Trójkolorowy Puchar: Krok po kroku do legendy. Jak Górnik Zabrze obronił trofeum w sezonie 1968/1969?

0
258

Po zdobyciu Pucharu Polski rok wcześniej, piłkarze Górnika Zabrze przystępowali do edycji 1968/1969 z jasnym celem: udowodnić, że tamten triumf nie był przypadkiem, a początkiem trwałej hegemonii. Śląska maszyna, napędzana przez takie gwiazdy jak Włodzimierz Lubański czy Erwin Wilczek, ruszyła do boju jako obrońca tytułu. Jak się okazało, podopieczni trenera Gezy Kalocsaya - a później Michała Matyasa - wykonali swoje zadanie perfekcyjnie, choć droga na szczyt wcale nie była usłana różami.

Zacięte boje na wyjazdach 

Rozgrywki w tamtym sezonie Górnik Zabrze rozpoczął od 1/16 finału, udając się pod Wawel na trudne spotkanie z Cracovią. Pasy postawiły faworyzowanym gościom niezwykle twarde warunki. Mecz obfitował w bramki i emocje, ale ostatecznie to Zabrzanie zeszli z boiska z tarczą, wygrywając 3:2.

Podobnie wyglądał scenariusz w 1/8 finału. Los skojarzył obrońców trofeum z Olimpią Poznań. Spotkanie rozgrywane w stolicy Wielkopolski ponownie wymagało od śląskiej ekipy pełnej mobilizacji i sporego wysiłku. Po wyrównanym i zaciętym boju Górnik wygrał 2:1, meldując się w najlepszej ósemce turnieju.

Śląskie derby w ćwierćfinale

Prawdziwe schody zaczęły się na etapie ćwierćfinałów, w których rywalizację rozstrzygano w formule dwumeczów. Rywalem Górnika były niewygodne Szombierki Bytom. Pierwsze starcie, rozegrane 5 kwietnia 1969 roku, było absolutnym hitem tej fazy i prawdziwym piłkarskim dreszczowcem. Po wymianie ciosów z obu stron na tablicy wyników widniał remis 3:3. Kwestia awansu pozostawała otwarta.

Rewanż, który odbył się zaledwie dwa dni później, pokazał jednak siłę doświadczenia i piłkarską dojrzałość drużyny z Zabrza. Górnicy zagrali uważniej w obronie, nie tracąc bramki, a w ataku zadali dwa decydujące ciosy. Zwycięstwo 2:0 przypieczętowało ich awans do półfinału.

Przeprawa ze stołeczną Gwardią

W walce o wielki finał na Górnika czekała Gwardia Warszawa - zespół solidny, nieustępliwy i potrafiący uprzykrzyć życie najlepszym. W pierwszym spotkaniu, mimo starań obu stron, zabrakło wyraźnego rozstrzygnięcia i mecz zakończył się remisem 1:1.

Po raz kolejny wszystko miało rozstrzygnąć się w drugim starciu. Rewanż odbył się w połowie maja, a zabrzanie, grając z pełnym zaangażowaniem i żelazną konsekwencją, ponownie udowodnili swoją wyższość w kluczowych momentach. Górnik pokonał drużynę ze stolicy 2:0 i wywalczył przepustkę do walki o obronę trofeum.

Finałowy klasyk z Legią w Łodzi

28 maja 1969 roku uwaga całej piłkarskiej Polski skupiła się na Łodzi. Na stadionie tamtejszego ŁKS-u, w obecności imponującej widowni liczącej 40 tysięcy kibiców, zmierzyły się dwie absolutne potęgi - Górnik Zabrze oraz Legia Warszawa, która w tamtym sezonie sięgnęła po mistrzostwo Polski. Prowadzony przez sędziego Włodzimierza Karolaka mecz zapowiadał się jako starcie gigantów.

Od pierwszego gwizdka było widać ogromną determinację po obu stronach. Okazje mieli m.in. Robert Gadocha z Legii i Adam Deja z Górnika, ale to obrońcy tytułu zadali pierwszy cios. W 17. minucie błysnął niezawodny Włodzimierz Lubański, który fantastycznym uderzeniem pokonał bramkarza Wojskowych, Władysława Grotyńskiego, dając Górnikowi cenne prowadzenie.

Mimo rozpaczliwych prób Legii, defensywa Zabrzan - dowodzona przez kapitana Stanisława Oślizłę - oraz świetnie dysponowany bramkarz Hubert Kostka stanowili zaporę nie do przejścia. Losy trofeum zostały ostatecznie rozstrzygnięte w 76. minucie spotkania. Wtedy to do siatki warszawskiej drużyny trafił Erwin Wilczek, podwyższając wynik na 2:0 i grzebiąc nadzieje rywali ze stolicy.

Puchar zostaje na Śląsku!

Kiedy chwilę po zakończeniu spotkania Stanisław Oślizło podnosił w górę okazałe trofeum, stało się jasne, że Górnik Zabrze ugruntował swoją pozycję króla rozgrywek pucharowych w Polsce. Był to ich trzeci triumf w historii, drugi zdobyty z rzędu, a co najważniejsze - dawał przepustkę do startu w Pucharze Zdobywców Pucharów. Tej edycji, w której - jak pokazał czas - Górnik dotarł aż do samego finału w Wiedniu, zostawiając w pokonanym polu m.in. AS Romę. Maszyna ruszyła na dobre, a w sercach kibiców z Roosevelta rodziło się poczucie, że dla tej drużyny nie ma rzeczy niemożliwych.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze