Rafał Janicki był bezdyskusyjnie bohaterem meczu Górnika Zabrze z Koroną Kielce. Najpierw w pierwszej połowie swoim kapitalnym powrotem i ratunkową akcją w defensywie uratował Trójkolorowych przed utratą bramki, a po przerwie sam trafił do siatki po centrze z rzutu rożnego, pieczętując arcyważne trzy punkty dla drużyny z Roosevelta. Po końcowym gwizdku sędziego "Generał" udzielił wywiadu serwisowi Roosevelta81.pl.
Można powiedzieć, że jesteś "katem" Korony Kielce, bo już w trzecim meczu zdobywasz przeciwko nim bramkę, a Korona ostatecznie z Górnikiem przegrywa.
Rafał Janicki: Rzeczywiście, dzisiaj znów udało mi się strzelić. Patrząc na nasze poprzednie spotkania, można mnie tak nazwać - chyba znalazłem pewien patent na Koronę. To bardzo miłe uczucie, zwłaszcza że przed meczem syn przepowiedział mi, że zdobędę zwycięską bramkę. Taki gol smakuje podwójnie.
Cenniejsza jest ta bramka, czy to, co zrobiłeś w pierwszej połowie, gdy praktycznie sam zażegnałeś groźną akcję Korony z przewagą trzech na jednego?
- Myślę, że i jedno, i drugie. Co by było, gdyby Korona objęła prowadzenie 1:0? Mecz mógłby się zakończyć takim wynikiem, więc całe szczęście, że wytrzymaliśmy i zagraliśmy na zero z tyłu. W przerwie trener uczulał nas, byśmy grali spokojnie i cierpliwie, bo o wszystkim może zadecydować jedna bramka. I tak w sumie się stało. W drugiej połowie Korona kompletnie nam nie zagroziła, z czego bardzo się cieszę. Jednak w pierwszej odsłonie popełnialiśmy proste błędy i notowaliśmy łatwe straty, przez co nadziewaliśmy się na kontry oraz groźne stałe fragmenty gry. Trzeba było zachować pełną czujność, bo w tych elementach rywale są naprawdę mocni.
Pierwszy kwadrans w wykonaniu Górnika był koncertowy. Zamknęliście Koronę na ich połowie i brakowało tylko przysłowiowej kropki nad "i", żeby wpakować piłkę do siatki.
- Zgadzam się, choć z drugiej strony nie czułem, byśmy stworzyli sobie jakieś stuprocentowe sytuacje. Graliśmy dobrze, zamknęliśmy rywala, ale Xavier Dziekoński nie musiał się zbytnio napracować. Pracujemy nad tym. Trener wciąż nam powtarza i uczula nas, że w tej ostatniej tercji boiska mamy jeszcze sporo do poprawy. Z takich fragmentów naszej przewagi musimy wyciskać znacznie więcej. Często łatwo dochodzimy do pola karnego, a ostatecznie niewiele z tego wynika. Tymczasem przeciwnik, gdy tylko ma jakąś okazję, potrafi być niezwykle groźny.
Trener mówił, że to będzie mecz momentów. Wy swój moment wykorzystaliście - strzeliliście bramkę i w zasadzie "zamknęliście" to spotkanie.
- Zdecydowanie. Tak jak wspomniałem, w drugiej połowie mieliśmy mecz pod pełną kontrolą. Zepchnęliśmy Koronę do defensywy, rywale nie mieli nawet jak nas kontrować, ponieważ skutecznie zbieraliśmy "drugie piłki" i byliśmy lepiej ustawieni taktycznie. W samej końcówce broniliśmy wyniku, goście nas trochę przycisnęli, ale nadal panowaliśmy nad sytuacją. Trener przed meczami często powtarza, że w Ekstraklasie o losach spotkania potrafi zadecydować jedna bramka - i to się dzisiaj sprawdziło. Nie popadamy jednak w hurraoptymizm. Zostało pięć kolejek, nakładamy lód na głowy i pracujemy dalej.
Dopisujecie trzy punkty i na ten moment zrównujecie się w tabeli z Lechem Poznań, a przed wami dwa - można zaryzykować stwierdzenie - najważniejsze tygodnie w najnowszej historii klubu.
- Zgadzam się. Prawda jest taka, że wszystko zależy wyłącznie od nas. Nieważne, z kim gra się w tej lidze - my musimy po prostu wychodzić na boisko i robić swoje. Jeśli jako drużyna będziemy bronić tak dobrze, jak w ostatnich ośmiu spotkaniach, czyli po prostu nie dopuszczać przeciwnika do sytuacji strzeleckich, to powinno być dobrze. Nie chcę wybiegać w przyszłość i myśleć o tym, co wydarzy się w maju. Teraz skupiamy się w pełni na Jagiellonii. Jedziemy na trudny teren, ale inne zespoły udowodniły już, że da się w Białymstoku wygrać. Z takim właśnie przekonaniem tam pojedziemy.
Czy starcie w Białymstoku będzie tym decydującym o waszym "być albo nie być" na podium Ekstraklasy na koniec sezonu? Sytuacja w tabeli może się tak właśnie ułożyć.
- Trudno powiedzieć. Po meczu z Jagiellonią zostaną nam jeszcze cztery kolejki, czyli 12 punktów do zdobycia. Nie podchodziłbym do tego w tak skrajny sposób. Nasza liga jest specyficzna, różnice w tabeli są minimalne i myślę, że sytuacja wyklaruje się dopiero przed dwiema ostatnimi kolejkami, a może nawet w samej końcówce sezonu. My skupiamy się wyłącznie na najbliższym rywalu. Wy, dziennikarze, możecie pompować balonik, ale my jako drużyna musimy się od tego całkowicie odciąć.
Wspomniałeś o serii ośmiu meczów i zaledwie dwóch straconych bramkach. Czy praca defensywna wykonana w okresie przygotowawczym właśnie teraz procentuje?
- Z pewnością. Porównując jednak pierwszą rundę do obecnej, widać, że gramy nieco inaczej. Jesienią, gdy mieliśmy w składzie Ousmane Sow, graliśmy bardziej ofensywnie i otwarty futbol. Teraz częściej potrafimy poczekać na przeciwnika, jesteśmy ustawieni o wiele bardziej kompaktowo. Wiadomo, że trener przywiązuje do gry w obronie ogromną wagę, jednak jako cały zespół funkcjonujemy w destrukcji podobnie. Wydaje mi się po prostu, że w pierwszej rundzie te trzy ostatnie mecze - z Zagłębiem, Radomiakiem i Lechem - nieco zamazały obraz naszej solidnej pracy z tyłu.
A jak na grę w defensywie wpływa fakt, że macie w kadrze więcej obrońców i zwiększyła się rywalizacja? Jakie decyzje podejmie szkoleniowiec w kontekście powrotów, choćby Rafała Janickiego czy np. Kryspina Szcześniaka, pamiętając, że Rafał z Legią zagrał bardzo dobre zawody? Czy ta konkurencja pomaga?
- Na pewno. To nie jest tak, że wychodzimy na trening tylko po to, żeby odhaczyć swoje obowiązki. U trenera nie ma odpuszczania i taryfy ulgowej dla nikogo - nieważne, czy masz 40, 33, czy 18 lat. Trzeba po prostu bardzo ciężko pracować. Szkoleniowiec wnikliwie się temu przygląda, to do niego należy ostatnie zdanie, jeśli chodzi o wybór składu. A fakt, że mamy w kadrze sporą konkurencję, wpływa na naszą grę wyłącznie pozytywnie.
Wspominaliśmy o Twoim patencie na Koronę. To już trzecia, a do tego niezwykle kluczowa bramka w ostatnich starciach.
- Szkoda, że nie gramy z Koroną co tydzień, może mój dorobek bramkowy byłby bardziej okazały! A mówiąc poważnie: fajnie, że tak się złożyło. Najbardziej cieszy mnie jednak to, że moi synowie w końcu mogli zobaczyć gola na żywo w Zabrzu. Maksymilian kibicował z trybun, a dla mojej żony była to pierwsza zdobyta przeze mnie bramka zobaczona na żywo... od 17 lat! We wszystkich poprzednich klubach trafiałem do siatki niemal wyłącznie na wyjazdach, więc takie przełamanie przed własną publicznością ma wyjątkowe znaczenie.
Wyrównałeś już swój rekord - masz na koncie trzy bramki w sezonie ligowym, a łącznie cztery, licząc Puchar Polski. Notujesz wyjątkową skuteczność w tym niezwykłym dla Górnika sezonie.
- Nawet nie wiem, co powiedzieć. To miłe, ale najważniejsze są trzy punkty. Cieszę się z gola podwójnie, bo dał nam bardzo ważne zwycięstwo. Ta wygrana z pewnością napędzi nas do dalszej pracy. Zobaczymy, co osiągniemy w końcowym rozrachunku - czas pokaże. Zawsze ten najbliższy mecz jest tym najważniejszym. Zapewniam, że z naszej strony nie będzie żadnego odpuszczania.
Twoja bramka z dzisiaj i ta z meczu przeciwko Legii wzięły się ze świetnych dośrodkowań. Dużo pracujecie w tygodniu nad tym elementem?
- O dziwo nie! Przed spotkaniem z Legią, kiedy byliśmy na krótkim zgrupowaniu, nie bardzo mieliśmy warunki, żeby trenować ten element. Śmialiśmy się nawet między sobą, że skoro zupełnie nie ćwiczymy stałych fragmentów, to pewnie zdobędziemy w ten sposób bramkę - i nagle dokładnie tak się stało. W tym tygodniu na jednym z treningów dostaliśmy jedynie zarys schematu i znów przyniosło to efekt. Zdajemy sobie jednak sprawę, że mamy w tym względzie spore rezerwy. Przed meczem z Legią byliśmy pod tym kątem jedną z najsłabszych drużyn w lidze, więc zdecydowanie musimy nad tym jeszcze popracować, by w przyszłości dawało nam to więcej bramek.
Patryk Hellebrand zapowiedział już, że na pewno postawi Ci piwo za to spotkanie. Jaki trunek wybierzesz?
- Pewnie jakieś czeskie. Patryk pochodzi z tamtych stron i mieszka blisko granicy, więc liczę na to, że przywiezie do szatni coś dobrego.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl






