy się ostatnio w szatni, że musimy pójść śladem pierwszego zespołu. Faktycznie, wszystkie spotkania rozegraliśmy na wyjazdach. Chciałbym, żeby to się zakończyło tak samo jak w przypadku "jedynki", czyli zdobyciem pucharu.
Waszym rywalem w finale będzie Unia Turza Śląska. To zespół z niższej klasy rozgrywkowej, więc teoretycznie poprzeczka wędruje w dół?
- To może być mocno mylące. W finale każdy gra o zwycięstwo. Szczerze mówiąc, nawet nie byłem pewien, z kim gramy… Z Turzą, tak? No proszę, czyli czeka nas powrót do Turzy! Trochę ich śledziłem, bo mój syn gra w tej lidze. To na pewno niezły zespół, potrafiący dobrze bazować na stałych fragmentach gry, a do tego mają dość specyficzne, małe boisko. W jednym meczu wszystko się może wydarzyć, ale my odpowiednio się przygotujemy i zrobimy wszystko, żeby wygrać ten finał.
A potem - we wrześniu - upragniony mecz na Arenie Zabrze z drużyną PKO BP Ekstraklasy?
- Daj Boże! W końcu gra się właśnie po to, żeby móc mierzyć się z najlepszymi. Ale do tego jeszcze daleka droga. Najpierw wygrajmy ten finał, a o resztę będziemy martwić się później.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl






