
Rafał Janicki - podobnie jak Górnik Zabrze ma za sobą bardzo dany sezon PKO BP Ekstraklasy, okraszony zdobyciem STS Pucharu Polski i srebrnego medalu mistrzostw kraju. Po poniedziałkowej Gali PKO BP Ekstraklasy, w trakcie której "Generał" był nominowany do tytułu "Obrońcy Sezonu" 33-latek udzielił obszernego wywiadu Czwarta Trybuna Podcast, podsumowującego minionych dwanaście miesięcy.
Jak nastroje po gali? To była w ogóle pierwsza, na której się pojawiłeś?
- Tak, to pierwsza gala, w której wziąłem udział. A nastroje? Liczyłem, że jako zespół Górnika zostaniemy bardziej docenieni indywidualnie. Nie ukrywam, że po takich sukcesach, jakie osiągnęliśmy w tym sezonie, myślałem, że ktoś z nas jednak stanie na tej scenie i będzie miał ten stres związany z przemawianiem do całej widowni.
Czujesz trochę żalu, że nie wygraliście, czy wręcz przeciwnie - traktujesz to jako dowód na to, jak mocny jest Górnik jako zespół, który nie potrzebuje wybitnych indywidualności?
- Można to sobie dwojako tłumaczyć. Skoro jednak byliśmy nominowani, to myślałem, że ktoś z nas tę nagrodę zdobędzie. A co do zespołu - to się oczywiście potwierdza. Zawsze powtarzam w każdym wywiadzie, że takiej atmosfery i takiej drużyny, jaką mamy, można ze świecą szukać.
Myślę, że nagroda dla Bartosza Nowaka była absolutnie zasłużona, więc wydaje mi się, że o to akurat kibice Górnika nie będą mieli pretensji.
- Myślę, że nie. Kiedy dostaliśmy kartki do głosowania na najlepszych w sezonie, nie ukrywam, że trochę pomogłem w tych głosach. Myślę, że jeśli kilku chłopaków od nas się wahało, to ostatecznie postawili krzyżyk na Bartku. Mam nadzieję, że jakimś obiadem się odwdzięczy!
To pewnie trochę retoryczne pytanie, ale trzeba je zadać. Czy to twój najlepszy sezon w karierze? Dużo strzelonych bramek - aż pięć, i to kluczowych, występy w Pucharze Polski, walka o medale... Czy czujesz, że wszedłeś na swój najwyższy poziom w dotychczasowej karierze?
- Ciężko mi oceniać samego siebie. Być może docenię to dopiero za jakiś czas. Na tę chwilę? Nie wiem, pewnie tak, bo każdy o mnie mówi, zrobiło się wokół mnie głośno. Nawet jak nie chcę tego słuchać, to wszyscy i tak o tym wspominają. Z drugiej strony, tak samo na tej gali mógłby pojawić się Josema, bo grało nam się na boisku świetnie i uważam, że on również miał znakomity sezon. Może zabrakło mu po prostu tych bramek, o których wspominasz.
Czy ten Rafał Janicki obecnie to najlepsza wersja Rafała-piłkarza? Czy ta kombinacja doświadczenia, formy fizycznej, bycia ligowym "wyjadaczem" sprawia, że patrząc w przeszłość, uznajesz ten okres za swój najlepszy?
- Składa się na to wiele czynników. To, że zagrałem taki sezon, jest pewnie po części zasługą tego, o czym mówisz. Szczerze jednak mówiąc, nie lubię rozmawiać o sobie. Jeśli ktoś ma mnie chwalić albo ganić, to zostawiam to wam, dziennikarzom i kibicom, a ja będę to po prostu przyjmował na klatę.
Kiedyś w naszym podcaście powiedziałeś, że umiejętnością, którą chciałbyś mieć, a której ci brakuje, jest wykańczanie akcji. Biorąc pod uwagę bramki z tego sezonu - w tym te kluczowe - czy zauważyłeś, że wykańczanie pojedynczych sytuacji weszło u ciebie na wyższy poziom?
- Nie, to tak szybko nie działa. Mówiliśmy o tym w podcaście jakieś dwa lata temu, a ja nie trenowałem tego aż tak długo i intensywnie. Ten sezon pokazuje po prostu, że jak idzie, to idzie. Poniekąd, czego bym się nie dotknął w polu karnym, piłka wpadała do siatki. Nawet strzelane rzuty karne były pewne. Czułem po prostu dużą pewność na boisku i pewnie dlatego tak się to układało. Gdyby pojawiło się zawahanie, niepewność, słabsza dyspozycja drużyny czy gorsze miejsce w tabeli, noga mogłaby zadrżeć, co na pewno miałoby wpływ na skuteczność.
Wspomnieliśmy wywiad sprzed dwóch lat. Rozmawialiśmy wtedy o sytuacji, gdy w końcówce sezonu zaprzepaściliście swoje szanse. Mówiłeś wtedy, że każdy z piłkarzy musi spojrzeć w lustro i zastanowić się, co zawalił. Czy bazując na tamtym doświadczeniu, było wam teraz łatwiej w końcówkach spotkań? Na przykład po meczu z Zagłębiem Lubin, gdy nagle sytuacja się odwróciła, choć wcześniej mieliście wszystko w swoich rękach?
- Indywidualnie, w kontekście mojego podejścia czy pewnie Erika Janży, na pewno tak. Ale patrząc na cały nasz zespół i porównując obecny skład do tamtego... ciężko mi się wypowiadać za chłopaków, z których pewnie dziewięćdziesięciu procent wtedy z nami nie było. Zdecydowanie odczuwaliśmy teraz większy spokój, nie panikowaliśmy. Nawet w meczu z Zagłębiem, który przegraliśmy 0:2, czuliśmy, że mamy nad nim kontrolę. Z perspektywy boiska nie odczuwałem, że to powinno się tak zakończyć. Towarzyszył mi znacznie większy spokój.
Zauważyłem u ciebie w tym sezonie tendencję do mocniejszego "krzyknięcia" na kolegów, choćby na Patrika. Czy to pokłosie tego, że nie chcieliście dopuścić, by szansa znów uciekła wam z rąk?
- Świadomie na pewno tego nie robiłem, ale może gdzieś podświadomie miałem to z tyłu głowy, że dawniej mi tego brakowało. Chciałem pobudzać zespół, trzymać go w ryzach i pilnować, żebyśmy ciągle byli "pod prądem" i nie tracili koncentracji. Wcześniej bywały momenty, w których mogliśmy zachować się lepiej na boisku. Dwa lata temu straciliśmy bramki po strzałach głową z Puszczą czy ze Stalą Mielec - kto wie, gdybym wtedy mocniej pobudził chłopaków i krzyknął, może ta piłka by nie wpadła. To są detale, które robią różnicę. W tym sezonie moje zachowanie dało efekt, dwa lata temu tego nie robiłem i skończyło się słabiej. Może to był właśnie ten jeden brakujący procent.
Już w lipcu czekają nas eliminacje do europejskich pucharów. Ty masz już doświadczenie na tym etapie rozgrywek z czasów gry w Lechu Poznań. Czy z racji tego doświadczenia wiesz, że trzeba będzie niektórym chłopakom w szatni podpowiedzieć, jak należy się w takich meczach zachować?
- Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie, ile zagrałem tych spotkań w pucharach z Lechem, ale myślę, że niedużo. Graliśmy w nich chyba w dwóch sezonach. Myślę, że mamy w szatni zawodników dużo bardziej doświadczonych na europejskiej arenie: jest Lukas Sadilek, jest Erik Janża. Lukas Podolski pewnie już na boisko nie wybiegnie, ale na pewno będzie nas wspierał dobrym słowem w szatni. Będziemy te eliminacje traktować trochę jako fajną przygodę. Wiadomo, każdy z nas chce ugrać jak najwięcej i dostać się do fazy ligowej któregoś z pucharów, ale nie oszukujmy się - będziemy raczej w roli kopciuszka, który postara się sprawić niespodziankę.
Biorąc pod uwagę to, że ten sezon był dla ciebie wyjątkowo udany, czy gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że może jest jeszcze szansa na powołanie do reprezentacji Polski?
- Nie, kompletnie nie. Nawet nie musisz kończyć pytania, od razu mówię: nie. Gdybym był o cztery lata młodszy, może myślałbym inaczej, a i selekcjoner patrzyłby na mnie z innej perspektywy. Uważam, że mamy młodszych zawodników, którzy prezentują świetny poziom i to oni są przyszłością tej kadry.
Ostatnie pytanie. Jakie masz plany na wakacje? Znajdziesz wolną chwilę, żeby pomyśleć o kursie trenerskim UEFA B? Jeszcze się na niego nie zapisałeś, prawda?
- Jeszcze nie. Zastanawiałem się nad tym, ale chciałem się w pełni skupić na bieżących treningach. Wiadomo, prędzej czy później ten kurs zrobię, ale wiem, że po zapisaniu się musiałbym liczyć z tym, że nie będę w stanie wziąć udziału we wszystkich treningach w klubie. A teraz czuję, że dopisuje mi dobra forma i zdrowie, więc po co samemu się ograniczać? Może nadejdzie sezon, w którym stracę miejsce w pierwszym składzie i wtedy znajdę na to czas. Na ten moment chcę po prostu grać i ciągnąć tę karierę jak najdłużej. A jeśli chodzi o wakacje, to spędzę je z żoną i dziećmi w Egipcie. Lecimy do słońca. Oby człowiek po prostu zresetował głowę i wrócił z nowym głodem piłki.
Niedawno przewinęła się gdzieś lista rekordzistów pod względem występów w Ekstraklasie, na której wysoko jest Marek Chojnacki. Można pomyśleć, że ten rekord jest do dogonienia...
- Właśnie, przy tych listach chyba trochę o mnie zapomnieli! (śmiech) Nie pamiętam dokładnie, ile meczów na koncie ma pan Marek - 452? A ja ile mam? 408 czy 409?
Masz 411 występów.
- No proszę, czyli brakuje mi jakichś dwóch pełnych sezonów. Kto wie, jak to się ułoży? Oby tylko zdrówko dopisywało, a liczby same będą się nabijać.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl
Wideo: Czwarta Trybuna Podcast






