Marcin Brosz dla Roosevelta81.pl cz.1: Nie mam zamiaru rzucać haseł i pięknych sloganów

Milo  -  17 grudnia 2016 17:10
0
909

O co powalczy Górnik w rundzie wiosennej? Jak zmieniła się szatnia Górnika? Jaką rolę w zabrzańskiej drużynie pełni Igor Angulo? O tym dowiecie się czytając pierwszą część naszego wywiadu z Marcinem Broszem.

Roosevelta81.pl: 8. miejsce i tyle samo punktów straty do miejsca premiowanego awansem. Mimo wszystko w Zabrzu wciąż jest wiara w awans. 

Marcin Brosz (trener Górnika):Oczekiwania względem zespołu zawsze są wysokie. Myślę, że to jest plus, bo na tym polega sport. Musimy mieć względem siebie jak największe oczekiwania. Grając 19. kolejek widzieliśmy nie tylko zmianę naszego zespołu, ale także można zaobserwować zmianę I ligi. Jeżdżąc za Górnikiem można sobie porównać I ligę sprzed tych 6-7 lat, a jak to wygląda obecnie. Po I lidze została już tylko nazwa. W klubach pozmieniała się nie tylko infrastruktura, ale także organizacja. Poważniej weszła telewizja, tym samym zwiększył się prestiż. Liga jest inna, niż kiedyś. I liga ma w swoim zanadrzu piłkarzy, których z różnych powodów nie ma już w ekstraklasie. Jest ciekawsza o większe grono młodych i perspektywicznych zawodników. Występy chłopaków, którzy przychodzą do I ligi pokazują, że kluby są silniejsze.

Każdy z nas oczekuje od siebie i zespołu jeszcze więcej. Początek w naszym wykonaniu nie był taki jaki byśmy oczekiwali. Pierwsze spotkania spowodowały, że musieliśmy cały czas gonić pozostałe drużyny. Seria tych meczów, gdzie punktowaliśmy zbliżyła nas do tego miejsca, w którym chcielibyśmy być. Oczywiście, że szkoda szczególnie tych meczów ze Zniczem i Miedzią. Taka jest piłka, każdy z tych zespołów chce wygrać.

Kibice oczekują awansu, ale ze strony klubu ciężko usłyszeć jasnej deklaracji. Czy przypadkiem nie mamy do czynienia z rozbieżnymi oczekiwaniami? 

– Nie rozgraniczałbym tak tego. Każdy z nas ma jasno określony cel i to nie jest żadna tajemnica. W przypadku ligi koncentruję się na każdym najbliższym meczu. Nie mam zamiaru rzucać haseł i pięknych sloganów, bo nie o to chodzi. Można rzucać słowa na wiatr, można dużo mówić i obiecywać, ale jeszcze szybciej może to zostać zweryfikowane. Jeżeli na boisku będziemy takim zespołem, który zdobywa punkty, ma pomysł na grę, wtedy pewne rzeczy przyjdą automatycznie. Kibic przychodząc na mecz musi widzieć, że Górnik zrobił progres. Jest pewna powtarzalność schematów, wszystko jest wyuczone i zaczniemy jeszcze bardziej punktować. Pracujmy, natomiast cel jest jasny i klarowny. O tym w klubie nikt nie huczy, ale to nie znaczy, że nie jest to nasz główny cel.

W przeciągu całej rundy było parę takich momentów, w których Górnik mógł doskoczyć do ścisłej czołówki.

– Były trzy takie mecze, które nas wszystkich zabolały. Po wyeliminowaniu Legii wydawało się, że Puchar Polski to szansa na pokazanie Górnika w kraju. Chcieliśmy sprostać temu zadaniu. Bezsprzecznie ten mecz z Wigrami wszystkich nas zabolał, ponieważ był to cel do zrealizowania. Drugim meczem był Znicz, bo to już był ten moment, że cel mieliśmy na wyciągnięcie ręki. To był zbieg newralgicznych wydarzeń, czerwona kartka Bartka Kopacza. Musimy zdawać sobie sprawę, że takie sytuacje będą i jesteśmy na to przygotowani. Grając w osłabieniu nadawaliśmy tempo i mieliśmy rzut karny. Nie można mieć już lepszej sytuacji. Nawet nie chodzi o nietrafiony rzut karny, bo takie rzeczy się zdarzają, ale takie mecze w najgorszym przypadku powinny kończyć się wynikiem 0:0. Jak nie potrafisz wygrać, to przynajmniej nie przegraj. To najbardziej zabolało. Wydawało się, że już jesteśmy w odpowiedni momencie. Trzecim takim momentem był ostatni mecz z Miedzią, bo graliśmy przed swoimi kibicami na Roosevelta, a to zawsze boli.

Jako trener patrzę też na to wszystko tak, że to nie jest przypadek. Trzy razy mamy czołówkę na wyciągnięcie ręki i do niej nie doskakujemy. To nie jest też przypadek, że mecze takie jak ze Zniczem, Wigrami czy Miedzią nie potrafimy dograć na 0:0. Boisko pokazuje, co musimy poprawić, aby być lepsi. Musimy wyciągnąć wnioski, co trzeba polepszyć w treningu, żeby w takich meczach punktować. 

Górnik miał słaby start sezonu, jednak wydawało się, że takim przełomowym meczem będzie spotkanie z Legią. Każdy, kto widział zabrzan w drugiej połowie był pewny, że Górnik rozniesie I ligę, ponieważ zagrał na poziomie ekstraklasy. Jednocześnie ten mecz trochę zniekształcił obraz prawdziwego oblicza zespołu jesienią.

– Każdy mecz jest inny, nie da się grać kolejnych spotkań na euforii z tych poprzednich. Jest taka reguła – jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Dla nas najważniejszymi meczami był ten ze Stalą i 18-stoma go poprzedzającymi. Cieszymy się, że zwycięstwem nad Legią sprawiliśmy radość wszystkim kibicom. Był to mecz pucharowy, natomiast następne spotkania nie wyglądały już tak samo. Zespoły przyjeżdżają nastawione inaczej taktycznie niż Legia, natomiast musimy się do tego dostosować i ciągle w tym kierunku dążymy.

W tej rundzie było widać problem z ustabilizowaniem formy. Udowodniła to końcówka ligi. Wydawało się, że po meczu z Podbeskidziem coś drgnęło, w konsekwencji wysokie zwycięstwo z Pogonią i chłodny prysznic od Miedzi. Wcześniej podobnie, po dobrej serii nastroje tonuje ówczesna czerwona latarnia ligi – Znicz. 

– Żeby coś osiągnąć w piłce musimy szanować rywala. To jest podstawa wszystkiego. Miedź budowana jest od dłuższego czasu. Mamy do czynienia z silnym zespołem. Trzeba oddać im, że są bardzo mocni organizacyjnie. Bardzo dobry trener, kadra zespołu jest cały czas wzmacniana. Legniczanie sprowadzili do siebie jednego z lepszych Słowaków – Jakuba Vojtuša, który w meczu z Rotherhamem dostał kontuzji i od razu pozyskują kolejnych. Ściągnęli do siebie Damiana Rasaka, który we Włoszech występował w młodzieżowych drużynach m.in. Chievo Verona i jest młodzieżowym reprezentantem Polski. Szacunek do rywala może spowodować to, że i my będziemy się rozwijali.

Na boisku nic nam się nie należy, jeśli chcemy dominować i walczyć o coś, to musimy znać swoją wartość, a także szanować przeciwnika. Trzeba liczyć się z tym, że każdy będzie chciał pokazać nam swoją wielkość. Musimy być lepsi od każdego zespołu. W spotkaniu ze Zniczem, splot nieszczęśliwych wydarzeń spowodował, że mecz nie ułożył się po naszej myśli.

Czy jest takie coś jak specyfika I ligi? Wiele osób twierdzi, że Górnik musi nauczyć się tej ligi. 

– To wszystko, co wydarzyło się ostatnio w Górniku jest skutkiem, czyli było konsekwencją czegoś. Latem odeszło bardzo dużo piłkarzy, z którymi Górnik utożsamiany był przez dłuższy okres. Wprowadziliśmy rzeszę młodych zawodników i to wcale nie piłkarzy, którzy grali na poziomie I ligi, ale chłopców, którzy de facto wchodzą do piłki seniorskiej. Mam na myśli Ambrosiewicza, Żurkowskiego oraz wszystkich naszych wychowanków np. Teichmana. To są chłopcy, którzy dostali swoją szansę i robią wszystko, aby ją wykorzystać.

Trzeba dawać konsekwentnie szansę, a to pokazał nam ostatni mecz. W meczu ze Stalą piękna bramka Ambrosiewicza, asysta Łukasza Wolsztyńskiego przy trafieniu Angulo. Dwóch młodych zawodników, którzy dopiero wchodzą do seniorskiej piłki i jeden doświadczony, którego ściągnęliśmy w trakcie trwania rundy. Wiedzieliśmy, że jeśli chcemy powalczyć to musimy zwiększyć siłę ofensywną zespołu.

W przedsezonowej rozmowie powiedział Pan, że wiele dałby za takiego zawodnika, który zapewni przynajmniej kilka bramek. Po czasie pojawia się w Zabrzu Igor Angulo, a później David Ledecky. 

– W tak krótkim okresie udaje im się strzelić 12 goli. Pierwszy pełny mecz Igor zagrał w 4. kolejce, a  David debiutuje dopiero w 8. serii gier. Nie zagrali pełnej rundy, a dali nam 12 bramek. To pokazuje, że znaleźliśmy takich zawodników. Cieszymy się z tego, ale wiemy, że to dopiero początek budowania drużyny. Potrzebujemy kolejnych, aby wywierać na nich presję. Wszyscy wiemy, że zespół buduje się od wzajemnej rywalizacji fair play na danej pozycji. Dwóch równych zawodników i trzeci młody, który naciska na nich cały czas w perspektywie czasu. To jest warunek budowania zespołu.

Parę miesięcy temu byliśmy w kompletnie innej sytuacji i słowa uznania za to, że kibice to widzą. To, co się wydarzyło, było ciężkim momentem dla Górnika i różnie nasz klub mógł być odbierany. Czujemy te zrozumienie i wsparcie, które jest dla nas bardzo ważne. Nie ma innej drogi, jak systematyczne budowanie krok po kroku. Trening i korygowanie sytuacji meczowych, ciągle udoskonalamy pewne zachowania. Tylko to spowoduje, że zrobimy progres.

Uważam, że większość moich zawodników ten progres zrobiła i to nie jest tylko słowo, a monitorowanie przez system jakim dysponujemy. Jako trenerzy chcielibyśmy, aby ten progres był jeszcze większy i jeszcze szybszy, ale sport ma to do siebie, że jest systematyczny, czyli na wszystko potrzebny jest czas. Zmienianie pewnych nawyków u piłkarza wymaga czasu. Jeśli chcemy piłkarza gotowego to musimy go zakontraktować. W momencie, gdy tak jak my wprowadziliśmy tylu młodych chłopaków to musimy ich uczyć, a to wszystko wymaga czasu.

Andrzej Iwan w rozmowie z naszym serwisem przyznał, że nie wszyscy młodzi piłkarze zbawią Górnika, ale chwała trenerowi, że konsekwentnie wprowadza ich do składu.

– Spośród różnych modeli budowania klubu, ten był nam najbliższy. Na samym początku przedstawiliśmy wizję budowania klubu i staramy się konsekwentnie iść tą drogą. Młodzi zawodnicy muszą mieć świadomość, że jest to dla nich szansa. My wyciągamy rękę i pokazujemy – to jest dla was czas. Wytrwale wierzyliście, że tu kiedyś zadebiutujecie. Warunkiem jest progres, który musicie robić. Zawodnicy, którzy są z nami dłużej muszą czuć, że ci młodzi zawodnicy chcą na warunkach czysto sportowych zająć ich miejsce. Wzajemna rywalizacja ma spowodować, że Górnik będzie się rozwijał. 

Można powiedzieć, że młodzi zawodnicy to niespodzianki. Przed sezonem w gronie pierwszego składu wymieniało się głównie Urynowicza oraz Kuchtę. Natomiast Wolniewicza, Wolsztyńskiego czy Ambrosiewicza nikt nie brał poważnie pod uwagę.

– Nazwiska, które zostały wymienione pokazują, jak ważna w piłce jest determinacja, pomysł i plan na życie. Maciek Ambrosiewicz wyjechał ze swojego miasta i dostał szansę gry w najsilniejszej grupie juniorów w czeskiej Karwinie. Swoją szansę wykorzystał. Właśnie tam go zauważyliśmy, bo te rejony są nam bliskie. To nie jest pierwszy zawodnik, którego wyciągnęliśmy z tamtych terenów. Warto dodać, że grał bardzo dobrze w tamtejszej lidze juniorów.

Łukasz Wolsztyński poprzez występy w Legionovii Legionowo i strzeleniu dwóch goli spowodował, że dostał szansę i stara się ją wykorzystać. Adam Wolniewicz był kapitanem drugiego zespołu Górnika. Przychodząc do Zabrza wiedziałem, że mam takiego bardzo ciekawego piłkarza, którego kilka razy wcześniej widziałem. Pozostało tylko pytanie, czy w moim pomyśle będzie to środkowy obrońca, czy jednak skorzystać z Adama jako defensywnego pomocnika, bądź prawego obrońcę. Jest to chłopak uniwersalny, który zrobi wszystko, aby zaistnieć.

W pierwszych meczach brakowało mu nawyków prawego obrońcy, dlatego proszę tego nie mylić, że nie chciało mu się grać. Ciężko wymagać od zawodnika, który na niższym poziomie występował głównie w roli środkowego obrońcy, bądź defensywnego pomocnika, że w momencie stanie się prawym obrońcą i będzie wykonywał wszystkie założenia, które mu powierzyliśmy. Każdy mecz pokazywał nam, jak się zmienia. W każdym meczu, coraz bardziej stabilny, a w końcówce był podstawowym zawodnikiem. Często wymieniam jego nazwisko wskazując jakich zawodników szukamy. Jest to zawodnik z rocznika 93′, był już na wypożyczeniu, zbierał doświadczenie w ROW-ie Rybnik, wrócił i stara się przebić do składu w Zabrzu. Dostał szansę, ale też wymagamy od niego więcej. Pokazał, że warto na niego stawiać, jednak musi ciągle się rozwijać.

Wracając do Marcina Urynowicza i Mateusza Kuchty. W czym może leżeć problem, że jak dotąd sobie nie poradzili? Kuchtę usprawiedliwia kontuzja, natomiast co z Urynowiczem?

– Każdy, kto grał w piłkę doskonale wie, jak ciężko wrócić jest po kontuzji. Marcin prawie rok był kontuzjowany. Jak przychodziłem do Zabrza, to dopiero zaczął trenować. Od początku wiedział, że będę na niego stawiał i cały czas systematycznie to robię. W Legnicy wyszedł w pierwszym składzie, później po transferze Igora i Davida przyjął role rezerwowego. Uważam, że mimo wszystko te miesiące rozwinęły go jako piłkarza. To jest całkiem inny zawodnik niż ten, którego znaliśmy jeszcze sprzed trzech miesięcy. Brakuje mu jednego – bramek, bo miał ku temu sytuacje. Jeśli dorzuciłby gole i asysty mielibyśmy inne spostrzeżenie na jego grę. To jest młody chłopak z rocznika 96′, i wszystko jest jeszcze przed nim.

Jestem przekonany, że Marcin to jest ten zawodnik, na którego wszyscy w Zabrzu czekają od dłuższego czasu. Mówiąc o Urynowiczu często mamy przed oczami Milika. Ja jednak wiem, że on musi się rozwijać. Najważniejsze, że Marcin bardzo chce. Widzi swoją szansę w Górniku, on chce się rozwijać i ciągle robi postęp. Sytuacja jest taka, że znamy już go od kilku lat, tak jak Mateusza Kuchtę, dlatego oczekiwania kibiców, dziennikarzy i wszystkich obserwatorów są zdecydowanie większe niż w przypadku innych zawodników. 

Rozmawiając z Konradem w Grudziądzu mówił, że uraz nie wygląda groźnie, analogicznie sytuacja wyglądała w przypadku Erika. Później okazuje się, że to jednak ciężkie kontuzje.

– Chłopcy chcą grać. Nie dochodzi do nich, że mogą mieć jakieś ciężkie kontuzje. Jak się zmieniła szatnia Górnika? Siedzi Erik w szatni, mówię do niego: “Słuchaj krzyżowe masz”. Erik odpowiada: “Nie mam żadnego krzyżowego, trenerze ja jutro gram!”. Powtarzam jeszcze raz, “krzyżowe masz”. A on na to: “Ja nie mam krzyżowego, mam stabilne. Niech trener popatrzy, mogę teraz nawet przysiad zrobić”.

Nie ma takiego czegoś: “Trenerze – mam podejrzenie krzyżowych, nie wychodzę na trening, dopóki nie zrobię rezonansu”. Dawid idzie o kulach i mówi: “Trenerze – ja będę grał, tylko lekko mnie tu musnęło”. Zobaczcie sami, chłopcy chcą. Takie wypadki trochę wybijają ich, a w konsekwencji nasz klub. Liczyłem i wciąż liczę na Konrada, ale tak to jest. Podpisując kontrakt w Górniku liczyłem się z takimi rzeczami, ja jako trener i on jako piłkarz.

O tym, że nie warto dzielić piłkarzy na młodych i starych pokazał Igor Angulo. Latem wszyscy widzieli w nim hiszpańskiego emeryta, który z racji wieku przyjechał do Polski na odpoczynek.

– Właśnie ci zawodnicy kreują szatnię, nie młodzi. Szatnia to jest młody, średni, stary – to jest Górnik. Szatnia to także masażyści, fizjoterapeuci, kierownik drużyny. Łączy nas wspólny cel i nie można nikogo dzielić. Dla szatni najważniejsze jest realizowanie wspólnych celów. Angulo przychodził w dwóch celach, czyli zdobywanie bramek, ale także, żeby taki Marcin Urynowicz mógł zobaczyć, coś czego nie było. Jak poruszać się po boisku, zastawiać piłkę i wychodzić na czystą pozycję. Wymagamy od młodego zawodnika, że na już ma to umieć, ale od kogo i gdzie ma się tego wszystkiego nauczyć?

Budowanie dobrego klubu to jest doświadczenie z odpowiednią młodością i wzajemna korelacja. Marcin spełnił normy, strzelając 70 bramek w Gwarku Zabrze – super wynik, ale piłka seniorska to już inny świat. Tamte czasy poszły w zapomnienie. Pokazały jedynie, że Marcin może być w Górniku Zabrze, ale teraz jest już kolejny etap. On musi się rozwijać jako Marcin Urynowicz – senior. Żeby to zrobić potrzebne są nie tylko treningi, ale i nauka od kogoś. Nie polega to na włączeniu telewizora, bo w telewizji wszystko jest proste, a boisko to jest coś innego. Przyjście do Górnika Igora Angulo, a następnie Davida Ledecky’ego, który ma dopiero 23-lata. To, że Łukasz Wolsztyński zaczął lepiej grać, David Ledecky zaczął lepiej grać i liczę na Marcina Urynowicza, że zacznie strzelać gole. Na początkowych treningach nie potrafiliśmy zdobyć przez paręnaście minut bramki. Dziś nam to przychodzi zdecydowanie łatwiej. To wszystko bierze się z treningu, ale także z tego, że mamy na kogo patrzeć. Nie widziałem w wykonaniu Igora jeszcze przypadkowej bramki na siłę. Wszystko w jego wykonaniu jest przemyślane, ale on jeszcze przed strzałem wie, co ma zrobić. Liczę, że to przyniesie efekt w postaci progresu młodych zawodników, bo mają się od kogo uczyć.

Z tych doświadczonych zawodników najbardziej rozczarowuje Aleksander Kwiek. Zagrał bardzo mało, a większość rundy był kontuzjowany. 

– Olek dwa lata temu był kluczowym zawodnikiem Zagłębia Lubin. To był chłopak, który zdobył 9 bramek, miał sporo asyst, a w kluczowych momentach zawsze dawał jakość. Olek znał warunki I ligi, bo awansował w cuglach z Zagłębiem. To było mocno po jego stronie, natomiast życie pokazuje, że pomysł to jedno, a realizacja drugie. Mięsień dwugłowy jednej nogi, potem mięsień dwugłowy drugiej nogi, mięsień czworogłowy. Tego wszystkiego szkoda, bo patrząc na jego występy w Zagłębiu idealnie wpisywałby się w nasz plan budowy zespołu. Pomysł był bardzo słuszny, co potwierdza statystyka, która mówi, że strzeliliśmy tylko jednego gola zza pola karnego. Taki był właśnie pomysł na Olka, bo w Zagłębiu zdobył 7 bramek z 20-27 metrów. To jest coś, czego w konsekwencji nam brakowało. Wcale nie znaczy to, że Olek musi grać od deski do deski. Wzajemna rywalizacja miała wpływać na to, że był to jeden z pomysłów na Olka, aby pomógł Górnikowi. Tak to jest, nie wszystko w życiu wychodzi, a w tym przypadku zaważyły o tym kontuzje.

Mimo wszystko, kibice nie mogą zrozumieć, dlaczego latem zdecydowano się przedłużyć z nim kontrakt aż o dwa lata.

– W przypadku Olka nie jest tak, że nie gra, bo przegrał rywalizację albo nie było na niego pomysłu. Wpływ na taki obrót spraw miały kontuzje, o czym wspominałem wcześniej. Myślę, że były inne oczekiwania wszystkich nas i najbardziej samego piłkarza wobec siebie. On bardzo chciał pomóc i wprowadzić Górnika do ekstraklasy, ale tak się sytuacje potoczyły. Nie było to po myśli jego, nas i wszystkich kibiców.

Druga część rozmowy z trenerem Broszem: KLIKNIJ

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments