Kapitan Górnika Zabrze pełen wiary w udany sezon. "Na wspomnieniach nie zbudujemy kolejnych sukcesów"

6
3168

Górnik Zabrze na zgrupowaniu w Bad Haring przygotowuje się do nowego sezonu. Kapitan wicemistrza Polski i zdobywcy STS Pucharu Polski Erik Janża w obszernej rozmowie opowiada m.in. o trudach okresu przygotowawczego, czekających na Trójkolorowych wyzwaniach i straconej szansie na mundial.

Wicemistrz Polski, zdobywca STS Pucharu Polski, a za chwilę mecz o Superpuchar i starcie z Fenerbahce Stambuł. Co w związku z tym czujesz? Radość, napięcie, a może stres przed tym, co was czeka?

- Osobiście czuję tylko radość. To dla nas wielkie wyzwanie i okazja do rozegrania fantastycznych meczów. Cieszę się również, że kibice Górnika będą mogli pojechać za nami w Europę i wspierać nas na zagranicznych stadionach. Trzeba jednak pamiętać, że to, co osiągnęliśmy, to już historia. Należą się brawa dla wszystkich, ale na wspomnieniach nie zbudujemy kolejnych sukcesów. Musimy zresetować głowy i zacząć wszystko od zera. Do zespołu dołączyło kilku nowych zawodników, więc zależy nam, by jak najszybciej to poukładać, aby już na mecze piętnastego i szesnastego lipca być w topowej formie.

Kibice i eksperci będą teraz patrzeć na was inaczej, bo sprawiliście sporą niespodziankę. Nie byliście pewniakiem do wicemistrzostwa czy Pucharu Polski. Teraz poprzeczka wisi wyżej i wszyscy będą bacznie obserwować wasze kolejne kroki.

- Na pewno będzie trudniej. Oczekiwania będą równie duże, a może nawet większe. Liga w tym sezonie zapowiada się bardzo ciekawie, więc nie będzie łatwo. Myślę jednak, że każdy z nas jest na to przygotowany mentalnie. Zdajemy sobie sprawę, że to może być trudniejszy sezon niż poprzedni. Wtedy, tak jak wspomniałeś, nikt do końca na nas nie stawiał do samego finiszu, a jednak osiągnęliśmy sukces. Teraz musimy być ostrożniejsi, unikać prostych błędów, bo przed nami bardzo dużo meczów. Pewnie będzie też więcej rotacji w składzie, ponieważ regularne granie co trzy dni jest niezwykle wymagające. Dlatego podczas obozu w Austrii robimy wszystko, by jak najlepiej przygotować się fizycznie i od samego początku prezentować wysoki poziom.

Gracie o Superpuchar jeszcze przed startem ligi, a zaraz potem czeka was wyjazd do Turcji. Czy do takiego kalendarza trzeba się inaczej przygotowywać? Wynik Superpucharu może przecież rzutować na resztę sezonu.

- Wygląda to trochę inaczej, ale z mojej perspektywy to lepsze rozwiązanie. Sam obóz przygotowawczy i okres ciężkich treningów są krótsze, a my po prostu szybciej wchodzimy w rytm meczowy. Dla każdego piłkarza rozgrywanie spotkań jest znacznie przyjemniejsze niż same treningi, więc nie widzę w tym problemu.

W kadrze nie doszło do rewolucji, choć ubył Hellebrand - niezwykle istotny zawodnik wyjściowej jedenastki. Czy jest szansa, że ten Górnik będzie tak samo silny, a może nawet lepszy?

- Mamy nadzieję, że będzie lepszy, choć na ten moment trudno to jednoznacznie ocenić. W obecnej kadrze szukamy klasycznej "szóstki", kogoś, kto mógłby zastąpić Patryka. Wiemy, że nie będzie to łatwe, bo był liderem środka pola i to od niego zaczynało się wiele akcji. Trener szuka odpowiednich rozwiązań, być może ktoś jeszcze do nas dołączy. Najważniejsze jest jednak to, że trzon zespołu - zawodnicy, którzy grali najwięcej w tamtym sezonie - pozostał z nami. Nowi piłkarze na pewno chcą się pokazać, a jeśli będą dobrze pracować i sprawdzą się w sparingach, trener z pewnością da im szansę. Teraz musimy po prostu wycisnąć maksimum z tych ostatnich dni obozu w Austrii. Nawet jeśli nogi są teraz ciężkie od treningów, ta praca na pewno zaprocentuje w trakcie sezonu.

Rok temu przygotowywaliście się niedaleko stąd, w Kitzbühel. Tamte przygotowania zaowocowały świetnym sezonem. Austria to idealne miejsce na letnie zgrupowanie?

- Bardzo dobre. Trudno chyba o lepsze, ewentualnie brałbym pod uwagę Słowenię, o czym zresztą rozmawiałem kiedyś z kierownikiem. Tutaj jednak warunki są doskonałe: świetna pogoda do pracy, rewelacyjne boiska i fantastyczny hotel. Naprawdę nie ma na co narzekać.

Wspomniałeś, że to będzie trudniejszy sezon. Czy czujecie, że atmosfera wokół Górnika też uległa zmianie i kibice mają teraz większe wymagania?

- Oczywiście, że tak, ale to naturalne w piłce nożnej. Gdy dwa lata temu zajęliśmy szóste miejsce, wszyscy oczekiwali awansu do pierwszej trójki. Teraz, po zdobyciu wicemistrzostwa, kibice liczą na kolejny krok naprzód. Z tego powodu może być trudniej - jeśli powinie nam się noga i przegramy mecz, od razu może pojawić się krytyka. Znamy jednak nasze cele, wiemy, co chcemy osiągnąć i musimy po prostu robić swoje, a nie przejmować się komentarzami w internecie.

Mecz o Superpuchar traktujecie jako ostateczny sprawdzian przed sezonem, czy jako szansę na nabranie rozpędu?

- To świetnie, że ten mecz gramy jeszcze przed eliminacjami do Ligi Mistrzów. To będzie już poważne spotkanie o stawkę, które dostarczy nam pozytywnego stresu. Ewentualne zwycięstwo i zdobycie Superpucharu na pewno mocno zbudowałoby naszą pewność siebie. Super, że takie przetarcie czeka nas przed pierwszym starciem z Fenerbahce.

A potem właśnie Fenerbahce. Poprzeczka zawieszona pod samymi chmurami.

- Tak, ale dostaliśmy to, czego chcieliśmy. Każdy chce grać przeciwko najlepszym drużynom w Europie. To potężny, bardzo bogaty klub, dysponujący zawodnikami o wielkich nazwiskach. My jednak nie czujemy strachu. Jeszcze ich szczegółowo nie analizowaliśmy, ale nasz sztab dobrze zna tę drużynę, ich stadion i całą otoczkę wokół klubu, bo mieli już okazję tam rywalizować. Będziemy na to bardzo dobrze przygotowani.

Czy odkąd Lukas Podolski został właścicielem klubu i zakończył karierę zawodniczą, coś się zmieniło w jego relacjach z zespołem? Wiadomo, że wcześniej i tak miał ogromny wpływ na Górnika, ale teraz nie ma go już z wami na boisku.

- Jest trochę inaczej. Lukas zawsze potrafił rozluźnić atmosferę w szatni, pożartować, fajnie było z nim po prostu usiąść i porozmawiać. Odkąd zmienił rolę, widziałem go dopiero dzisiaj na treningu, ale trochę się spóźnił, więc nie mieliśmy jeszcze okazji dłużej pogadać. Każdy ma po prostu swoje zadania - on zarządza klubem, a my gramy. Myślę, że wszystko będzie funkcjonować bez zarzutu.

Czy w klubie - razem z zarządem i drużyną - ustalaliście już konkretne cele na ten sezon? Po takich sukcesach jedynym krokiem naprzód wydaje się już tylko mistrzostwo.

- Trzeba przyznać, że w zeszłym sezonie nie nakładaliśmy na siebie wielkich oczekiwań ligowych. Głównym celem był awans do finału Pucharu Polski i o tym mówiliśmy głośno, niczego nie ukrywając. W lidze chcieliśmy po prostu trzymać się jak najbliżej Lecha. Jak będzie teraz? Zobaczymy. Liga znów zapowiada się bardzo ciekawie. Awansowały trzy mocne drużyny z dużym potencjałem, świetnymi trenerami i zawodnikami. Musimy patrzeć wyłącznie na siebie i dążyć do tego, by zajść jeszcze wyżej. Czas pokaże, czy to realne.

Wracając jeszcze do Fenerbahce - zawsze gra się o awans, ale czy świadomość, że niezależnie od wyniku i tak zostajecie w europejskich pucharach, daje wam pewien bufor bezpieczeństwa?

- Daje pewien spokój, ale ja zawsze chcę w pełni wykorzystać tę pierwszą szansę. Wygrana w pierwszym dwumeczu daje niezwykle dużo. Będzie ciężko, ale jeśli Fenerbahce okaże się lepsze, to pogratulujemy im i będziemy walczyć dalej w Lidze Europy. A jeśli tam się nie uda, zostaje Liga Konferencji. Mamy trzy szanse. Powiem wprost: byłbym bardzo rozczarowany, gdybyśmy ostatecznie nie awansowali do fazy grupowej którychś z tych rozgrywek.

Śledzisz zmagania na Mistrzostwach Świata?

- Tak, chociaż dość pobieżnie.

Kto był dla Ciebie do tej pory największą niespodzianką in plus, a kto in minus?

- Zaskoczyła mnie Szwecja. Graliśmy z nimi dwa razy i na boisku wydawali się solidnym, ale dość przeciętnym zespołem, a na turnieju udało im się wyjść z grupy. Z negatywnych niespodzianek wymieniłbym Niemców, którzy już odpadli. Mam wrażenie, że nie dysponują już tak silną kadrą jak kiedyś, ale to już ich zmartwienie. Szukam meczów, w których można spodziewać się wielu bramek i przyjemnej dla oka gry. Kibicuję Argentynie i Messiemu.

Patrząc na takie turnieje, pewnie tym bardziej żałujesz, że nie awansowaliście na nie ze Słowenią? Biorąc pod uwagę formę Szwecji, wy też moglibyście sporo zamieszać.

- Oczywiście, ale trzeba pamiętać, że mieliśmy niezwykle trudną grupę kwalifikacyjną. Była tam Szwajcaria, która gra na turnieju, Kosowo, które odpadło dopiero w barażach, no i wspomniana Szwecja. To nie była łatwa przeprawa. My z kolei nie prezentowaliśmy optymalnej formy, co było widać na boisku. Mówiąc wprost: zasłużenie nie wywalczyliśmy tego awansu.

Ale sportowa złość pozostała?

- Tak, to zawsze boli.

6 komentarzy

sprzedaż Helebranda i Ambrosa czyli srodka pola juz niema, teraz piszą ze odejdzie Khlan (najlepszy skrzydłowy). Czyli to juz zupelnie nowa drużyna bez szkieletu który budowała od kilku sezonow. Czyli nic się nie zmieniło , po sezonie trzeba zrobić z Górnika folwark i wysprzedać najlepszych zawodników. Jestem trochę zawiedziony liczyłem że utrzymaja ten skład a teraz kręgosłup wyrwany. 🙁

Chłań i Ambros odchodzą to trza szukać jeszcze dwóch grajków jednego na skrzydło drugiego do środka : /

Zawsze jestem i byłem optymistą natomiast tym razem tracę optymizm bo Hellebrant, Chłań i Ambros… Oj to będzie ciężko. Najbardziej żal będzie Chłania

Dokładnie, trudno być optymistą, czarno widzę mecze pucharowe…. Obym się mylił…

Świetny wywiad. Można się z niego dowiedzieć, że drużyna wie jaki ma cel w tym sezonie, ale też trochę nie wie. Kręgosłup drużyny zostaje, wszyscy ciężko pracują, wynik meczu o superpuchar zdecyduje o całym sezonie, Fenerbahce to wielka firma, w Austrii jest fajnie.
Rozumiem, jeśli klubowe media wrzucają takie teksty. Ale tutaj? Kolejna mdła pogawędka o niczym.

Jakie sukcesy? Ja jestem zawsze pełny wiary ale teraz to walka o utrzymanie nas czeka a nie sukcesy.