- Trzeba bić na alarm! Gramy o życie, a - niestety - nie jest to widoczne - mówi "Sportowi" Leszek Ojrzyński, trener Górnika. Sytuacja w tabeli nie jest wesoła, to ostatni dzwonek na przebudzenie...
Poniedziałkowa porażka z Podbeskidziem mocno zabolała?
Leszek Ojrzyński (trener Górnika): - Tak, ale nie z powodu tego, że naszym rywalem była moja eks-drużyna. Przegraliśmy bardzo ważny mecz, ale nie będziemy dramatyzować. Trzeba zakasać rękawy i brać się do pracy, pokazać charakter na boisku. Jeśli ktoś nie będzie wytrzymywał presji zostanie odsunięty od drużyny.
Górnik plasuje się na ostatnim miejscu w tabeli z fatalnym dorobkiem, zaledwie 8 punktów.
- Trzeba bić na alarm! Gramy o życie, a - niestety - nie jest to widoczne. Moi zawodnicy muszą być bardziej pazerni, zdeterminowani....nie potrafią grać w jednym tempie, na dużej intensywności. Zbyt często zdarzają im się przestoje. Nie wygra się meczu, skoro drużyna prezentuje się dobrze przez jedną połowę czy kwadrans.
Fani są coraz bardziej zniecierpliwieni.
- Też słyszałem okrzyki pod moim adresem. Mam dobry słuch i nie sposób było tego nie usłyszeć, ale spokojnie podchodzę do reakcji kibiców. Fani mają prawo być niezadowoleni. Jak zespół nie wygrywa, to dostaje się piłkarzom, trenerowi...Musimy z tym żyć i robić wszystko, aby na następnych meczach atmosfera na trybunach była już zdecydowanie inna.
Źródło: katowickisport.pl
Foto: Ewa/Roosevelta81.pl







