Marcin Brosz dla Roosevelta81.pl cz.2: Najważniejsza jest wiara w sukces

Torcidos  -  18 grudnia 2016 16:05
0
1041

W drugiej części naszego wywiadu z Marcinem Broszem przeczytacie m.in. o rotacjach w zabrzańskiej drużynie, a także wspominamy castingi, które odbywały się przez całą rundę jesienną.

Roosevelta81.pl: Górnik długo uczył się I ligi, a Pan długo uczył się Górnika. Wielu zawodników przez długi czas szukało nowej tożsamości poprzez zmianę swojej nominalnej pozycji. Można powiedzieć, że wszyscy znaleźli już swoje pozycje? Adam Danch rozpoczynał jako defensywny pomocnik, Szymon Matuszek jako prawy obrońca.

Marcin Brosz (trener Górnika): – Chłopcy cały czas się zmieniają i rozwijają. Nie możemy przywiązywać zawodników do jednej pozycji, bo oni muszą się rozwijać jako piłkarze. Rozwijać, czyli być kreatywni na różnych pozycjach. Nie można zaszufladkować zawodnika twierdząc, że ma grać na danej pozycji i koniec. Zmieniają się systemy, możliwości piłkarzy. Zawsze wymagam od moich zawodników, aby też się zmieniali. Bo to, co było dobre rok, czy dwa lata temu wcale nie oznacza, że dziś przynosi odpowiedni skutek.

Adam Danch może rozgrywać mecze na pozycji, z której pamiętamy go najbardziej, czyli środek obrony. Jak cofniemy trochę czas, grał również na prawej obronie. Ludzie już to pozapominali, bo był wtedy trochę młodszym piłkarzem. Grał bardzo przyzwoite spotkania, dlatego postawiłem go na tej pozycji w ostatnim meczu ze Stalą Mielec. Adam spełnia kryteria zawodnika idealnego do gry jako defensywny pomocnik. Dlaczego? Ponieważ jest to ważna część mojego zespołu. Jest to człowiek, który napędza zespół. Jeżeli on gra na środku obrony pomiędzy nim, a napastnikami jest duża przestrzeń. Mając jednak Adama w środku pola pełni funkcję łącznika pomiędzy obroną, a atakiem.

Jego doświadczenie i ogranie powoduje, że zarówno obrońcy, jak i napastnicy czują się pewniej. Adam to wie i chce się rozwijać. On jako piłkarz najlepiej czuje się tam, gdzie gra najdłużej, to są normalne rzeczy. Nie znaczy to wcale, że w zależności od zespołu, pomysłu, składu na dany mecz np. miało to miejsce w spotkaniu ze Stalą będzie grać na innej pozycji i każdy zawodnik musi być do tego przygotowany. Każdy mecz wymusza pewne zachowania, zmiany. Nie możemy szufladkować piłkarza, że gra tylko tu i nigdzie indziej.

Biorąc pod uwagę Szymona Matuszka to lepiej wygląda na środku pomocy.

– Szymon zdecydowanie lepiej czuje się na środku. Na prawej obronie potrzebny jest inny typ budowy somatycznej zawodnika. Na środku Szymon daje nam dobry odbiór piłki, pierwsze podanie, jak również wykończenie akcji. Strzelił dwa gole, a tak naprawdę gdyby policzyć sytuacje, w których się znalazł to mógłby być w klasyfikacji strzelców za dwójką napastników, dlatego to cieszy. Szymon zaczynał jako prawy obrońca, wtedy była taka potrzeba. Później zmieniliśmy mu pozycję i zrobił progres.

Widać, że Górnik ma spore problemy, gdy przeciwna drużyna stara się narzucić swój styl gry.

– Swój styl gry przez pierwsze minuty narzuciła nam Miedź. Proszę zobaczyć, pierwszy mecz w Legnicy, tak naprawdę mieliśmy może jedną sytuację bramkową, jak prezentowaliśmy się jako zespół. Wiem, że patrząc przez pryzmat wyników i punktów to inaczej wygląda. Popatrzmy jednak pod kątem rozwoju zawodników. Porównując oba mecze z Miedzią to w pierwszym spotkaniu ciężko przypomnieć sobie klarowne sytuacje, natomiast w rewanżu było dużo takich szans, których ciężko było nie wykorzystać.

Mówimy teraz o dwóch różnych zespołach. Jeszcze raz powiem, patrząc przez pryzmat wyników nic się nie zmieniło. Jednak jako trener nie mogę kierować się wyłącznie wynikiem, ode mnie oczekuje się, aby ten zespół również się rozwijał. Wiadomo, że celem nadrzędnym jest awans, ale patrząc pod kątem indywidualnym chłopcy zrobili znaczący postęp w każdym aspekcie. Pod względem gry w poszczególnych formacjach, jak i indywidualnie. Martwi oczywiście to, że po raz drugi nie udało się pokonać Miedzi, ale ten mecz wyglądałby zupełnie inaczej gdybyśmy wykorzystali jedną z tych okazji.

Na pewno handicapem Górnika w rundzie wiosennej będzie to, że cała czołówka przyjeżdża na Roosevelta.

– Znamy terminarz i zdajemy sobie sprawę, że jeżeli o czymkolwiek chcemy myśleć to musimy być jako zespół lepsi o jakieś 20%, niż w ostatnich meczach. To jest naszym celem, żeby przystąpić do rundy wiosennej lepsi niż jesienią. Zakładane 20% to jest duże wyzwanie, ale dla nas jak najbardziej realne.

Kłopot jednak w tym, że zmieniają się trenerzy, a wiosna i tak w naszym wykonaniu jest słabsza niż jesień. Można powiedzieć, że przed Panem ciężkie zadanie.

– Tamtych lat już nie ma. Jesteśmy w innej rzeczywistości, nie możemy wiecznie patrzeć wstecz. Nie możemy patrzeć na to, co już się wydarzyło. Od 1948 roku Górnik rozgrywał wszystkie możliwe mecze, jak będziemy wracali i szukali analogii w latach poprzednich, to zawsze coś się znajdzie. Tamto było, a w piłce liczy się to, co jest przed nami. Silna organizacja, dobry zespół i jasno określone cele, a najważniejsza jest wiara w sukces. Możemy zrobić wszystko, pokazał to mecz z Legią.

Górnikowi brakuje trochę potwierdzenia klasy, nie wygrał żadnego meczu z czołówką ligi. Chociaż w niektórych pojedynkach był drużyną, co najmniej równą, jeśli nie lepszą. Przykładem są spotkania z Chojniczanką czy GieKSą.

– Racja, w tych meczach byliśmy blisko wygranej. To jest to, o czym mówię. Chcąc zwyciężać w takich meczach musimy być jako cała drużyna lepsi o te dodatkowe procenty. Wiemy, żeby awansować to teoretycznie trzeba średnio tracić 0,5 bramki, a strzelać ok. 2 na mecz. My tych norm na dzień dzisiejszy nie spełniamy. Jest to powiedziane w bardzo wielkim skrócie. Kolejnym naszym założeniem jest poprawa średniej straconych goli, bo niestety jest ona za wysoka. Musimy też pracować nad tym, żeby tych goli samemu zdobywać więcej. Wydaje się, że są to banały, ale właśnie te cyfry przełożą się na zdobywane punkty.

Wiadomo, że Górnik powinien w każdym meczu dominować. W spotkaniu z Chrobrym wysoki pressing był tak nieudolny, że padła z tego bramka. To pokazuje, że z dominacją też jest problem.

– Znakomicie zostało to wychwycone. Dla mnie dominacja, o której mówimy to jest właśnie te 20% więcej w poziomie gry drużyny. Nie chcemy stać z tyłu i zostawiać wydarzeń na boisku przypadkowi. To jest Górnik Zabrze, my wiemy czego się od nas oczekuje, jak mamy grać. Uważam, że słowo dominacja jest ważne. Trzeba to zrealizować na boisku, żeby wywalczyć awans.

Było spotkanie w rundzie jesiennej, które całkowicie Pana przekonało?

– Nie, takiego meczu jesienią nie było. Na razie daleka jest droga do zespołu, który sobie wyobrażam. Były fragmenty kiedy graliśmy to, co sobie zakładaliśmy. Utrzymywaliśmy się przy piłce, graliśmy do przodu, graliśmy dynamicznie. Nie budowaliśmy akcji nieprawdopodobną ilością podań, mieliśmy jednak dobre wybory na meczach. Była szansa zagrania do przodu to graliśmy, dobrze graliśmy w bocznych sektorach jeden na jeden, ale było tego za mało.

Dążymy do dynamicznej i pięknej gry, bo jesteśmy Górnik Zabrze. Chcemy stwarzać dużo sytuacji bramkowych, żeby dawać kibicom emocje. Szybko i dokładnie dostarczać piłkę w pole karne, być zaangażowanym dużą ilością zawodników na połowie przeciwnika. Chcemy żeby była symetria między atakiem, a obroną. Grać z tyłu jak najmniejszą ilością zawodników, ale jednocześnie odpowiedzialnie.

Może podobać się to, że w Górniku spora część młodych chłopaków jest już ułożona.

– Nie możemy mówić, że Górnik to tylko młodzi zawodnicy. Trzeba znać też wartość i doświadczenie starszych zawodników. Młodym dajemy szansę rozwoju, określając pewne zasady m.in. co od nich oczekujemy w treningu, ale też musimy ustalić, co ma być za pół roku i jak ich rozliczamy. Nie rozgraniczam piłkarzy pomiędzy starymi i młodymi, bo dla mnie liczy się, aby piłkarz był dobry, i pomógł osiągnąć cele, które powierzamy całemu zespołowi. Daleki jestem od rozgraniczania piłkarzy Górnika na młodych i starych. Wszyscy są zawodnikami, którym Górnik daje szansę. Każdy piłkarz ma starać się z tego skorzystać.

Mówiąc o młodych musimy wrócić do młodzieży. W przeciągu pół roku nasza młodzież rozwinęła się nie tylko jako zespół, ale także indywidualnie. To bardzo cieszy. Roczniki 2002, 2000 są najlepszymi zespołami w swoich grupach. Przyzwoity poziom reprezentujemy także w Centralnej Lidze Juniorów. Bardzo cieszy mnie drugi zespół Górnika, grający w III-lidze. Porównując rezerwy z tamtego sezonu, a obecnie można sobie wyciągnąć wnioski. Średnia wieku obecnie to 17-18 lat. Pamiętam, co działo się jak ogłaszaliśmy latem kadrę. To są rzeczy, z których Górnik powinien być dumny. Większość kibiców żyje tylko pierwszym zespołem, ale praca tych chłopaków z trenerami rezerw bardzo mnie cieszy. To pokazuje, że warto stwarzać odpowiednie możliwości na zdrowych zasadach. Ciężko przewidzieć, co przyniesie wszystkim nam druga runda, ale na ten moment wygląda to obiecująco. To pokazuje, że jeśli się chce to można przenosić góry.

Może cieszyć fakt, że zgodnie z Pana zapowiedziami Górnik poszedł w jakość, a nie ilość. Każdy transfer zaczynając od Maćka Ambrosiewicza po Igora Angulo był udany.

– Cieszy, że jest taki odbiór letnich transferów. Górnik z każdego zawodnika będzie miał jeszcze sporo pożytku w perspektywie czasu. David Ledecky jest to chłopak, który ma 23 lata i dopiero wchodzi w piłkę. Jego dużym plusem jest fakt, że wychował się w Sparcie Praga. W jego poprzednim klubie 1.SC Znojmo osiągnął już wszystko i to był najlepszy czas na wyjazd. Wzięliśmy Davida i myślimy, że jest to zawodnik gotowy. Odpowiadam, że nie. Jest to zawodnik tak jak pozostali nasi chłopcy do pracy i treningu.

Mówiąc o Górniku, ciężko nie wspomnieć o piłkarskich castingach przez całą rundę. Nie zdziwimy się, jeśli Pan nawet nie pamięta połowy z tych nazwisk. Co to miało na celu?

– Sprawdzenie zawodników nic nas nie kosztuje. W takim znaczeniu, że ich ściągamy i z tego tytułu ponosimy jakieś koszty. Eric Mouloungui miał na swoim koncie 180 meczów w Ligue 1. Po czasie jesteśmy mądrzejsi, bo mamy Igora i Davida, ale to był ten sam czas gdzie szukaliśmy tych zawodników. Do końca nie byliśmy sprecyzowani jak to wszystko wyjdzie. Przyznaje, że niektóre testy były niepotrzebne, ale przed testami tego do końca nie wiemy. Najważniejsze, że to nie ma wpływu na jakość treningu. Jeśli może być chociaż cień szansy, że jakiś zawodnik nam pomoże to miałbym do siebie pretensje, że nie skorzystałem z takiej sytuacji. Określamy jasne warunki, nic nie obiecujemy, nic nie dajemy. Decyzje podejmujemy po okresie wspólnych treningów.

Zdarzyło się też tak, jak w przypadku Twardzika, że zadecydowałem, aby został z nami jeszcze dłużej. Jednak nie przyjął naszych warunków, które przedstawiliśmy mu w oparciu o jego przeszłość, gdzie miał poważne kontuzje. Chcieliśmy się zabezpieczyć, bo klub jest najważniejszy. To nie jest tak, że podpisujemy kontrakt i myślimy, co będzie to będzie. W przypadku każdego nowego piłkarza bierzemy pod uwagę jego historię, bo wiemy, co może się wydarzyć. Kontrakt jest po to, aby zabezpieczyć się przed pewnymi zdarzeniami, które mogą się zdarzyć, choć oczywiście wcale nie muszą.

Pierwsza część rozmowy z trenerem Broszem: KLIKNIJ

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments