Leszek Ojrzyński, czyli (d)efekt nowej miotły

Torcidos  -  4 listopada 2015 17:57
0
733

Ojrzynski1_Gornik_Podbeskidzie_1516
Nie od razu Rzym zbudowano. Nikt także z miejsca nie zbudował drużyny piłkarskiej. Wcale nie oczekiwaliśmy od Leszka Ojrzyńskiego, że w ciągu dwóch miesięcy uda mu się stworzyć zespół według własnej filozofi. Że kilka meczów wystarczy, aby Górnik chodził jak w zegarku. Jednakże rozczarowanie wobec trenera „Trójkolorowych” jest naprawdę spore.

Każdy, kto ,nawet w najmniejszym stopniu, interesuje się Ekstraklasą słyszał kiedyś o „efekcie nowej miotły”. Zespół w kryzysie przejmuje nowy trener i wszystko zmienia się o 180 stopni. Drużyna zaczyna punktować, natomiast szkoleniowiec jest okrzyknięty cudotwórcą. Przykładów jest dużo, a może jeszcze więcej – Zieliński w Cracovii, Michniewicz w Pogoni czy ostatnio Podoliński w Podbeskidziu..

Na podobny efekt liczyliśmy po przyjściu Ojrzyńskiego do Zabrza. Facet z taką charyzmą jak on miał wszystko, aby wziąć szatnię Górnika szturmem. Jeśli przyłożyć ucho tu i tam można usłyszeć, że w pewnym momencie piłkarzom Górnika przestało być po drodze z Robertem Warzychą, co przekładało się na ich postawę w meczach ligowych. Ojrzyński miał wybić im z głowy takie numery. Górnik miał zacząć pokazywać swój „śląski charakter”. Czy się udało? Jedno zwycięstwo w 10 meczach na to nie wskazuje.

Trzeba pamiętać jeszcze o jednym. Poprzeczka Leszka Ojrzyńskiego w Górniku została radykalnie podniesiona, gdy otrzymał od klubu niewyobrażalnie duży kredyt zaufania. Kredyt, o jakim Warzycha po półtora roku pracy mógł tylko pomarzyć. Ledwo zdążył przegrać w debiucie z Termalicą 0:3, jeszcze do końca nie rozpakował wszystkich walizek, a klub, który jest finansowym trupem, sprowadza dla niego trzech nowych piłkarzy, a niedługo potem kolejnych trzech. Jakby było mało takich, których Ojrzyński sobie zażyczył i na pozycje, które najbardziej potrzebowały wzmocnień.

Najwięcej emocji wzbudza oczywiście Korzym, którego Ojrzyński rok temu sprowadził do Bielska, a teraz do Zabrza. Nie skauci, nie dyrektor sportowy, a właśnie trener chciał w Górniku Korzyma. Nie wiemy, na czym polega słabość Pana Leszka do byłego napastnika Podbeskidzia. Jeśli na umiejętnościach, to trzeba przyznać, że Ojrzyński zbyt wybredny nie jest. Natomiast musi sobie zdawać sprawę, że za każdy kolejny słaby mecz Maćka odpowiedzialność spada także na niego.

Górnika czekają teraz cztery mecze z rzędu przed własną publicznością. Możliwe, że po tych spotkaniach kibice będą chcieli Ojrzyńskiego nosić na rękach, nie można tego wykluczyć. Szczerze mu tego życzymy. Tak czy inaczej Pan Leszek prace w Górniku zaczął od falstartu, na który w Zabrzu nie można było sobie pozwolić. Za nami prawie półmetek sezonu zasadniczego, a Górnik zamiast uciekać ze strefy spadkowej, jeszcze bardziej się w niej zadomawia. Pamiętamy Zawiszę z poprzedniej kampanii Ekstraklasy, gdzie po dramatycznej jesieni zespół Mariusza Rumaka został rycerzem wiosny. Ale pierwsza część sezonu zrobiła swoje i bydgoszczanie ostatecznie spadli do I ligi.

Obyśmy w maju także nie żałowali zmarnowanej jesieni.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments