Grzegorz Bonin w swojej karierze dwukrotnie reprezentował barwy Górnika Zabrze. Latem 2008 roku prawoskrzydłowy przeniósł się na Roosevelta z Korony Kielce, by rok później zaliczyć z Trójkolorowymi spadek z Ekstraklasy, a po powrocie do elity występować w jednym zespole z Michalem Gasparikiem. Po ra drugi trafił do Zabrza wiosną 2013 roku.
Przed sobotnim starciem Trójkolorowych ze Złocisto-Krwistymi obecny szkoleniowiec czwartoligowego Lewartu Lubartów podzielił się z serwisem Roosevelta81.pl swoimi postrzeżeniami na temat gry i aspiracji Górnika w obecnym sezonie oraz zdradził jakie są najsilniejsze strony Korony Kielce, którą przed tygodniem widział na żywo z trybun stadionu przy Ściegiennego.
Na sam początek powiedz, u Ciebie słychać? Z tego co widzę, Twoja ekipa dość mocno stoi i chyba idziecie na awans?
Grzegorz Bonin: Jesteśmy obecnie na drugim miejscu, a tylko pierwsza drużyna awansuje bezpośrednio. Bardzo mocno do góry pcha się Hetman Zamość. My po prostu gramy swoje, a co z tego wyniknie - zobaczymy. Trzeba też pamiętać, że na trzecią ligę trzeba mieć już odpowiednie zaplecze finansowe.
Budujesz jednak swoją renomę i markę jako trener. To kolejny klub, w którym Ci się po prostu udaje...
- Wiadomo, że jako trener zawsze chce się wygrywać. Kwestie organizacyjne i finansowe leżą już jednak po stronie zarządu.
Śledzisz PKO BP Ekstraklasę? Obserwujesz jak idzie Górnikowi, czy bardziej skupiasz się na niższych ligach?
- Oglądam, oczywiście. Wiem, że Górnik od dawna nie przegrał.
Obecnie notują serię siedmiu meczów bez porażki w meczach o stawkę.
- Dokładnie. Ostatnio z Legią było blisko porażki, ale trzeba przyznać, że grali konsekwentnie do samego końca. W ogóle w tym sezonie wytypowanie pewnego wyniku w kolejce jest bardzo trudne.
Jesteś zaskoczony tym, jak gra Górnik i jak wygląda ich pozycja na tym etapie sezonu? Gdy rozmawialiśmy przed meczem w Kielcach, Górnik dopiero zapowiadał się na czarnego konia rozgrywek, a dziś są w ścisłej czołówce i cały czas się w niej trzymają.
- Trzymają się w czołówce, chociaż wtedy tabela chyba nie była aż tak spłaszczona jak teraz. Górnikowi udało się trochę odskoczyć i wypracować pewną przewagę. Trzeba być jednak cały czas czujnym i regularnie punktować, bo w tym sezonie każdy punkt jest dosłownie na wagę złota.
Różnice są minimalne - trzy punkty do lidera i zaledwie dziewięć punktów do strefy spadkowej na sześć meczów do końca sezonu. Pamiętasz w swojej karierze zawodniczej sezon, w którym na tym etapie było aż tak ciasno?
- Nie przypominam sobie. Zazwyczaj na tym etapie rozgrywek dwie, trzy drużyny zdążyły już odskoczyć reszcie stawki. To chyba pierwszy taki sezon w historii. Myślę, że poza Bruk-Betem - który raczej się już nie dźwignie mimo ostatniej wygranej - każdy musi cały czas punktować. Pamiętam, jak około miesiąc temu Pogoń Szczecin złapała serię dwóch czy trzech zwycięstw. Od razu zaczęto mówić, że mają już spokój i mogą myśleć o pucharach. A tu sytuacja szybko się odwróciła. Z tygodnia na tydzień wszystko może ulec zmianie.
Myślisz, że możemy być świadkami niespodzianki, w której z ligą pożegna się któryś z hegemonów? Realnie zagrożeni spadkiem są ciągle Pogoń Szczecin, Legia Warszawa i Widzew Łódź.
- Może tak być, presja z kolejki na kolejkę będzie tylko rosła. Czasem wydaje się, że dany klub ma stabilne finanse i organizację, ale pieniądze na boisku nie grają. Jeśli zespół zakopie się w dole tabeli, bardzo ciężko z tego wyjść. Czasem splot różnych okoliczności po prostu nie sprzyja. Pamiętam mój pierwszy sezon w Zabrzu - miały być europejskie puchary, co tydzień czekaliśmy na przełamanie i pierwsze zwycięstwo, a ostatecznie spadliśmy z ligi. Niewykluczone, że w tym roku ktoś z mocnych zespołów również spadnie.
Korona Kielce też nie może spać spokojnie. Ma tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Obawiasz się, że mogą uwikłać się w twardą walkę o utrzymanie, czy raczej mają na tyle jakości, że sobie poradzą?
- Myślę, że są przede wszystkim świadomi powagi sytuacji. Byłem tydzień temu na meczu Korony z Jagiellonią, z okazji obchodów 20-lecia otwarcia stadionu. W pierwszej połowie Korona była zdecydowanie lepszą drużyną, biło od niej więcej energii niż od gości. W Kielcach może i przebąkuje się o pucharach, ale na ten moment - jak sam zauważyłeś - zespoły z tego rejonu tabeli muszą patrzeć w dół. Wygrywasz mecz - myślisz o górnej połowie, łapiesz zadyszkę - drżysz o utrzymanie. Koronie na pewno nie brakuje piłkarskiej jakości, ale prawda jest taka, że w naszej lidze każda drużyna ma swoje plusy i minusy.
Jakie są najmocniejsze punkty w grze Korony? Na co Górnik powinien uważać w sobotnim starciu?
- Korona grająca u siebie zazwyczaj od początku rusza bardzo intensywnie. Na wyjeździe to zupełnie inny zespół. Wyróżnia ich przede wszystkim szybkość w formacjach ofensywnych oraz bardzo groźne stałe fragmenty gry. Na to na pewno zwróciłbym szczególną uwagę.
Defensywa Górnika notuje obecnie świetną serię - w siedmiu meczach straciła zaledwie dwa gole.
- Uważam, że w takich meczach decyduje przede wszystkim dyspozycja dnia. Ogromną rolę odegra to, jak obie ekipy wejdą w spotkanie. Z tego, co słyszę, na trybunach w Zabrzu znowu zapowiada się komplet widzów, więc stadion na pewno będzie niósł Górnika. Z drugiej strony, patrząc na mecz Górnika z Legią - Zabrzanie może nie kreowali wielu sytuacji, ale potrafili dłużej utrzymać się przy piłce.
W której z drużyn upatrujesz faworyta meczu przy Roosevelta?
- Spodziewam się, że w Zabrzu to Górnik będzie prowadził grę, a Korona nastawi się na szybkie kontry i stałe fragmenty. To będzie ciężkie spotkanie. Delikatnym faworytem jest Górnik, bo gra u siebie i jest wyżej w tabeli, ale wygrana Korony nie będzie dla mnie dużą niespodzianką.
Jesteś zaskoczony tym, jak dobrze wygląda praca Michala Gasparíka w Górniku? Znacie się przecież z boiska...
- Tak, graliśmy razem w Górniku. Widzę, że Michal jako trener stawia przede wszystkim na świetną organizację gry w defensywie. Ciekawostką jest to, że... jako zawodnik akurat tego elementu nie miał (śmiech). Ale praca szkoleniowca to inna perspektywa. Zwraca ogromną uwagę na detale i to przynosi efekty. Wszystko zaczyna się od organizacji gry zespołu bez piłki - bez tego nie da się ruszyć do przodu.
Zgodzisz się z opinią ekspertów, że to dziś jeden z najlepszych trenerów w PKO BP Ekstraklasie, czy na stawianie pomników jest jeszcze za wcześnie?
- Zawsze uważam, że w piłce potrafimy zbyt szybko chwalić i rzucać się ze skrajności w skrajność. Na pewno Michal miał świetne wejście do Górnika, a klub przeżywa obecnie najlepszy moment w lidze od lat. Życzę mu jak najlepiej. Czy jest jednym z najlepszych? Każdy szkoleniowiec ma swoje atuty. Dziś mamy wielu doskonałych trenerów, ale kluczem są rozbudowane sztaby szkoleniowe. To nie są czasy sprzed 10-15 lat, gdy za wszystko odpowiadał tylko pierwszy trener i jego asystent. Zarządzanie zespołem ludzi i odpowiedni dobór współpracowników są dziś fundamentalne.
Michal Gasparik dał się poznać jako specjalista od krajowych pucharów. Jeszcze na Słowacji w ciągu ostatnich pięciu lat cztery razy grał w finale, z czego trzy razy wygrał. Teraz z Górnikiem także jest w finale Pucharu Polski.
- Dokładnie tak. Jak wspomniałem - to najlepszy moment klubu od lat. Mają szansę na zdobycie podwójnej korony w tym okresie, więc to ogromny plus. Są w wielkiej grze.
Spełnia się tu trochę sen sprzed 14 lat, kiedy w Górniku głośno zapowiadano waszą walkę o mistrzostwo.
- Właśnie tak, bardzo mi to przypomina tamten czas z Zabrza. Wtedy też zrobiono głośne transfery, wydano sporo pieniędzy, wszyscy wokół myśleli tylko o pucharach... A nagle musieliśmy dramatycznie walczyć o utrzymanie. Wyglądało to trochę podobnie jak dziś sytuacja Widzewa Łódź. Duże transfery i wielkie pieniądze w piłce nie grają. Trzeba po prostu robić swoje, dawać z siebie 120 procent, a na koniec wszystko i tak weryfikuje boisko.
Na koniec - jak widzisz szanse Górnika w ostatnich kolejkach i finale Pucharu Polski? Czy faktycznie mogą skończyć sezon z pucharem i medalem mistrzostw Polski?
- Puchar to jeden konkretny mecz finałowy, więc zdobycie trofeum jest jak najbardziej realne. Jeśli chodzi o ligę, muszą cały czas patrzeć tylko na najbliższą kolejkę. Nie ma sensu kalkulować, ilu punktów brakuje do mistrza. Mają trzy punkty straty do lidera, więc wszystko leży w ich nogach. Jeśli wygrają wszystkie pozostałe spotkania, jestem pewien, że zostaną mistrzem Polski. Każdy mecz będzie jednak niesamowicie trudny, dlatego najważniejsze to iść krok po kroku.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl
Oj oddałbym ten puchar bez żalu za 15 gwiazdkę, ale realnie rzecz biorąc to wydaje mi się że większe szanse mamy jednak na puchar bo to tylko jeden mecz i trzeba zrobić wszystko żeby ten puchar zdobyć.
Puchar kluczowy. Jak go zdobędziemy, medal też mamy pewny
Jeszcze nas Legia minie ,tak będzie,taka drętwa liga,na śmieszna do rozpuchu.