Paweł Olkowski o kulisach swojego odejścia z Roosevelta. "Powiedziałem mojemu agentowi, że biorę pod uwagę tylko te dwa kluby"

8
12049

Paweł Olkowski w sobotnim meczu z Radomiakiem Radom rozegrał 200. mecz w barwach Górnika Zabrze. Był to dla doświadczonego defensora ostatni występ w trójkolorowych barwach, a trzy dni później podpisał umowę z GKS Tychy. Były gracz klubu z Roosevelta udzielił tyskiemu klubowi długiego wywiadu, w którym tłumaczy argumenty, jakimi się kierował przy wyborze oferty z Edukacji oraz opowiada o ostatnim sezonie w barwach Górnika. 

Paweł Olkowski nowym piłkarzem GKS-u Tychy. Witamy serdecznie na trójkolorowym pokładzie. Paweł, zanim padnie pytanie, które zadają sobie absolutnie wszyscy, rozpocznę od małych kulis, czyli twojego dzisiejszego zwiedzania Stadionu Miejskiego w Tychach. Mam wrażenie, że ciągle jest w tobie bardzo duży głód piłki, mimo że sezon zakończyłeś kilka dni temu. Zaraz po podpisaniu kontraktu pierwsze kroki chciałeś skierować na siłownię, a kiedy padło stwierdzenie: "Olo, teraz aktywności medialne", odpowiedziałeś: "Panowie, hola, hola, ale jeszcze boisko".

- Tak jak mówisz. Witam wszystkich i bardzo się cieszę, że dołączyłem do klubu. Jako zawodnik przede wszystkim trenuję na siłowni i na boisku, więc to były rzeczy, które chciałem zobaczyć jako pierwsze, a nie udzielać wywiadu. No, ale teraz siedzimy tutaj i muszę też coś powiedzieć. Tak jak widzisz, jestem uśmiechnięty. Skończyłem sezon, cieszę się, że dołączam do klubu i przychodzę z pozytywną energią.

W lipcu 2015 roku przebierałeś się w innej szatni, wtedy nie miałeś okazji skorzystać z siłowni. Może na samym stadionie wiele się nie zmieniło, natomiast w twoim piłkarskim życiu zmieniło się chyba bardzo dużo.

- Zgadza się, pamiętam czas, kiedy tu graliśmy. Przyjechałem z FC Köln na to spotkanie, to było otwarcie stadionu. Wiem, że GKS Tychy grał w europejskich pucharach i mierzył się właśnie z FC Köln, więc było to trochę nawiązanie do historii. Cieszę się, że mogłem wtedy otworzyć ten stadion, była tam na pewno fajna atmosfera. Nawet na YouTube odnalazłem to spotkanie, by sobie przypomnieć ten klimat. Widziałem tych kibiców, widziałem ludzi, którzy mieli oczekiwania co do klubu. Trochę to na razie nie wyszło, ale mam nadzieję, że lepsze czasy wrócą - po to zresztą tutaj jestem.

Po 11 latach historia trochę zatoczyła koło, bo kiedy otwieraliśmy stadion, to GKS Tychy grał w drugiej lidze. Jeśli chodzi o twoją osobę, to pytanie, które po prostu paść musi: dlaczego zdobywca Pucharu Polski, były reprezentant Polski i świeżo upieczony wicemistrz Polski wybrał ofertę GKS-u Tychy? Łukasz Milik, dyrektor sportowy Górnika, w ostatnim wywiadzie powiedział - tutaj cytat: "Z Pawłem Olkowskim czekaliśmy do samego końca, co się wydarzy. Dostał warunki kontraktu te same, które miał. W hierarchii byłby trzeci na pozycji, jest Szcześniak, przychodzi Warczak".

- Żeby odnieść się do tego, co powiedział dyrektor sportowy, i wyjaśnić, dlaczego wybrałem GKS Tychy, trzeba się nieco cofnąć w czasie. Spotkałem się z działaczami klubu po spadku GKS-u. Usiedliśmy, porozmawialiśmy i poczułem, że okej - spadamy z ligi, ale jest plan na przyszłość i pozytywna energia, żeby wrócić z powrotem na zaplecze Ekstraklasy, a później może powalczyć o coś więcej. Wysłuchałem ich. W międzyczasie miałem swoje mecze w Górniku, grałem jeszcze w Pucharze Polski o medal, walczyłem w lidze o kolejny krążek, który zresztą udało się zdobyć. Po tych spotkaniach dostawałem od szefostwa GKS-u pozytywne sygnały, że zagrałem dobrze, fajnie wyglądam na boisku i wnoszę dużo energii. W pewnym momencie poczułem, że ktoś na mnie liczy, że komuś zależy na tym, abym pomógł w nowym projekcie. W ten sposób zrodził się pomysł transferu. W Górniku nikt ze mną nie rozmawiał - tak jak Łukasz powiedział, czekali do samego końca. Skoro poczułem, że jestem dla kogoś ważny, zadzwoniłem do menedżera. Powiedziałem mu: "Wiesz co, spotkałem się z działaczami GKS-u Tychy i wydaje mi się, że to może być dla mnie fajny pomysł". Poprosiłem go, żeby usiadł do rozmów z klubem. Na początku był w szoku, mówił: "Paweł, kurde, dobrze wyglądasz w Ekstraklasie, co tydzień cię chwalą, dlaczego GKS Tychy?". Odpowiedziałem, że to mój wybór i to tutaj chcę grać, a on ma spróbować się dogadać. Próbował mnie jeszcze przekonywać, że znajdzie mi coś innego, ale ja uciąłem temat: "Nie, albo zostajemy w Górniku, albo gram w GKS-ie Tychy". Później faktycznie otrzymałem propozycję przedłużenia umowy od Górnika, o której wspomina Łukasz. Jak sam jednak widzisz, uznali, że w hierarchii powinienem być trzeci. Ja całe życie kocham rywalizację o to, żeby grać w piłkę. Chcę w tygodniu udowadniać, że zasługuję na wyjście w pierwszym składzie, a w weekend pokazywać kibicom, że mi się to po prostu należy. Rola trzeciego? Nawet nie wiem, na czym to polega, nigdy nie byłem trzeci w żadnym klubie. Droga była więc dla mnie prosta. Po usłyszeniu oferty zadzwoniłem do agenta, powiedziałem, że idziemy do GKS-u Tychy, a on ma to sfinalizować. Poinformowałem dyrektora sportowego o odejściu. Mieliśmy jeszcze przed sobą ważne spotkania w eliminacjach Ligi Mistrzów, więc tego nie ogłaszaliśmy, ale decyzja zapadła trochę wcześniej.

A w tym czasie agent nie naciskał? Tak jak wspomniałeś: "Olo, jesteś w dobrej formie, świetnie wyglądasz, może Ekstraklasa, może I liga". Myślę, że byłeś łakomym kąskiem na rynku transferowym i agent pewnie robił wszystko, żeby przekonać cię do innego klubu.

- Zapewne wiesz, jak pracują agenci. Zawsze szukają najlepszej opcji, ale to jest opcja najlepsza dla nich, niekoniecznie dla zawodnika. Jestem już w takim wieku, że to ja podejmuję decyzje. Zdecydowałem, że chcę grać tutaj i dlatego tu jestem. Agent próbował coś jeszcze ugrać, ale od samego początku mówiłem mu jasno, że w grę wchodzą tylko dwa scenariusze: transfer do GKS-u Tychy lub pozostanie w Górniku.

Okienko transferowe rozpoczynamy od ogłoszenia twojego transferu. Czy w trakcie rozmów z klubem też miałeś poczucie i dostałeś zapewnienie, że na drugoligowych boiskach GKS Tychy nie będzie tylko ligowym średniakiem, ale zespołem, który jak najszybciej chce wrócić na zaplecze Ekstraklasy?

- Tak, poczułem tę energię już na pierwszym spotkaniu. Wiadomo - spadku z ligi nie wymażemy, to zostaje w głowach, ale trzeba się otrzepać i jechać dalej. Powstanie nowa drużyna, która będzie walczyć o awans i dlatego tutaj jestem. Uwierzyłem w to, cieszę się, że podpisałem kontrakt. Przychodzę uśmiechnięty i mam nadzieję, że ten awans wywalczymy.

Uśmiech na twarzy na pewno pojawia się, kiedy wspominasz to, co wydarzyło się w poprzednim sezonie w barwach Górnika Zabrze. Dwieście występów w Górniku, spuentowane medalami. Pamiętamy też fajny obrazek po ostatnim meczu, kiedy koledzy zrobili ci szpaler, dostałeś podziękowania, a później - na zamkniętej imprezie - podrzucali cię do góry. Czy w rankingu twoich dotychczasowych sezonów ten ostatni umieściłbyś na szczycie pod względem emocji i trofeów?

- Na pewno najbardziej pamięta się tę niedaleką przeszłość. Będę więc nosił w pamięci te chwile, tę szatnię, te emocje - wiadomo, że zawsze lepiej pamięta się rzeczy fajne. Zdobyłem dwa krążki. Będą wisieć u mnie na siłowni, a w niedalekiej przyszłości pewnie w domu. Będą mi przypominać o tej wyjątkowej atmosferze, szczęśliwych chwilach w szatni, o momentach wspólnej radości z rodziną, znajomymi i kibicami. To był naprawdę wspaniały czas.

Te "krążki" na siłowni wisiały już pewnie po jednej i po drugiej stronie sztangi. To chyba doskonale pokazuje efekty twojej ciężkiej pracy, bo siłownia to stały element twoich przygotowań. Same medale może nie ważą dużo, ale wysiłek, który trzeba włożyć w ich zdobycie, jest ogromny. Wycisnąć "stówę" na ławie to pewnie nic w porównaniu z pracą, jaką trzeba okupić tego typu trofea.

- Zgadza się. Kibic zazwyczaj widzi tylko sam mecz, więc inaczej to wszystko odbiera. Nie dostrzega tytanicznej pracy wykonywanej przez cały tydzień, a ona trwa cały dzień. Musisz zwracać uwagę na odpowiednie odżywianie, trening czy regenerację. Jeśli chcesz w moim wieku grać na wysokim poziomie, to musisz się po prostu do tego przyłożyć. Nic w życiu nie ma za darmo - trzeba się poświęcić i włożyć wiele wysiłku, żeby coś osiągnąć. Wczoraj zabrałem dzieci na dodatkowy trening na siłowni i opublikowałem zdjęcie, które świetnie pokazuje, o jakim zaangażowaniu mowa. Chciałem im uświadomić, że jeśli chcą zostać piłkarzami, to czeka je mnóstwo wyrzeczeń. Po wszystkim zapytałem ich, czy im się podobało i czy chcą dalej na takie treningi chodzić.

Czyli nadal jesteś takim "fit świrem", który liczy kalorie i przykłada olbrzymią wagę do detali? W Polsce często mówimy o zdrowym żywieniu, regeneracji i diecie. To jest oczywiście ważne, ale grając w różnych zagranicznych klubach, pewnie zauważyłeś, że tam nie zawsze kładzie się na to aż taki nacisk jak u nas.

- Różnica za granicą polega na tym, że operuje się tam znacznie większymi budżetami. Kluby mogą sobie pozwolić na mniejszą kontrolę zawodników - jeśli masz dwóch graczy o zbliżonym poziomie, nikt nie musi na siłę pilnować, co jedzą, jak się regenerują czy trenują. Kiedy któryś z nich wypadnie z formy, traci miejsce w składzie, traci pieniądze, a w niedalekiej przyszłości klub wymienia go po prostu na nowego, lepszego. W Polsce kadry są węższe, budżety mniejsze i musimy zdecydowanie bardziej dbać o zdrowie zawodników. Ja od 19. roku życia współpracuję z dietetykiem. Zawsze zwracałem na to uwagę, wiem, jakie to dla mnie ważne. Dopóki czuję, że pozwala mi to dawać z siebie 100 procent, będę to robił.

Trener Gwarka, Janusz Kowalski, powiedział kiedyś: "Był tak silny motorycznie, że sam nieraz potrafił wygrać nam mecz". To dowodzi, że motoryka była u ciebie priorytetem od najmłodszych lat. Potwierdzają to też liczby - analizując grafiki udostępniane przez Górnika, wielokrotnie byłeś najszybszym zawodnikiem w zespole. To cały czas twój znak rozpoznawczy i jedna z największych zalet.

- Motorycznie na pewno jestem dobrze przygotowany. Liczby, o których wspominasz, udowadniają, że wciąż jestem gotowy i głodny gry. Świadczą też jednak o zaangażowaniu - do każdego meczu podchodzę z maksymalnym profesjonalizmem, dlatego też statystyki tak wyglądają. Kocham rywalizację, kocham piłkę nożną i po prostu nienawidzę przegrywać.

Przegrywać nienawidził także Marcel Łubik, z którym na pewno często miałeś okazję pracować na siłowni w Zabrzu. To osoba, z którą dużo rozmawiałeś w kontekście transferu do Tychów.

- Tak, to postać, która bardzo łączy GKS Tychy i Górnika Zabrze. Ktoś bliski klubowi, kogo wy pewnie bardzo dobrze wspominacie. Szalenie cenię go zarówno jako zawodnika, jak i człowieka, bo wniósł tu naprawdę mnóstwo jakości. Zasięgnąłem jego opinii, rozmawialiśmy o GKS-ie i wiadomo - wypowiadał się w samych superlatywach. Zastanawialiśmy się trochę, dlaczego sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej i skąd ten spadek, ale koniec końców pogratulował mi wyboru. Wy dowiadujecie się dopiero teraz, on już o tym wiedział. Cieszę się, że tu trafiłem.

Paweł, znamy cię doskonale z występów na prawej obronie. Kibice na pewno zachodzą w głowę, po jakiej strefie boiska będziesz biegał tutaj przy ulicy Edukacji, biorąc pod uwagę, że graliśmy systemem z trójką stoperów. Gdzie widzi cię trener, a gdzie czujesz się najlepiej i możesz dać zespołowi najwięcej?

- Oczywiście, jestem prawym obrońcą, ale bardzo dobrze radzę sobie również na wahadle i prawej pomocy. W Górniku zdarzało mi się grywać wyżej, nie mam problemu z ciągiem na bramkę. Przychodzę tutaj w roli wahadłowego - tak ustaliliśmy to podczas rozmów z trenerem i działaczami. Chcę pomóc drużynie wywalczyć awans. To mój główny cel na ten sezon.

Przychodzisz tutaj jako postać, która ma odgrywać kluczową rolę na boisku, ale co z szatnią? Prześledziliśmy historię twoich pseudonimów. Była ksywka "Wuja", która pewnie nie wzięła się znikąd, był też "Messi z Ozimka". W szatni będziesz chyba pełnił funkcję mentora, takiego starszego wujka dla młodych graczy. Jak odnajdujesz się w takiej roli?

- Zawsze powtarzam: nie jestem boomerem! Świetnie odnajduję się w młodym towarzystwie, sam mam dzieci, chętnie rozmawiam z chłopakami i daję im rady. Przede wszystkim jednak - jeśli chcę wymagać od nich więcej, najpierw muszę dawać 100% z siebie. Oni muszą widzieć moje zaangażowanie. Jeśli chcą grać na wyższym poziomie, po prostu muszą być lepsi ode mnie. Między innymi po to tu jestem i to moja główna rada dla młodych: mogą podpatrywać, jak pracuję, ale żeby wskoczyć na wyższy poziom, muszą wycisnąć z siebie jeszcze więcej.

Wiemy, że młodzi piłkarze lubią szybko wydawać pieniądze. Nie wszyscy wiedzą, ale ty mógłbyś być chyba ich doradcą finansowym, bo to dziedzina, którą mocno się interesujesz.

- To prawda. Niestety, żeby zostać certyfikowanym doradcą finansowym, trzeba mieć odpowiednią licencję, a to nie jest prosta sprawa. Orientowałem się w tym po powrocie do Polski. Miałem nawet zamiar rozpocząć studia na Uniwersytecie Ekonomicznym, jednak po tak długiej przerwie ciężko wrócić do nauki akademickiej. Pewnie trochę szukam usprawiedliwienia, ale po prostu tego nie zrobiłem. Uwielbiam finanse i uważam, że to szalenie ważna kwestia w życiu sportowców. Zawsze mówi się, że kariera piłkarska jest krótka i trzeba ją z premedytacją "wycisnąć jak cytrynę". Ja nigdy nie chciałem być taką cytryną, zawsze wolałem sam o sobie decydować. Właśnie dzięki temu dziś gram nie dla pieniędzy, tylko dlatego, że mnie na to stać i kocham to robić.

Osoby zajmujące się finansami lubią liczby. Jeśli chodzi o twoje statystyki, to na ten moment masz na koncie prawie 70 meczów w Bundeslidze, występy w angielskiej Championship i zmagania w Turcji. Czy tu i teraz czujesz się piłkarzem w pełni spełnionym, czy wciąż masz jeszcze komuś - a może przede wszystkim sobie - coś do udowodnienia?

- Czuję się zawodnikiem spełnionym, ale nie brakuje mi ambicji. Gram, ponieważ, jak już wspomniałem, kocham rywalizację i zwycięstwa. Zawsze wysoko wieszam sobie poprzeczkę. Otrzymałem zaufanie od działaczy klubu, za które teraz muszę odwdzięczyć się formą na boisku. I niech to będzie naszą puentą.

Źródło: GKS Tychy
Wideo: GKS Tychy
Foto: Roosevelta81.pl

8 komentarzy

Dzieki Olo za serce do walki i pozytywne nastawienie do zycia. Zawsze mile widziany na 81. Juz za rok 1 liga. Pozdrowienia i zdrowia.

Powodzenia Olo i dziękuję za pełne zaangażowanie w każdym meczu 👍💪

Pozdrowienia i dzięki za wspaniały sezon w Twoim wykonaniu w Górniku, oczywiście POWODZENIA w nowym projekcie i wszelkiej pomyślności w życiu osobistym i karierze zawodowej.

👏

Choć szkoda, że nie został u Nas, to mega szacun, że idzie tam, gdzie czuje się potrzebny i ciągle ma ambicje. Nie dla kasy, prestiżu, itd., ale tam gdzie chce. Bo może.

Wspaniały piłkarz i wspaniały człowiek. Zawsze uśmiechnięty . Z poczuciem własnej wartości i z zasadami. 👍🤗👍🤗👍🤗

Pozostań sobą Olo, fajny z Ciebie człowiek):

Olo, Pan Piłkarz 🙂 Powodzenia i oby zdrowie dopisało!