Kibice na mecz zazwyczaj idą pieszo, jadą samochodem, autobusem lub pociągiem. Lot samolotem do odległych lokacji, aby wspierać swój ukochany klub, nie jest niczym niezwykłym. Dwóch fanów Górnika Zabrze spontanicznie postanowiło dotrzeć autostopem na mecz z Fenerbahce do Turcji.
Kibic Górnika Zabrze - znany na portalu X pod nickiem VeTo - wraz z kolegą wybrali się do Turcji w dość nietypowy sposób. Ich wyjazd zaczął się już 13 lipca i zakończył dzień przed spotkaniem z turecką drużyną. To jak postanowili dotrzeć na mecz Górnika nie umknęło uwadze popularnych kibicowskich profili w sieci. Chłopaki jadąc do Stambułu autostopem wykorzystali swoje internetowe pięć minut w dobrym celu i wpis i informujący o pozytywnym zakończeniu całej akcji zaczął się od linku do portalu Się Pomaga.
Link do zbiórki dla młodego mieszkańca Zabrza, Kubusia znajdziecie poniżej. Redakcja Roosevelta81.pl gorąco zachęca do wpłat oraz przeczytania krótkiej rozmowy z VeTo pod linkiem do zbiórki (kliknij w obrazek).
Jak pojawił się pomysł na wyjazd autostopem na mecz z Fenerbahce?
Pomysł to z natury spontan. Chwilowy impuls, ulotna myśl. Coś, co czasem po prostu wpada do głowy - nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co. Siedzieliśmy sobie na ławeczce na osiedlu, spożywając napój wyskokowy i wymyśliliśmy, że to zrobimy.
Czy wcześniej mieliście okazję już jechać autostopem?
Nigdy wcześniej nie podróżowaliśmy w ten sposób. Nigdy nie robił tego też żaden ze znajomych, więc nawet nie mieliśmy kontaktu z jakąś bezpośrednią opinią na ten temat.
Ile to trwało?
Wyruszyliśmy w poniedziałek rano, a dotarliśmy tutaj w niedzielę o 22:00 mniej więcej, czyli można powiedzieć 7 dni od Polski przez Czechy, Słowację, Węgry, Serbię, Bułgarię i teraz Turcja.
Taki był plan?
Była szansa, że dojedziemy tu w ciągu dwóch dni, ponieważ pierwszy stop, którego złapaliśmy, jechał bezpośrednio do Stambułu. Ale stwierdziliśmy, że żeby zaliczyć to w miarę przyjaźnie i z przygodami, to wysiadamy w Budapeszcie i szukamy dalej.
Obyło się bez przygód?
Było ich generalnie sporo, ale też było bardzo dużo kryzysów. Kwestia tego, jak ci wychodzi dany dzień. Bo jak wstajesz rano, ogarniasz się i przez 4-5 godzin nic ci nie wychodzi, to jest zwątpienie, nie? Zwłaszcza, że goni cię czas i musisz być tu w określonym tempie, bo założyliśmy sobie daną ilość kilometrów na dany dzień, żeby to w miarę spokojnie pokonywać. No ale jak ci kilka godzin nie wychodzi, no to już musisz szukać planu B, żeby jednak się posuwać do przodu i to realizować.
Miał to być wyjazd budżetowy?
W sumie rachunku jeszcze nie podliczaliśmy jakiegokolwiek, no ale patrząc na to, że zatrzymywaliśmy się, żeby szukać przygód, no to i Belgrad był, gdzie sobie zwiedzaliśmy miasto. Zależy co robiliśmy, nie? Bo jeśli chodzi o jakieś tam właśnie paliwo, takie rzeczy to odchodziły takie koszta, no ale życie też kosztuje, prawda?
A wracacie tą samą drogą?
Nie, nie, nie. Mamy wykupiony już samolot i wracamy w środę.
Czy na kolejne wyjazdowe mecze w europejskich pucharach również planujecie dotrzeć w ten sam sposób?
Turcja była całkowicie spontaniczna, więc każdy kolejny wyjazd już nie będzie tym czymś. Nie trzeba będzie na nowo szukać sprzętu, czytać podróżniczych blogów, jeździć po sklepach i słuchać od znajomych, że mamy nierówno pod sufitem. Następne wyjazdy - zapewne już w tradycyjny sposób. Do Holandii byłoby bliżej na pewno, ale wydaje mi się, że kierunek zachodni europejski nie jest tak atrakcyjny jak tutaj Bałkany i Turcja. Trochę inna kultura zwiedzania i coś nowego. Przede wszystkim wydaje mi się, że dużo większe ryzyko podjęcia jakiegoś tam spania w polu i łapania na stacji benzynowej.
Jaka była wasza reakcja na na odzew profili kibicowskich na temat waszego wyjazdu?
Nie oszukujmy się - wszystkie profile kibicowskie szukają łatwych kliknięć, więc udostępniają co popadnie. Jednak rozmiar tego wszystkiego i odzew ludzi to przede wszystkim szok. Nasz wyjazd to raczej forma zabawy niż jakaś zaplanowana akcja, więc to, jak szeroko i głośno się o nim mówi, jest po prostu niesamowite.
Po dojechaniu do Stambułu wrzuciłeś linka do zbiórki na małego Jakuba Genca. Ten pomysł pojawił się od początku czy chcieliście w szczytnym celu wykorzystać uwagę kibiców skierowana na Twój profil?
Pomysł zbiórki to jeszcze większy spontaniczny impuls niż sam wyjazd. Miałem duży odzew od ludzi, którzy chcieli wesprzeć nasz wyjazd - z ciekawości, z chęci wsparcia i z pewnej dozy szacunku za podjęcie wyzwania. Wcześniej już wspieraliśmy Kubę, chociażby sprzedając bilet na finał Pucharu Polski. Fajny chłopak, z naszego osiedla, więc zawsze warto pomóc. Zwłaszcza że ta nasza chwilowa "chwała" może mu mu realnie coś dać.
Powiesz coś o tym więcej?
Ostatni etap stanął na tym, że mieli wymyślić dla niego lek, który utknął na ostatnim etapie gdzieś tam badań klinicznych i nie przeszedł dalej. No i na razie wykonują mu wlewy, które trzymają go tam i pomagają w rozwoju. Więc każdy ten wlew kosztuje i praktycznie, że tak powiem, życie codzienne... to, co zostanie wpłacone, wspomoże mu w życiu codziennym po prostu.
To powiedz jeszcze jak wyglądała sama podróż, po drodze zwiedziliście Belgrad?
Siatkówka była, Liga Narodów, Serbia-Turcja, więc w sumie tematycznie. No i plany były jeszcze ambitniejsze, tylko pokrzyżowały nam wszystko stopy, bo planowaliśmy jeszcze mecz Lewskiego po drodze, ale nie umieliśmy znaleźć stopa przez jeden dzień i byliśmy jeden dzień w plecy więc się nie udało.
A wasz transport, ci kierowcy, jak reagowali w ogóle? Byli zdziwieni, że jedziecie na mecz?
Nie, zależy jakiego złapałeś. Ludzi łapaliśmy różnych. Był gościu z Kirgistanu, był gościu z Rumunii, więc oni pozytywnie bardzo. Polak nas do granicy Turcji dowiózł, był też jakiś strażnik graniczny, więc różny przekrój, ale raczej pozytywnie. W sumie no jak już się zatrzymujesz dla autostopowicza to raczej z pozytywnym nastawieniem, nie? Jak masz negatywne, no to się nie zatrzymujesz po prostu.
A jakie wasze wrażenia już po dotarciu do Stambułu? Jak wam się podobają te pierwsze godziny, jeszcze przed meczem, ale wiadomo, zwiedzacie miasto.
Ogromne, więc robią wrażenie wszystkie budynki, kultura, masa ludzi, wszyscy otwarci, więc bardzo pozytywnie.
Droga sama w sobie jest przygodą, ale celem był mecz, więc jaki rezultat przewidujesz?
Jeśli chodzi o wynik to jestem spokojny, tak samo jak przed półfinałem Pucharu Polski z Lechem. Nasz trener potrafi "zabić" mecz aby osiągnąć sukces. Poza tym nasza drużyna zasłużyła na to, aby jej wierzyć.
Czy chciałbyś jeszcze coś dodać od siebie?
Na koniec chciałbym pogratulować i podziękować Maćkowi - mojemu kompanowi podróży, który zdał studia i chciał przeżyć przygodę życia, więc zdecydował się na tę podróż. Gdyby nie on, wyjazdu by nie było. Pamiętajcie - żyjemy tylko raz i to wspomnienia są najważniejsze.
Rozmawiali: PaWoDev i Luq
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: VeTo










Brawo ,podziwiam i w pewnym sensie zazdroszczę, będzie co wspominać po latach.
Jeszcze tylko miłych wrażeń z meczu .
Forza Górnik.