Historia polskiej piłki nożnej zna wiele wybitnych drużyn, ale to, czego dokonał Górnik Zabrze na przełomie lat 60. i 70., uchodzi za ewenement na skalę europejską. W sezonie 1967/1968 narodziła się potęga, która przez pięć kolejnych edycji nie miała sobie równych w Pucharze Polski. Zdobywając to trofeum rok po roku, zabrzanie ustanowili rekord, do którego żaden inny polski klub nawet się nie zbliżył. Zobaczmy, jak wyglądała ta pierwsza cegiełka, która zapoczątkowała legendarną serię.
Marsz po swoje - bez litości dla rywali
W przeciwieństwie do pamiętnych męczarni z pierwszej, zwycięskiej edycji, droga do finału w sezonie 1967/1968 była w wykonaniu podopiecznych trenera Gézy Kalocsaya, słynnego węgierskiego szkoleniowca, pokazem absolutnej piłkarskiej dominacji. Zabrzanie przystąpili do rywalizacji na etapie 1/16 finału i od razu narzucili mordercze tempo.
Na pierwszy ogień poszedł Wawel Kraków. Trójkolorowy walec przejechał się po rywalu, wygrywając na wyjeździe aż 5:0. Na listę strzelców wpisywali się najwięksi: Włodzimierz Lubański, Zygfryd Szołtysik (dwukrotnie), Roman Lentner i Zygmunt Klencz.
W 1/8 finału Górnik zawitał do Łodzi, by zmierzyć się z tamtejszym ŁKS-em. I tu niespodzianki nie było. Pewne zwycięstwo 4:1, w którym prym wiódł zdobywca dwóch goli Jerzy Musiałek, a po jednym trafieniu dołożyli Roman Lentner i Hubert Skowronek, dało Trójkolorowym bezproblemowy awans do ćwierćfinału.
Poprzeczka coraz wyżej
Prawdziwe wyzwanie przyszło w 1/4 finału. Do Zabrza przyjechało Zagłębie Sosnowiec - drużyna niewygodna, twarda i głodna sukcesu. To spotkanie nie było już festiwalem strzeleckim. O awansie zadecydował jeden błysk geniuszu, jedno genialne uderzenie niezawodnego Włodzimierza Lubańskiego, które dało Górnikowi cenne zwycięstwo 1:0.
Półfinał oznaczał wyprawę do Wielkopolski na starcie z Lechem Poznań. Poznańska publiczność nie doczekała się jednak sensacji. Duet marzeń śląskiej ekipy - Szołtysik i Lubański - zapisał na swoim koncie po trafieniu, co zapewniło Górnikowi wygraną 2:0 i bilet do wielkiego finału.
Wielkie Derby Śląska w walce o trofeum
26 czerwca 1968 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie doszło do starcia wagi ciężkiej. Był to prawdziwy klasyk: Wielkie Derby Śląska. Naprzeciwko siebie stanęły dwie najwybitniejsze polskie ekipy tamtego sezonu. Ruch Chorzów (który w tamtych rozgrywkach ligowych sięgnął po Mistrzostwo Polski) mierzył się z Górnikiem Zabrze (trzecią siłą ligi, walczącą o obronę honoru na krajowym podwórku).
Dla Niebieskich była to szansa na upragniony dublet. Dla Górnika - okazja do zademonstrowania, że na Śląsku - i w ogóle w Polsce - wciąż są niezwykle groźni. Mimo że frekwencja na gigantycznym obiekcie wynosiła zaledwie kilka tysięcy widzów, emocji na murawie nie brakowało.
"Włodek" - Egzekutor
Mecz finałowy stał się osobistym popisem i teatrem jednego aktora - genialnego Włodzimierza Lubańskiego. Napastnik z Zabrza był tego dnia nie do zatrzymania dla defensywy Mistrzów Polski. Pierwszy cios Lubański zadał w 30. minucie, dając swojej drużynie niezwykle cenne prowadzenie i kontrolę nad przebiegiem wydarzeń na boisku.
Druga połowa to kontynuacja koncertu "Włodka". W 70. minucie podwyższył prowadzenie na 2:0, skutecznie zniechęcając chorzowian do marzeń o pucharze, po czym w końcówce spotkania dobił zrezygnowanego rywala, kompletując spektakularnego hat-tricka. Górnik Zabrze wygrał finałowy bój 3:0 w imponującym, mistrzowskim stylu.
Narodziny fenomenu
Podnosząc puchar 26 czerwca 1968 roku, piłkarze Górnika Zabrze nie mogli jeszcze wiedzieć, że właśnie piszą historię, jakiej polski futbol jeszcze nie widział. Wygrana nad Ruchem Chorzów dała im drugie w dziejach klubu krajowe trofeum, ale przede wszystkim rozpoczęła "Złotą Erę". Przez kolejne lata - w 1969, 1970, 1971 i wspomnianym na samym początku 1972 roku - Puchar Polski pozostawał własnością drużyny z Roosevelta. Seria pięciu zwycięstw z rzędu w najbardziej nieprzewidywalnych rozgrywkach do dziś stanowi symbol absolutnej wielkości śląskiego klubu z tamtych lat.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Stadion Śląski 1968






