"W sporcie płaci się wyłącznie za to, co przed nami". Szczera rozmowa z kapitanem Górnika Zabrze, Erikiem Janżą o celach, Fenerbahce i odejściu Patrika Helebranda

0
614

Kapitan Górnika Zabrze, Erik Janża w długim wywiadzie z Czwarta Trybuna Podcast opowiedział m.in. o rosnącej formie podczas zgrupowania w Austrii, wyzwaniach czekających na Trójkolorowych w zbliżającym się sezonie, aklimatyzacji nowych piłkarzy, odejściu Patrika Hellebranda i zdradził, czym słoweńska kremšnita przewyższa polską kremówkę.

Dzięki, że znalazłeś dla nas chwilę. Zacznijmy od podstaw: jak oceniasz swoją formę na tym obozie przygotowawczym?

- Myślę, że forma rośnie. Może w sparingach jeszcze nie było tego widać, bo nogi były trochę ciężkie, ale w każdym okresie przygotowawczym to zupełnie normalne. Zawsze powtarzamy, że wynik w takich meczach nie jest najważniejszy, jednak z tyłu głowy każdy z nas chce wygrać - zwycięstwa budują pewność siebie i tworzą lepszą atmosferę. Szkoda, że nie udało nam się wygrać dwóch pierwszych sparingów, ale przed nami jeszcze jeden, ostatni sprawdzian. Mam nadzieję, że pozytywnie zakończymy ten obóz.

Czy te przygotowania mocno różnią się od zeszłorocznych? Wtedy po raz pierwszy mieliście styczność z trenerem, teraz zespół zdążył już do niego przywyknąć. Zauważyłeś nowe elementy w treningu?

- Wiele rzeczy jest podobnych, ale ponieważ dołączyło do nas kilku nowych zawodników, musieliśmy trochę wrócić do podstaw. Chcieliśmy pokazać im, jak funkcjonujemy w fazie ataku i obrony. Sporo schematów się powtarzało, ale trzeba przyznać, że wykonujemy teraz znacznie więcej pracy z piłką przy nodze.

W piątek czeka was ostatni sparing z Nordsjælland, a tydzień później mecz o Superpuchar. W drużynie zdają się ścierać dwa podejścia - jedni traktują to trofeum z przymrużeniem oka, inni bardzo chcieliby wstawić je do gabloty. Jakie jest twoje zdanie? To tylko generalny sprawdzian przed Fenerbahçe, czy cel sam w sobie?

- Zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Nie oszukujmy się, w ostatnich dwudziestu, trzydziestu latach Górnik nie zdobył zbyt wielu pucharów, więc włożenie kolejnego do gabloty byłoby świetną sprawą. Z drugiej strony, jeśli się nie uda, nie zrobimy z tego tragedii. Traktujemy ten mecz jako nagrodę za cały zeszły sezon i ciężką pracę, którą wykonaliśmy. To fantastyczne, że możemy zainaugurować rozgrywki starciem o konkretne trofeum. Zobaczymy, na jakie rozwiązanie zdecyduje się trener. Mamy szeroką kadrę, więc ewentualne rotacje nie będą problemem. Szczerze mówiąc, jeszcze o tym spotkaniu nie rozmawialiśmy, ale osobiście uważam, że powinniśmy o ten puchar mocno powalczyć.

Wspomniałeś o Fenerbahce. Kiedy podczas losowania wyciągnięto kulkę z nazwą tureckiego giganta, pomyślałeś: "Będą ciężary, szkoda, że nie trafiliśmy na Sturm Graz", czy raczej ucieszyłeś się na myśl o rywalizacji z zawodnikami pokroju N'Golo Kante czy Marco Asensio?

- Pojawiły się we mnie obie te myśli. Z jednej strony trochę żałowałem Sturmu, bo Graz leży bardzo blisko Słowenii i mojego rodzinnego domu - to niecała godzina drogi. Na pewno przyjechałoby wielu moich bliskich i rodaków. Z drugiej strony, to wspaniała okazja zagrać przeciwko tak wielkiemu klubowi jak Fenerbahçe i zmierzyć się z ich gwiazdami. Na pewno nie jedziemy na ten dwumecz z białą flagą. Mamy swoje cele, ale podchodzę do tego bez stresu - czuję po prostu ogromną radość, że gramy w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Co ma być, to będzie.

Fenerbahçe wygrało wczoraj sparing 5:0 z austriackim drugoligowcem, a mówi się, że zakontraktowanie Masona Greenwooda jest już na ostatniej prostej. Śledzisz te doniesienia? Czujesz obawę, czy raczej satysfakcję, że tak mocno zbroją się przed meczem z wami?

- Sam nie śledzę tego zbyt wnikliwie, ale mój współlokator na zgrupowaniu, Rafał, wie o wszystkim na bieżąco. To on wspominał mi wczoraj o Greenwoodzie. Podchodzimy do tego spokojnie. Oczywiście, dysponują potężnym budżetem i możliwościami nieporównywalnymi z naszymi. Pełen szacunek dla nich, że są w stanie ściągać graczy z przeszłością w Manchesterze. Jeszcze parę dni temu, podczas meczu Portugalii na Euro, żartowaliśmy z Rafałem, że fajnie byłoby, gdyby zaszli jak najdalej - przynajmniej Saint-Maximin przyjechałby do nas trochę zmęczony. A mówiąc zupełnie poważnie: to będzie świetne spotkanie i nie mogę się go doczekać. To piłka na najwyższym światowym poziomie. Znam to już trochę z meczów reprezentacji i wiem, że nie będzie łatwo, ale jeśli będziemy dobrze przygotowani fizycznie i mentalnie, damy radę.

Miałeś już kiedyś okazję grać w Turcji lub na stadionach o podobnej, fanatycznej specyfice? Mówi się, że obiekty Galatasaray czy Fenerbahçe to zupełnie inny poziom dopingu.

- To będzie mój pierwszy raz. Nigdy wcześniej nie grałem przeciwko tureckiemu zespołowi. Z opowiadań Lukasa Podolskiego i tego, co widziałem w telewizji, wiem, że na pewno będzie gorąco. Jak to wygląda w rzeczywistości, przekonamy się na miejscu.

Skoro mowa o transferach, porozmawiajmy o ruchach kadrowych Górnika. Kiedyś wspominałeś, że dobrze byłoby w końcu znaleźć godnego następcę Igora Angulo. Myślisz, że Erik Pekop to zawodnik, który da nam najwięcej, czy ktoś inny z nowych graczy bardziej cię zaskoczył?

- Na tym etapie bardzo trudno to ocenić. Zagraliśmy w nowym zestawieniu dopiero jeden mecz, więc potrzebujemy więcej czasu, by stwierdzić, które transfery okazały się strzałem w dziesiątkę. Na razie wszyscy nowi świetnie pracują na treningach. Duży potencjał widzę u Bruno. Jest młody, to jego pierwszy wyjazd za granicę, ale ma w sobie "to coś", co może nam bardzo pomóc. Erik z kolei imponuje głodem gry, walczy o każdą piłkę i mam nadzieję, że szybko otworzy swoje konto bramkowe - potem pójdzie już z górki. Cieszę się, że do nas dołączyli i zrobimy wszystko, żeby jak najszybciej wkomponować ich w zespół.

Nie martwimy się o aklimatyzację Erika Prekopa, bo dołączył do "czeskiej grupy" i radzi sobie z językiem. A jak wygląda sytuacja z Bruno Durdovem? Wziąłeś go pod swoje skrzydła ze względu na bałkańskie korzenie?

- Tak, trochę go wspieram. Już pierwszego dnia po moim powrocie do klubu porozmawialiśmy. Powiedziałem mu, że w razie jakichkolwiek potrzeb jestem do dyspozycji, zwłaszcza że bariera językowa dla nas nie istnieje. Znam też dobrze jego poprzedni klub i wiem, jak bardzo był zżyty z tamtejszymi kibicami. To otwarty, inteligentny chłopak, który doskonale wie, co ma robić na boisku i nie potrzebuje prowadzenia za rękę. Pamiętam, że jeszcze parę lat temu pisało się o nim jako o ogromnym talencie. Wierzę, że w Górniku zaprezentuje pełnię swoich możliwości.

Zmieniając temat na nieco mniej przyjemny: transfer Patrika Helebranda do Korony. Oczywiście, to praca - dostał świetną ofertę i każdy to rozumie. Ale czy czytając jego późniejsze wypowiedzi i tłumaczenia, nie miałeś ochoty po przyjacielsku zapytać: "Patrik, po co robisz wokół tego taką otoczkę?" Wszyscy wiedzą, że poszło o finanse, a to dorabianie ideologii bywa słabo odbierane.

- Tak jak zauważyłeś - nie lubię wtrącać się w czyjeś życie, bo każdy ma swoją wizję i sam podejmuje decyzje. Mogę tylko zdradzić, że Patrik sam do mnie zadzwonił po podpisaniu kontraktu z Koroną i podziękował za wszystko. Słyszałem w jego głosie pewną niepewność, ale klamka zapadła. Życzę mu jak najlepiej. A to, że niefortunnymi wypowiedziami trochę "strzela sobie w kolano"? Cóż, to jego życie, jego słowa i jego sprawa.

Myślisz, że czeka go "ciepłe" powitanie podczas meczu w Zabrzu?

Myślę, że odbiór będzie pół na pół.

Cele na ten sezon. Ostatni rok był fenomenalny, ale teraz poprzeczka wędruje w górę, dochodzą puchary, a liga mocno się zbroi. Uważasz, że Górnik jest już klubem, który ma stałe miejsce w czołówce, czy raczej zgadzasz się z "Poldim", że na seryjne wstawianie trofeów do gabloty musimy jeszcze poczekać?

- Zgadzam się z Lukasem - jeszcze takim klubem nie jesteśmy. Choć zeszły rok pokazał, że potrafimy wejść na ten najwyższy poziom, wiele zależy od układu sił w całej lidze. W minionym sezonie faworyci gubili mnóstwo punktów, co stworzyło nam szansę, którą perfekcyjnie wykorzystaliśmy. Moim pierwszym celem na teraz jest awans do fazy grupowej europejskich pucharów - nieważne, czy mówimy o Lidze Mistrzów, Lidze Europy, czy Lidze Konferencji. Mamy zagwarantowane minimum sześć meczów i musimy to wykorzystać. W lidze trudno o twarde deklaracje, bo szatnia znów przeszła transformację. Zmiany kadrowe oznaczają, że potrzebujemy czasu na zgranie. Rywale będą na nas podwójnie zmotywowani, a przy pełnych trybunach w Zabrzu motywacja przeciwników zawsze rośnie. Musimy uniknąć zgubnego myślenia: "Skoro zdobyliśmy puchar i wicemistrzostwo, teraz wszystko wygra się samo". Tak to nie działa. Chcemy utrzymać się w czubie tabeli, ale każdy mecz będzie wymagał stu procent zaangażowania.

Co z perspektywy doświadczonego piłkarza jest największym zagrożeniem przy łączeniu gry w pucharach i Ekstraklasie? Zbyt duże skupienie na Europie i brak koncentracji w lidze?

- Rzeczywiście bywa to pułapką. Gdy w środku tygodnia grasz na wspaniałym stadionie w europejskich pucharach, a w weekend wracasz na ligowe starcie, gdzie na trybunach zasiada pięć tysięcy kibiców, może pojawić się problem z naturalną motywacją. Jestem jednak spokojny, bo nie mamy w szatni "gwiazdorów", którzy mogliby kogokolwiek zlekceważyć. Kluczowa będzie odporność psychiczna. Mecze odbywają się co trzy dni. Jeśli przegrasz w pucharach, naturalnie czujesz rozczarowanie, ale nie możesz o tym myśleć przez kolejne dni. Trzeba błyskawicznie "czyścić głowę": dzisiaj grałeś w Europie, jutro skupiasz się na lidze. Umiejętność radykalnego odcięcia tych dwóch światów będzie decydująca.

A z perspektywy osobistej? Miałeś trudne momenty, kiedy nie spełniano obietnic ze strony klubu. Czy obecne sukcesy dają ci dodatkowego, potężnego kopa do działania?

- Zdecydowanie. Bardzo długo na to czekałem, ale nigdy nie straciłem wiary. Mam dobry instynkt, który podpowiadał mi, że ten moment nadejdzie. Wciąż jestem niesamowicie głodny sukcesów. Taki jest sport - to, co zrobiłeś wczoraj, szybko odchodzi w zapomnienie. Żyjemy w świecie, w którym płaci się wyłącznie za to, co przed nami, a nie za historię. Przyszłość jest najważniejsza. To, co osiągnęliśmy, to fantastyczna sprawa i wielki szacunek dla całego zespołu, ale patrzymy wyłącznie przed siebie. Mam nadzieję, że to uczucie powróci do nas za jakieś dziesięć miesięcy.

Na koniec temat wakacyjny. Słowenia staje się hitem wśród turystów z Polski. Co polecasz tam zobaczyć? I najważniejsze: w czym słoweńska kremšnita przebija polską kremówkę?

- Kremšnita jest dla mnie po prostu smakiem dzieciństwa i domowego ogniska. Moja mama często ją piecze, a w Słowenii dostaniesz ją w niemal każdej kawiarni. Oczywiście każdy ma własny gust, ale dla mnie nasza wersja nie ma sobie równych! Jeśli chodzi o zwiedzanie Słowenii - wszystko zależy od preferencji. Mamy piękne góry, morze, wspaniałe jeziora i doskonałe wino. Gdybym miał coś doradzić: najlepiej zarezerwować nocleg w Lublanie. Z racji jej centralnego położenia, w godzinę dojedziesz stamtąd w góry, w kolejną godzinę będziesz nad morzem, a półtorej godziny zajmie ci podróż do najlepszych winnic. To bardzo kompaktowy kraj, wszędzie jest blisko i każdy znajdzie coś idealnego dla siebie.

Źródło: Roosevelta81.pl / Czwarta Trybuna Podcast
Foto: Czwarta Trybuna Podcast
Wideo: Czwarta Trybuna Podcast

0 komentarzy