Trener Michal Gasparik został nagrodzony statuetką "Super Koguta" za świetne wyniki sportowe w swoim debiutanckim sezonie na ławce Górnika Zabrze. Słowacki szkoleniowiec w rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl ocenił m.in. okres przygotowawczy, poziom obecnej kadry zespołu, zdradził na jakie pozycje niezbędne są jeszcze wzmocnienia, a także jakie będzie nastawienie wicemistrza Polski przed czwartkowym meczem o Superpuchar Polski. Nie mogło też zabraknąć wspominek o Stasiu Sętkowskim.
Jak ocenia Pan okres przygotowawczy? Udało się zrealizować sto procent założeń, czy może przed meczem o Superpuchar trzeba jeszcze coś dopracować?
- Myślę, że jesteśmy dobrze przygotowani. Zrobiliśmy wszystko, co sobie zaplanowaliśmy. Jedyne, czego oczekiwałem, to że na te najważniejsze pozycje - jak po odejściu Patrika Hellebranda - będziemy mieli już następcę, a na razie wciąż go brakuje. Szukamy jednak zawodnika o określonym profilu i to nie jest takie proste. Cała reszta - przygotowania, warunki, boiska, hotel czy odnowa biologiczna w Austrii - wszystko to stało na najwyższym poziomie.
Czy ten okres przygotowawczy przypominał Panu te, które zna Pan ze Spartaka Trnawa? Szczerze mówiąc, wielu chłopaków twierdziło, że był to najcięższy obóz w ich dotychczasowej karierze i odczuwają duże zmęczenie.
- Dla mnie był to obóz, na którym trenowało nam się... najlżej. Tak mi się przynajmniej wydaje, a wynika to z faktu, że zawodnicy już na początku pokazali, że solidnie przepracowali rozpiski w domach. Wszyscy byli w stu procentach gotowi pod względem fizycznym. Dlatego aż nie chce mi się wierzyć, że ktoś z chłopaków mógł tak powiedzieć. Mam wrażenie, że wręcz trochę zwolniliśmy, ale to w zupełności wystarczyło, bo drużyna jest naprawdę świetnie przygotowana. Poza tym, z tego co pamiętam, chyba tylko na jednym treningu biegaliśmy bez piłki, a całą resztę pracy wykonaliśmy już z nią, w formie gier.
Przed wami mecz z Lechem o Superpuchar. Czy traktuje go Pan jako główny sprawdzian przed zbliżającymi się spotkaniami eliminacyjnymi i ligowymi, czy jednak kładzie Pan nacisk na to, że jest to mecz o trofeum?
- To jest absolutnie mecz o trofeum. Historycznie Górnik ma na swoim koncie tylko jeden Superpuchar, więc wychodzimy na boisko, by o niego walczyć. Z pewnością nie jest to sparing. To dla nas obecnie najważniejsze spotkanie i nie chcę, aby ktokolwiek w szatni rozmawiał teraz o Fenerbahce czy wybiegał myślami w przyszłość. Na to przyjdzie czas później. Wszyscy musimy być w stu procentach przygotowani i skoncentrowani wyłącznie na meczu z Lechem Poznań.
Rozpoczynacie teraz prawdziwy maraton. Po Superpucharze macie niecały tydzień przerwy, a potem zagracie praktycznie co trzy dni. Jak Pan do tego podchodzi?
- Tak, ale wiemy, że będziemy na to przygotowani. Znamy kalendarz i zdajemy sobie sprawę, że istnieje możliwość przełożenia niektórych kolejek, jednak decyzję w tej sprawie musimy jeszcze podjąć. Wiemy już na pewno, że pierwszą kolejkę u siebie zagramy. Zobaczymy, jak zespół będzie wyglądał i jakie wyniki osiągniemy na początku sezonu. Dopiero wtedy zdecydujemy, co będzie dla nas najkorzystniejsze. W nadchodzącym miesiącu czeka nas około osiem spotkań, ale głęboko wierzę, że jesteśmy w stanie zagrać na dobrym poziomie i osiągnąć zadowalające rezultaty.
Jeśli chodzi o kadrę - czy uważa Pan, że drużyna nadal potrzebuje wzmocnień? Czy ewentualny transfer na pozycję nr "6" zamknie ruchy do klubu?
- Obecnie najważniejsze jest zapełnienie luki na pozycji nr "6". Potrzebujemy tam co najmniej jednego zawodnika. Zobaczymy też, czy do środka pola będziemy musieli sprowadzić jednego, czy może dwóch graczy. Kogoś o profilu klasycznej "ósemki" lub "dziesiątki", choć niewykluczone, że zdecydujemy się na grę na dwie "szóstki". Musimy to jeszcze przemyśleć. Uważam, że reszta kadry prezentuje się dobrze i na każdej pozycji jest odpowiednia rywalizacja. Cieszę się ze stabilności w obronie - zostali z nami wszyscy zawodnicy z poprzedniego sezonu, a dołączył do tego Patryk Warczak. Mamy też w obwodzie młodego Michała Synosia, który będzie się powoli uczył. Jakość zespołu oceniam jako zbliżoną do tej z poprzedniego sezonu, z tą różnicą, że teraz czeka nas znacznie więcej meczów.
Czy uważa Pan, że jeśli uda się uzupełnić drugą linię, czyli środek pola, to jakość całego zespołu jeszcze wzrośnie?
- Zdecydowanie, to dla nas kluczowa pozycja. Wiem, że skautom bardzo trudno znaleźć odpowiedniego zawodnika do tej roli. Patrik był pod tym względem specyficzny - miał niezwykle wysoki procent celnych podań. Naprawdę trudno o piłkarzy o takim profilu na rynku. Dlatego musimy dokładnie trafić w tę typologię, aby znaleźć kogoś o jakości, która realnie wzmocni nasz zespół.
Ostatnim ruchem Górnika na rynku transferowym jest pozyskanie Petera Federico, który ma na koncie występy w Primera i Segunda Division. Uchodzi on za bardzo uniwersalnego zawodnika. Na jakiej pozycji docelowo widzi go Pan na boisku?
- Najwięcej atutów ma na prawym skrzydle. Świetnie schodzi do środka na lewą nogę, dysponuje dobrym dryblingiem i jest bardzo szybki. Ponadto potrafi celnie dośrodkować z lewej nogi i zdobywać bramki.
Odebrana statuetka "Super Koguta" to dla Pana pierwsze takie wyróżnienie. Jak wspomina Pan Stanisława "Leona" Sętkowskiego z okresu swojego pobytu w Górniku jako zawodnik?
- Koguta - rzeczywiście - nigdy nie dostałem, ale oczywiście doskonale pamiętam "Leona". Wszyscy go znaliśmy. Zresztą muszę przyznać, że miałem kiedyś drobną kolizję w pobliżu stadionu i to on pojawił się na miejscu jako pierwszy, niemal od razu pomagając policjantom w kierowaniu ruchem. To było niesamowite. Tutaj po prostu każdy go znał.
W pamięci kibiców na zawsze pozostanie również jego charakterystyczny dzwonek, który rozbrzmiewał po udanych akcjach. Z pewnością dzwonił też dla Pana - na przykład po świetnym meczu z Zagłębiem Lubin, kiedy to Pan - z asystą i dwoma bramkami na koncie - powinien zostać graczem meczu.
- Prawdopodobnie tak było! (śmiech). Jak wspomniałem, koguta nie dostałem, ale dźwięku tego dzwonka i samego "Leona" z pewnością nigdy nie zapomnę.
Jakim człowiekiem był w Pana oczach? Jak odbierała go szatnia? Dla kibiców to ikona, legenda, postać nieszablonowa. Jesteśmy jednak ciekawi, jak postrzegali go sami piłkarze.
- Piłkarze postrzegali go dokładnie tak samo. Był jedną z pierwszych osób, które nam przedstawiono w szatni, żebyśmy zrozumieli, kim jest i jak ważny jest dla Górnika. Szybko stał się ulubieńcem wszystkich zawodników. Po prostu miał w sobie coś takiego, że każdy darzył go ogromną sympatią.
A czy podnosił Panu wycieraczki w samochodzie?
- (śmiech) Nie, tego akurat nie doświadczyłem. Przynajmniej nie przypominam sobie takiej sytuacji.
Z kogutami od "Leona" wiąże się wiele anegdot. Igor Angulo wspominał, że gdy otrzymał go po raz pierwszy, zupełnie nie wiedział, co z nim zrobić. Trzymał go w domu, a ptak budził go o piątej rano.
- Pamiętam, że Robert Jeż też miał koguta i podobny problem z nim związany. Ktoś mu go potem zabrał i chyba przygotował z niego obiad. Nie pamiętam już dokładnie tej historii, ale to prawda - w szatni zawsze pojawiało się to samo pytanie: co zrobić z tym kogutem, kiedy się go już wygra.
A czy został Pan kiedyś zaproszony na ten słynny rosół z koguta? Podobno był niesamowity.
- Wydaje mi się, że tak - prawdopodobnie mieliśmy okazję go spróbować w szatni albo gdzieś na stadionie, ale szczegóły zatarły mi się już w pamięci.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl







Gdzie następca Panią???!!!! Przecież wiedzieli ze odejdzie. Zaskoczeniem tylko kierunek. Jest kasa za Ambro !
Mariusz, idź tam zrobić porządek. Razem z Panią.
Ciekaw jestem, czy był w ogóle temat ewentualnej podwyżki dla Patrika, skoro ani to klub na nim specjalnie dużo nie zarobił, ani też jak widać może nie być w stanie łatwo znaleźć następcy. No i trener zapomniał, że w linii obrony ubyło Pawła
Jak sobie wyobrażasz taki komin płacowy? Przecież Czech dostał w Koronie 2,5 raza wyższa pensję niż u nas – to im rozsadzi szatnię, jak nie będzie przewyższał zespołu o głowę, a tak się NIE stanie, bo Hellebrand jest myślami na emeryturze
Wiadomo tylko tyle, że dostał znaczną podwyżkę, ale ile zarabiał na tle innych graczy Górnika, czyli jakie było jeszcze pole do manewru, tego już nie wiemy. Za nowego, jakościowego gracza też trzeba będzie zapłacić plus płacić mu pewnie niemało co miesiąc, a nie wiadomo czy finalnie wpasuje się do zespołu tak dobrze jak Czech.
Wiesz co by się stało gdyby nagle Czech dostal 2,5-3 razy więcej ? Wszyscy gracze też chcieliby 3 razy wiecej – to oznaczałoby bankructwo Górnika
Dobrze że Hellebrand odszedl, niech sobie dorabia do emerytury w Koronie – nie potrzebujemy gracza z takim nastawiem do piłki
Chyba raczej 3 razy.
krążą plotki że około 300 tyś. miesiecznie.