Górnik Zabrze w środowy wieczór podzielił się punktami z Arką Gdynia. Pojedynek w Trójmieście mógł się rozstrzygnąć na korzyść z każdej z drużyn, ale ostatecznie zakończył się remisem. Z punktu zdobytego na terenie walczącego o utrzymanie beniaminka nie był w pełni zadowolony kapitan Trójkolorowych Erik Janża.
Niestety, spotkanie nie ułożyło się tak, jakbyście sobie tego życzyli. Zdobyliście tylko remis, chociaż w końcówce można było go nawet stracić.
- Tak, zdecydowanie możemy żałować pierwszej połowy, bo mieliśmy wtedy dwie, może trzy dogodne okazje. Może nie były to sytuacje stuprocentowe, ale po prostu musimy je lepiej rozwiązywać. Na tym poziomie tyle miejsca, ile przeciwnicy zostawiali nam w pierwszej połowie, powinno wystarczyć na zdobycie przynajmniej jednej bramki. W drugiej części spotkania zagraliśmy niestety trochę tak, jak oni chcieli, a nie tak, jak my zakładaliśmy - to był nasz główny problem. Na koniec dopisało nam też trochę szczęścia. Całe szczęście, że "Olo" w świetnym stylu uratował nas w tych dwóch sytuacjach.
Czy przed meczem ciążyła wam presja wyniku? Wiedzieliście, że musicie wygrać, aby zachować szanse na ewentualne mistrzostwo, a to bardzo trudna sytuacja.
- Nie, absolutnie. Przed meczem powiedzieliśmy sobie, że wychodzimy na boisko zagrać bez żadnej presji. Oczywiście bardzo chcieliśmy wygrać, ale "na luzie". W poprzednim meczu z Zagłębiem czuliśmy się trochę tak, jakbyśmy biegali z dziesięciokilogramowym plecakiem. Tak jak wspomniałem, nasza gra w pierwszej połowie wyglądała nieźle - zrealizowaliśmy nakreślony plan. W drugiej połowie zabrakło nam jakości i pomysłu. Trudno, przed nami jeszcze dwa finały. Przed dzisiejszym spotkaniem wyznaczyliśmy sobie pewien cel punktowy. Nie zdradzę jaki, ale wciąż jesteśmy w grze, żeby go osiągnąć.
Masz już doświadczenie z podobnych sytuacji. Byłeś w drużynie, która pod koniec sezonu - jeszcze za kadencji trenera Urbana - złapała zadyszkę. Jesteście bardzo blisko świetnego wyniku. Co zrobić, żeby ta sytuacja się nie powtórzyła i żebyście utrzymali wysoką formę do samego końca?
- Przede wszystkim musimy się zregenerować. Ostatnie dwa tygodnie były dla nas bardzo męczące, zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym. Zostało to już jednak za nami i damy radę. Czeka nas jeszcze sobotni mecz w Płocku, a potem ostatnia kolejka. Jestem przekonany - nie mogę obiecać, że wygramy każdy mecz na sto procent, ale na pewno damy z siebie wszystko. Głęboko wierzę w to, że ostatecznie staniemy na podium.
Muszę Cię zapytać o jeszcze jedną rzecz. Z perspektywy trybun dzisiejszy mecz był prowadzony przez sędziego bardzo słabo. Nie chodzi o to, że był w którąś stronę stronniczy, ale odnosiło się wrażenie, że nie do końca panował nad tym, co działo się na boisku. Czy z perspektywy murawy miałeś podobne odczucia?
- Trudno mi powiedzieć. Nie wiem, jak bardzo jest to doświadczony arbiter i ile meczów w Ekstraklasie już poprowadził. Odkąd gram w Polsce, sędziował mi chyba dopiero drugi czy trzeci raz. Zgadzam się jednak, że pojawiały się dziwne decyzje - czasami odgwizdywał faul, którego nie było, a innym razem nie reagował na ewidentne przewinienia.
Przykładem może być choćby pierwsza żółta kartka dla Rafała za nerwową reakcję po faulu na "Olu", choć przecież nie zrobił on nic wielkiego. Powiedz mi jeszcze - miałeś drobną scysję z jednym z asystentów trenera Arki przy ławce rezerwowych. O co tam chodziło?
- Piłka była ewidentnie nasza, a on krzyczał do obu sędziów, że aut należy się im. Powiedziałem mu po prostu, żeby grał fair. Okej, możesz próbować delikatnie wpłynąć na sędziego, ale bez przesady - nie możesz przez 15 sekund krzyczeć, że to wasza piłka, kiedy dobrze wiesz, że jest inaczej. Ale zostawmy to, to normalne, czysto piłkarskie emocje.
Źródło: Czwarta Trybuna Podcast / Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl
Wideo: Czwarta Trybuna Podcast







Oby tak było Eric!! Wierzymy w Was!!