Trójkolorowy Puchar: Pierwszy, historyczny triumf. Jak Górnik Zabrze sięgnął po pierwszy w historii Puchar Polski?

0
1766

Górnik Zabrze to jeden z najbardziej utytułowanych klubów w historii polskiego futbolu. 14-krotny mistrz i 6-krotny zdobywca Pucharu. Zanim jednak Zabrzanie stali się absolutnymi dominatorami i stałymi bywalcami finałów, musieli przełamać pucharową niemoc. Ten wielki, historyczny moment nastąpił w sezonie 1964/1965. Zespół prowadzony przez węgierskiego szkoleniowca Ferenca Farsanga przeszedł długą, pełną dogrywek i trudnych bojów drogę, by w wielkim finale w Zielonej Górze wreszcie wznieść w górę upragnione trofeum.

Dogrywka i Derby Śląska na otwarcie

W tamtych latach drużyny z najwyższej klasy rozgrywkowej, w tym Górnik, przystępowały do rywalizacji od 1/16 finału. Choć Zabrzanie byli faworytami, ich pierwszy mecz zapowiadał się na łatwą przeprawę tylko "na papierze". Rywalem była ambitna Lublinianka Lublin. Górnicy musieli się potężnie napracować - regulaminowy czas gry nie przyniósł rozstrzygnięcia i potrzebna była dogrywka. Ostatecznie klasa wzięła górę i Trójkolorowi triumfowali 3:1.

Kolejny etap - 1/8 finału - był starciem o prymat na Śląsku. Górnik udał się do Rybnika na mecz z miejscowym ROW-em. Goście nie pozwolili na powtórkę nerwów z Lublina, pewnie kontrolowali przebieg spotkania i ostatecznie zwyciężyli 3:1, meldując się w najlepszej ósemce pucharowej rywalizacji.

Ćwierćfinał i wojna nerwów w półfinale. Dwa razy z Wojskowymi

W ćwierćfinale na drodze zabrzan stanął Śląsk Wrocław. Mecz rozegrany na obiekcie WKS-u ponownie zakończył się triumfem podopiecznych trenera Farsanga w stosunku 3:1. Mechanizm zadziałał bez zarzutu, a forma rosła w odpowiednim momencie.

Prawdziwym przedwczesnym finałem okrzyknięto jednak spotkanie półfinałowe. Los rzucił na siebie największe potęgi tamtych lat - w walce o bilet do finału Górnik musiał zmierzyć się z Legią Warszawa. Mecz był niezwykle zacięty, trzymał w napięciu do ostatnich sekund i... znów nie rozstrzygnął się po 90 minutach. W dogrywce piłkarze z Zabrza wykazali się jednak większym sprytem, lepszym przygotowaniem fizycznym i wolą walki. Wygrana 2:1 po dodatkowych minutach dała im upragniony awans do wielkiego finału.

Finał z Kopciuszkiem i absolutny koncert Ernesta Pohla

Wielki finał, rozegrany 2 czerwca 1965 roku na wypełnionym przez 20 tysięcy widzów Stadionie Lechii w Zielonej Górze, miał absolutnie unikalną otoczkę. Naprzeciwko wielkiego Górnika - w którym roiło się od gwiazd i reprezentantów Polski - m.in. Stanisław Oślizło, Hubert Kostka, Zygfryd Szołtysik, stanęła największa sensacja rozgrywek - trzecioligowi Czarni Żagań, którzy po drodze awansowali m.in. dzięki... rzutom monetą po remisach w dogrywkach. Hartu ducha drużynie z województwa Lubuskiego dodawał fakt, że jej barwy reprezentowali na co dzień... żołnierze w służbie czynnej w tamtejszej jednostce pancernej.

Choć kibice z Żagania wierzyli w kolejny cud, Zabrzanie tego dnia nie mieli litości i potraktowali rywala z pełnym rygorem. To był absolutny koncert jednego aktora - legendarnego Ernesta Pohla. Snajper Górnika szybko pozbawił złudzeń niżej notowanego przeciwnika, strzelając klasycznego hat-tricka już w pierwszej połowie! Zaczęło się od wykorzystanego rzutu karnego w 19. minucie, a potem Pohl dołożył kolejne trafienia z gry w 25. i 34. minucie.

Do przerwy Górnik prowadził 3:0, w pełni dominując na murawie. W drugiej części spotkania górnicza drużyna nieco spuściła z tonu, grając już na większym luzie, jednak i tak zdołała podwyższyć wynik. W 62. minucie bramkę na 4:0 - ustalającą zarazem końcowy rezultat finału - zdobył Jerzy Musiałek.

Początek wielkiej pucharowej dynastii

Gwizdek sędziego Edwarda Budaja oznaczał jedno - Górnik Zabrze, po raz pierwszy w swojej historii, zdobył Puchar Polski. Sukces ten otworzył Zabrzanom również drzwi do europejskich pucharów i dał przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Jak pokazał czas, triumf w Zielonej Górze nad Czarnymi Żagań nie był jednorazowym epizodem, a zaledwie preludium.

Drużyna, która w edycji 1964/1965 przełamała pucharowe lody, wkrótce stała się prawdziwym hegemonem, zdobywając Puchar Polski w kolejnych, fantastycznych dla klubu dziejach aż pięć razy z rzędu w latach 1968-1972. Wszystko jednak zaczęło się od tego czerwcowego popołudnia i strzeleckiego popisu Ernesta Pohla...

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: TVP

0 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze