Jego przeprowadzka z Jagi do Górnika Zabrze zaskoczyła piłkarską Polskę. "Mówili mi, że w Górniku atmosfera jest niezwykła. Nie kłamali"

1
17930

Jarosław Kubicki niespodziewanie dla wielu podpisał przed rokiem kontrakt z Górnikiem Zabrze. Doświadczony pomocnik z Jagiellonią sięgnął rok wcześniej po mistrzostwo Polski, a w swoim pierwszym sezonie przy Roosevelta do bogatej w trofea gabloty dołożył STS Puchar Polski i wicemistrzostwo kraju. W długiej rozmowie pochodzący z Lubina zawodnik ocenia minionych dwanaście miesięcy i zdradza, jakie wyzwanie uważa za szczególnie emocjonujące.

To dosyć długi obóz. Licząc od wyjazdu przez Niemcy, spędzicie ze sobą bite dwa tygodnie.

- Dokładnie tak, pełne dwa tygodnie. Wcześniej spędziliśmy jeszcze kilka dni w Niemczech, więc te dni faktycznie się nałożyły.

Czy to daje w kość mentalnie? Czternaście dni w zamkniętej grupie to sporo czasu. Jak sobie z tym radzicie?

- Zawsze dajemy radę. Początek był dość intensywny - sporo podróżowaliśmy autobusem, zmienialiśmy hotele ze względu na logistykę i sparingi, żeby mieć wszędzie bliżej. Teraz jednak wszystko jest już na właściwych torach.

Czy ten obóz różni się czymś od poprzednich? Pytam również w kontekście nowych właścicieli klubu.

- Na ten moment nie odczułem większych zmian organizacyjnych. Zauważalna jest natomiast rotacja w kadrze - kilku zawodników odeszło, pojawili się nowi, więc budujemy w zasadzie nową grupę.

A jak zareagowaliście w zespole na transfer i kierunek, jaki obrał Patrik Hellebrand? Byliście równie zaskoczeni jak chyba wszyscy, że padło akurat na Kielce?

- Patrik odwiedził nas w Zabrzu jeszcze podczas naszych treningów. Usiedliśmy, szczerze porozmawialiśmy. Początkowo byliśmy zaskoczeni, ale po tej rozmowie wszystko stało się jasne i życzymy mu powodzenia.

Przejdźmy do kwestii stricte sportowych. Jaki to może być sezon dla Górnika? Startujecie z zupełnie innego pułapu - jako wicemistrzowie kraju, zdobywcy STS Pucharu Polski i uczestnicy eliminacji Ligi Mistrzów.

- Czas pokaże. Bardzo cieszę się z nadchodzących meczów w europejskich pucharach i oby było ich jak najwięcej. Chciałbym, żebyśmy w tym sezonie rozegrali mnóstwo spotkań i mieli ten "pozytywny ból głowy" związany z napiętym terminarzem.

To doskonałe wyzwanie. Lukas Podolski stwierdził, że najwspanialsze jest to, że Górnik wraca do wielkich spotkań z potężnymi rywalami. Wy też odczuwacie ekscytację przed starciem z Fenerbahce w Turcji, przy tamtejszej żywiołowej publiczności?

- Zdecydowanie tak. Od dziecka każdy z nas marzył o grze na wielkich stadionach i mierzeniu się z silnymi przeciwnikami. Teraz mamy ku temu okazję, i to nie w sparingu, lecz w meczu o dużą stawkę, jakim są europejskie kwalifikacje. To ogromne i bardzo ciekawe wyzwanie.

To będzie też mocne starcie pod względem kibicowskim. Wy przecież również nie macie się czego wstydzić w kwestii atmosfery na trybunach.

- Myślę, że w Zabrzu stworzymy równie gorącą atmosferę i zawodnicy Fenerbahce mogą być mocno zdziwieni tym, co ich tu spotka.

Jak zareagowaliście na wylosowanie Fenerbahce? Przeważała ekscytacja i traktowanie tego jako nagrody za historyczny sezon?

- Szczerze mówiąc, nie byłem obecny podczas samego losowania. Byliśmy akurat po treningu i nie wszyscy zdążyli jeszcze zejść do szatni, więc minęło mnie to pierwsze uderzenie emocji.

Podobno robiliście wewnętrznego "totka" i kilku chłopakom udało się trafić Fenerbahce.

- Szanse były w zasadzie pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Fajnie, że chłopakom udało się wytypować trafnie, ale matematyka była po ich stronie.

Z Twojej perspektywy lepszym rywalem byłoby Fenerbahce czy Sturm Graz?

- Nie zastanawiałem się nad tym głębiej. Mecz z Turkami na pewno będzie fascynującym, choć bardzo trudnym wyzwaniem. Fajnie jest sprawdzić się na tle tak klasowego zespołu. Ze Sturmem pojedynek byłby pewnie bardziej wyrównany, ale bierzemy to, co przyniósł los, i będziemy walczyć.

Spotkanie wyjazdowe w Turcji będzie kluczowe. Musicie tam wywalczyć wynik, który zostawi wam furtkę przed rewanżem.

- Najlepiej byłoby wygrać oba spotkania, ale oczywiście boisko to zweryfikuje. Na pewno wyjdziemy na ten mecz ze starannie przygotowanym planem.

Analizujecie już grę Fenerbahce, czy to jeszcze nie ten etap?

- Na razie koncentrujemy się na naszej taktyce i założeniach. Mamy nową grupę zawodników, więc priorytetem jest to, jak my chcemy operować piłką, atakować i bronić. Czas na szczegółową analizę rywala przyjdzie później, do meczu zostały przecież ponad dwa tygodnie.

Dobrze, że czeka was jeszcze Superpuchar Polski? W rozmowie z Lukasem dało się wyczuć, że priorytetem są eliminacje Ligi Mistrzów. Mecz z Lechem to szansa na puchar, ale jednak nie jest to najbardziej prestiżowe trofeum.

- Każde trofeum cieszy. Do starcia z Lechem Poznań przygotowujemy się z pełnym profesjonalizmem, tym bardziej, że zagramy go zaledwie kilka dni po powrocie ze zgrupowania. Potem zacznie się prawdziwa karuzela spotkań: liga, puchary. Z mojej perspektywy to duży plus, bo będziemy mogli rotować składem i dogrywać się bezpośrednio na boisku, a nie tylko podczas treningów.

Preferujesz grę co trzy dni, czy należysz do zawodników, którzy wolą spokojniejszy, cotygodniowy rytm meczowy?

- Zdecydowanie wolę grać częściej. Nawet jeśli w pewnym momencie brakuje sił, to dysponujemy szeroką i mocną kadrą. Trener potrafi umiejętnie zarządzać zespołem, więc oczekuję tej intensywności z niecierpliwością.

Czy w kwestiach taktycznych przygotowujecie jakieś nowości lub niespodzianki na nadchodzący sezon?

- O to trzeba by już zapytać trenera. Z mojej strony nic nie zdradzę.

Pierwszy rok w Górniku za Tobą. Po transferze z Jagiellonii zanotowałeś świetny sezon - wicemistrzostwo i STS Puchar Polski. Czego nowego, jako doświadczony już zawodnik, nauczyłeś się po zmianie systemu trenera Siemieńca na warsztat trenera Gasparika? Jak podsumujesz ten rok w Zabrzu?

- Przede wszystkim elastyczności w działaniach defensywnych. Mieliśmy wiele spotkań, w których korygowaliśmy ustawienie względem przeciwnika na bieżąco, nawet w trakcie gry. To bardzo cenna nauka. Dziś, nawet podczas treningów, potrafię szybciej adaptować się do sytuacji, błyskawicznie zmieniając sposób zakładania pressingu czy organizację naszej obrony w reakcji na ruchy rywala.

Trener Gasparik tryska pozytywnym nastawieniem. Przez cały czas zachowuje tak pozytywne i uśmiechnięte usposobienie czy są momenty, kiedy jego oblicze się zmienia?

- Oczywiście, że bywają momenty, kiedy uśmiech znika. Szczególnie, gdy pewne założenia nam nie wychodzą. Trener wymaga od nas maksymalnego skupienia i rygorystycznej dyscypliny taktycznej, więc potrafi też stanowczo zareagować.

Jak wygląda szatnia po zakończeniu kariery przez Lukasa Podolskiego i przejęciu przez niego klubu? Odczuwacie zmianę?

- Byliśmy ze sobą w klubie zaledwie tydzień przed wyjazdem. Na obozie wszystko dzieje się niezwykle szybko: dwa treningi dziennie, posiłki, błyskawiczna regeneracja i powrót na boisko. Prawdziwe różnice w szatni zauważymy i odczujemy pewnie dopiero po powrocie do Zabrza, zwłaszcza w obliczu nadchodzącego natłoku meczów.

Spodziewacie się, że ten sezon będzie znacznie trudniejszy? Osiągnęliście sukces, atakując z drugiego szeregu, a teraz rywale będą postrzegać Górnika jako wicemistrza i zdobywcę STS Pucharu Polski. Presja faworyta pojawi się w większości spotkań. Zmienia to wasze nastawienie?

- Mówiąc szczerze, z mojej perspektywy nie zwracam na to większej uwagi. Nie analizowałem jeszcze szczegółowo terminarza, ponieważ wciąż jesteśmy na etapie przygotowań. Presja pewnie pojawi się naturalnie, gdy ruszy cała meczowa karuzela.

Na klubowym vlogu padła informacja, że w przeszłości marzyłeś o pracy jako kierowca karetki. To prawda?

- Zgadza się. W młodości przewinęła mi się taka myśl, by prowadzić ambulans i w ten sposób pomagać ludziom. Cieszę się jednak, że ostatecznie jestem tu, gdzie jestem.

W profesjonalnym sporcie, szczególnie w takim klubie, też chyba nie brakuje szybkiego tempa i wysokiego poziomu adrenaliny?

- Zwłaszcza w Górniku! Zdecydowanie nie możemy narzekać na brak adrenaliny i emocji na co dzień.

Czy po przeprowadzce i aklimatyzacji w drużynie, Zabrze czymś cię zaskoczyło?

- Trudno mi się do tego odnieść, bo tak naprawdę nie mieszkam bezpośrednio w Zabrzu, więc nie zdążyłem jeszcze dokładnie poznać miasta.

A samo zaangażowanie lokalnej społeczności i ten specyficzny, rodzinny klimat wokół klubu?

- To oceniam niesamowicie pozytywnie. Kiedy rozważałem podpisanie kontraktu, rozmawiałem z chłopakami, którzy grali już w Zabrzu. Uprzedzali mnie, jak wielką pasją żyją tutaj kibice. Mówili mi, że w Górniku atmosfera jest niezwykła. Nie kłamali. Atmosfera wokół klubu jest fantastyczna, a lokalne media jeszcze dodatkowo ją podgrzewają. Czuć, że ludzie przychodzą na stadion dla nas, żeby podziwiać grę Górnika, a nie drużyny przyjezdnej. To wyjątkowe uczucie.

Gdybyś miał wskazać ten jeden, najwspanialszy moment ubiegłego sezonu, to byłoby to...

- Bez wątpienia atmosfera podczas finału na Stadionie Narodowym. Zaangażowanie tylu fanów w ten wyjazd nie było rzeczą łatwą. To wspaniałe, że mecz poszedł po naszej myśli i mogliśmy wspólnie celebrować to zwycięstwo. To było coś absolutnie wyjątkowego.

Czy takie pasmo sukcesów mocno spaja zespół i buduje wewnętrzną wiarę we własne możliwości?

- Zdecydowanie. Każdy wygrany mecz to cegiełka, która cementuje drużynę i potęguje dobrą atmosferę. Muszę jednak podkreślić, że świetne relacje w szatni i całym klubie mamy na porządku dziennym, niezależnie od samych wyników.

A czy zdarzały się trudniejsze momenty w tym sezonie?

- Oczywiście, bywały trudniejsze chwile. Kluczowe okazały się jednak nasze znakomite relacje wewnątrz drużyny i zaufanie do sztabu szkoleniowego. Dzięki temu potrafiliśmy zachować spokój, czekając, aż karta znów się odwróci na naszą korzyść.

Jakie są Twoje cele - zarówno te indywidualne, jak i całego zespołu - na nadchodzący sezon?

- Jako drużyna nie zdążyliśmy jeszcze szeroko przedyskutować konkretnych założeń. Indywidualnie skupiam się na tym, aby regularnie pojawiać się na boisku i stanowić wsparcie dla kolegów. Oznacza to również chęć poprawienia zeszłorocznego dorobku w postaci większej liczby asyst i bramek.

Biorąc pod uwagę Twoje doświadczenie, czujesz, że stajesz się jednym z liderów Górnika i kimś, kto inspiruje wchodzących do szatni młodszych zawodników?

- Staram się brać na siebie odpowiedzialność i odciążać naszych kapitanów - Erika, Rafała czy bardziej doświadczonych chłopaków, jak Tomek Loska czy Paweł Bochniewicz. Chętnie rozmawiam z młodszymi zawodnikami, doradzam im i pokazuję pewne rozwiązania. Zawsze mogą liczyć na cenną podpowiedź z mojej strony, jeśli widzę, że to może im pomóc podczas treningu.

Podczas pobytu w Austrii czeka was kilka "chrztów" nowych piłkarzy...

- Jak najbardziej, ta tradycja ma się u nas bardzo dobrze. Cieszy mnie to, bo to dodatkowy element integrujący grupę. Nie są to w żadnym wypadku niesmaczne zabawy, a świetna rozrywka, w której nowi aktywnie uczestniczą, mogąc przy tym pozwolić sobie na trochę luzu i wygłupów.

Wiecie kiedy to nastąpi?

- Jeszcze nie. Szukamy odpowiedniego momentu w napiętym harmonogramie obozu, aby zorganizować to spotkanie.

Ograniczacie się do piosenek, czy młodzi mogą spodziewać się czegoś więcej?

- Śpiewanie to tylko jeden z elementów. Nowi zawodnicy będą mieli do wykonania również szereg innych, ciekawych zadań. Z niecierpliwością czekam na ten wieczór.

Kto z was zasiada w "komisji konkursowej"? Domyślam się, że Ty również w niej jesteś.

- Głównym konferansjerem jest Tomek. Ma do tego naturalny talent. Gdybym organizował teraz wesele, bez zawahania powierzyłbym mu rolę wodzireja. Doskonale się w tym odnajduje.

Skoro już jesteśmy przy luźniejszych tematach - śledzicie wspólnie mecze mundialu? Czy pory rozgrywania spotkań są zbyt uciążliwe ze względu na rytm obozowy?

- Różnie to bywa. Jeśli mecz odbywa się w przystępnej dla nas porze, staramy się go wspólnie oglądać. Wczoraj na przykład, podczas meczu Senegalu, zasnąłem w przerwie. Mam w planach obejrzeć chociaż skróty z drugiej połowy, bo siłą rzeczy znam tylko końcowy rezultat.

Mając w kadrze obcokrajowców, uczycie się na bieżąco ich charakterystycznych pomeczowych celebracji, jak chociażby słynne "wiosłowanie"?

- Jeszcze nie, ale to ciekawy pomysł. To bardzo efektownie wygląda z perspektywy trybun, a włączenie się w to zawodników po zwycięskim spotkaniu mocno zacieśnia więzi z kibicami.

Ktoś twierdzi, że "wiosłowanie" wymyślili Szwedzi, inni upierają się przy siatkarzach z katowickiego Spodka. Z kolei słynny, rytmiczny doping "Viking Clap" zapoczątkowali Islandczycy na Euro 2016.

- To prawda, ten rytuał jest fantastyczny i idealnie współgra ze skandynawskim klimatem.

Francuzi w szatni Górika po udanych meczach swojej kadry chodzą z wysoko uniesioną głową i głoszą, że na pewno zdobędą mistrzostwo świata?

- Nie, kompletnie tak to nie wygląda. Choć chętnie oglądają spotkania swojej reprezentacji, później właściwie o tym nie dyskutują.

Jeden z naszych kolegów stwierdził pół żartem, pół serio, że na wczesnym etapie turnieju pojawiły się drużyny, z którymi silne polskie zespoły mogłyby skutecznie powalczyć. Odnieśliście podobne wrażenie?

- Trudno powiedzieć, pojawiają się spore niespodzianki. Obserwowałem starcia, w których mocniejszym ekipom wyraźnie nie szło, jakby zjadł ich stres, by w kolejnych meczach prezentować się już znacznie lepiej. Turnieje rządzą się swoimi specyficznymi prawami.

Rola piłkarskich indywidualności jest jednak ogromna. Zastanawiam się, czy w ogóle da się dziś wygrać ważny mecz wyłącznie zespołowością, bez gwiazd ciągnących grę w kluczowych momentach.

- To prawda, wpływ liderów jest kluczowy. Czasem pojedynczy, błyskotliwy zawodnik potrafi wziąć ciężar gry na siebie i wykreować coś z niczego. Widać to choćby po Francuzach, którzy mają w ofensywie olbrzymią rotację. Ktokolwiek z tej przedniej formacji by się nie pojawił na boisku, jest w stanie odmienić losy meczu.

Wracając do obozu - warunki macie wyśmienite. Otoczenie i widoki wydają się bardzo sprzyjać spokojnym przygotowaniom.

- Warunki są niezwykle przyjemne. Poranki potrafią tu być rześkie. Gdy po śniadaniu wychodzimy z kawą na taras, czujemy ten chłód, który idealnie nas pobudza do pierwszego treningu, zanim powietrze zdąży się nagrzać.

Zwróciliśmy uwagę na chłodne poranki, ale słońce bardzo szybko nadrabia straty i grzeje coraz mocniej.

Dokładnie tak, słońce szybko zyskuje na mocy i błyskawicznie można to odczuć na boisku. My jednak jesteśmy gotowi na pracę, wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

1 Komentarz

Wszystko jasne najważniejsze są pieniądze /Patrik/. Ja to rozumiem ale żebyś to powiedział a nie ściemniał ż w Koronie jest jakiś tam nowy projekt „lepszy”.