Dariusz Czernik: Suchą stopą wyjść się z tego nie da

Kibic  -  10 maja 2020 13:51
3758

Dariusz Czernik prezesem Górnika Zabrze jest od 27 stycznia 2020 roku. Nie spodziewał się, że będzie musiał zmierzyć się z zupełnie nowymi wyzwaniami. O tym, jak klub odnajduje się w obecnej rzeczywistości, rozmawialiśmy z jego sternikiem.

Powrót do treningów, to z pewnością powód do optymizmu.

– Kiedy zaczyna się trenować z perspektywą powrotu do gry, czyli robić to, na czym piłka nożna i prowadzenie klubu powinno polegać, to trudno, żeby towarzyszył nam pesymizm. Oczywiście, że jesteśmy pełni optymizmu, ale życie podpowiada, że każdy optymizm musi mieć umiarkowanie i stałe podstawy. Musimy mieć z tyłu głowy, że odpowiadamy za bezpieczeństwo ludzi. Na razie wszystko idzie zgodnie z założeniami, co pokazały nasze wyniki. Cieszymy się, że wszystko przeszło ok. U nas nie było żadnych sygnałów, jakie dobiegały z kilku innych klubów ligowych w Polsce. Nie było podejrzeń, że trenowaliśmy w ukryciu, bo nie mogło ich być, ponieważ nie trenowaliśmy. Przestrzegamy: raz – zasad fair play, dwa – zasad bezpieczeństwa. O ile o powrót do treningów byłem w miarę spokojny, o tyle prawdziwym wyzwaniem będzie powrót do ligi. Granie co trzy dni, jeżdżenie po całej Polsce… Dopiero wówczas okaże się, czy jesteśmy odpowiednio przygotowani i czy jest to rzecz, którą da się przeprowadzić do końca. Tutaj zaangażowani muszą być wszyscy, żadne ogniowo nie może zawieźć. To będzie prawdziwy sprawdzian, ale oczywiście optymizm już teraz jest spory. Fajnie jest obserwować przez płot, jak zawodnicy trenują. To młodzi ludzie, wykonujący wybrany przez siebie zawód, będący ich życiem, radością, pasją, a i nam pracuje się znacznie łatwiej, wiedząc, że piłkarze są już na zajęciach, a nie siedzą w domach.

Wystartowała także Akademia Górnika.

– Tak, trenuje “dwójka” także, nasze drużyny mają do dyspozycji świetne boiska, co chciałbym mocno podkreślić. Nie straciliśmy tego czasu, razem z MOSiR-em przygotowaliśmy dwa fantastyczne na Gazobudowie, gdzie jakość murawy nie odbiega od tej na boiskach treningowych przy Roosevelta. Zdecydowanie poprawiła się jakość murawy na Walce, gdzie też Akademia wykonała kilka fajnych prac. Nikt nie stał i nie czekał z założonymi rękami, małymi kroczkami również można do czegoś dojść. To, że trenuje Akademia, to ogromna radość dla wszystkich. Przecież dzieciaki siedząc w domach, mogły pograć w piłkę co najwyżej na PlayStation. Od kilku dni mają możliwość, żeby trenować, biegać za piłką, rozwijać się. To bardzo ważna rzecz dla nich, dla rodziców, ale także dla klubu. W końcu wiążemy z tymi młodymi ludźmi ogromną przyszłość. Nie nauczą się grać, będąc w domach. Potrzebują gry, wspólnych zajęć, rywalizacji z rówieśnikami, to podstawy rozwoju młodych piłkarzy. Powtórzę jeszcze raz, cieszymy się bardzo z powrotu Akademii do zajęć, ponieważ była tutaj wielka niewiadoma. 

W związku z zaistniałą sytuacją i z tym, co się wokół dzieje, musieliście zweryfikować wiele planów w swojej strategi na ten rok?

– Są tematy, o których nie możemy i nawet nie chcemy w tej chwili mówić, ponieważ jest więcej znaków zapytania, niż odpowiedzi. Zdradzić mogę natomiast, że w ciągu ostatnich trzech dni, miałem więcej spotkań w sprawach nowego sezonu, aniżeli tego, co się dzieje teraz. Najbliższe dwa miesiące, z trudem, bo z trudem, ale jakoś zamkniemy. Skład drużyny jest, trzeba trenować, grać, zdobywać punkty i zająć jak najlepszą pozycję na koniec sezonu, oczywiście uważając na specyfikę obecnych warunków i bez gwarancji, że się uda, bo zagrożeń jest wiele, często nie mamy na nie żadnego wpływu. Część prowadzonych przez nas rozmów jest bardziej konkretna, a część, to raczej sondowania sytuacji, ponieważ nie wiemy, w jakiej kondycji będą nasi partnerzy. Zdajemy sobie sprawę, że suchą stopą wyjść się z tego nie da, ale pracujemy bardzo mocno, aby skutki były jak najmniej bolesne. Dlatego dziś staramy się wykorzystać możliwości, jakie dają choćby programy rządowe wspomagające gospodarkę. W końcu kluby są dziś spółkami. Do tego dochodzą tematy, jakie jeszcze kilka miesięcy temu w ogóle nie spędzały nam snu z powiek. Jak bezpiecznie dojechać na mecz, skorzystać z hotelu, wejść do… szatni. Jak powiem, że to jest czas łatwy, to skłamię, ale na pewno nie siedzimy z założonymi rękami.

Czy są sygnały ze strony sponsorów, że mogą się wycofać. Może już ktoś zapowiedział to definitywnie?

– Nie, takiego jednoznacznego tonu nie ma. Sami jesteśmy realistami i widzimy, jak radzą sobie sponsorzy w innych branżach. Jedni lepiej, inni gorzej, a kolejni są w sytuacji katastrofalnej. Pewnym plusem jest fakt, że sezon nie zacznie się 15 lipca, w tym terminie będzie się dopiero kończył. Kolejne rozgrywki wystartują najprawdopodobniej pod koniec sierpnia, może na początku września, zatem trochę czasu mamy. Wszystkim życzymy, by sobie poradzili, ale wiem, że mając za dwa-trzy miesiące trudniejszą sytuację jak dziś, myślę tutaj o naszych partnerach, z pewnością trudniej będzie inwestować swoje pieniądze w sport. Analogicznie, jeśli gospodarka odbije i zacznie wracać na właściwe tory, to powinno być łatwiej. Jesteśmy zadowoleni i zbudowani lojalnością naszych partnerów, ale także, co chciałbym znów podkreślić, kibiców. Uważam zresztą, że nasi partnerzy, to przede wszystkim kibice Górnika, a dopiero potem sponsorzy. Do tej pory nie mamy zgłoszeń o zwrot pieniędzy za karnety, właściciele lóż nie zgłaszają pretensji, że nie mogą z nich korzystać, podobnie właściciele karnetów do klubu biznesu. Choć mówimy tu o różnych wartościach inwestowanych środków, to sentymentalne podejście do klubu jest podobne. Oczywiście wiele umów zostało zawieszonych na okres kwietnia i maja, działa to przecież w dwie strony. My też musimy realizować pewne zobowiązania, których realizować nie możemy. Nie jest tak, że dzieje się to bezboleśnie. Umowy są zawieszane, ale – co jest bardzo ważne – nie są rozwiązywane. Nie ma na razie żadnych sygnałów od naszych sponsorów, że na pewno w nowym sezonie wycofają się z Górnika. Spodziewamy się jednak, że w kilku wypadkach może tak być i nie wszyscy będą z nami na taką skalę, jak dotychczas.

Czy klub myśli o jakiejś rekompensacie, formie podziękowania dla posiadaczy karnetów?

– Oczywiście. Każdy kibic, który ma Górnika w sercu, jest dla nas ważny. Jednych stać na karnet, innych nie, lecz osoba z karnetem to wartość dodana, bo jednorazowo wiąże się z klubem na cały sezon. Jest to bardzo ważne dla klubów na całym świecie. W tej chwili trudno nam składać jednoznaczne deklaracje, ponieważ nie wiemy, kiedy kibice wrócą na stadiony. Wersja optymistyczna i realna to początek przyszłego roku, luty bądź marzec, czyli mówimy o dziesięciu miesiącach. Mimo to mamy to z tyłu głowy i będziemy o właścicielach karnetów pamiętać w kontekście nowego sezonu. Dzisiaj jesteśmy pod wrażeniem zachowania naszych kibiców, bo na różnych polach pokazują, że są z Górnikiem w dobrych i gorszych czasach.

Kluby z wiadomych przyczyn borykają się z większymi bądź mniejszymi problemami finansowymi. Górnik rozpoczął kilka ciekawych projektów, jak koszulki czy bilety na wirtualne mecze. Jakie są kolejne pomysły?

Mamy kolejne pomysły, lecz chcemy poczekać na wznowienie rozgrywek. Pomysł wirtualnych biletów jest ciekawy, lecz nie jestem do końca przekonany do takich rozwiązań, wiedząc, w jakiej sytuacji są również nasi kibice. Wielu z nich też stało się ofiarami pandemii. Tracą dochody, mają problemy finansowe. Nie chcemy brać pieniędzy za coś, czego de facto nie możemy dać, czyli odwiedzenie stadionu i przeżywanie na nim emocji. Dzisiaj realną i uczciwą formą wsparcia klubu jest zakup rzeczy w naszym sklepie, czy to stacjonarnie, czy przy kasie, bo sklep jest już otwarty. Jesteśmy zbudowani obrotami za kwiecień. Towary, które zostały przygotowane na pięćdziesięciolecie gry Górnika w finale PZP, cieszą się wielkim zainteresowaniem. Także maseczki, z których część przychodu przeznaczamy dla zabrzańskiego szpitala. Dlatego namawiam do zakupów w naszym sklepie. Dla klubu będzie to spore i ważne wsparcie, a dla kibiców fajna pamiątka. Z konkretnych pomysłów branych pod uwagę na czas grania mogę wymienić także wykupywanie narzutek z wizerunkiem twarzy kibica, które nakładalibyśmy w dniu meczu na miejsca siedzące. Obecnie analizujemy i sondujemy te tematy. Do startu ligi jest jeszcze trochę czasu. Obecnie, o czym zapewne dobrze wiecie, zbieramy fundusze na realizację fantastycznego pomysłu, jakim jest mural upamiętniający najważniejszy mecz w dziejach naszego klubu i polskiej piłki klubowej. To wspólna akcja Torcidy i Górnika. W zamian każdy z kibiców, którzy kupią „cegiełkę” otrzyma plakat z finału, z podpisem Pana Stanisława Oślizło. Mural powstaje w centum miasta i jestem przekonany, że efekt finalny dla mieszkańców Zabrza będzie bardzo ciekawy. Tym bardziej, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Zabrza. O naszym mieście, w czasie meczów z Romą i Manchesterem usłyszał wtedy każdy w Europie.

Co uważa Pan o podziale pieniędzy z praw telewizyjnych oraz faktu, tak dużej dysproporcji podziału środków pomiędzy wąską czołówką ligi, a pozostałymi?

– Myślę, że gdyby nie koronawirus w ogóle o tym byśmy nie rozmawiali. Decyzja została podjęta w zeszłym roku i nie powinno się w trakcie trwania rozgrywek jej zmieniać. Dziś myślę, że gdy liga wróci, to pojawią się rozmowy na ten temat. Mamy specyficzny czas, kiedy dla klubu każde pół miliona czy milion złotych może stanowić koło ratunkowe. Zawsze powtarzam, że siłą jest cała liga, a nie pojedyncze kluby. Wiadomo, że ci, którzy wygrywają rozgrywki, dostają się do europejskich pucharów i reprezentują nasz kraj, powinni dostawać więcej niż pozostali, ale też miejmy świadomość, że dziś milion więcej dla mistrza nie sprawi, że podbije on Europę, a dla tych z dołu tabeli może okazać się szansą na przetrwanie tego trudnego czasu. Pierwsza czwórka ma dostać około 65 milionów do podziału, a pozostałych dwanaście klubów z tej konkretnej puli nic. Czy w obecnym czasie, kiedy tracimy na grze bez kibiców, problemy mają nasi sponsorzy, a nie mówię o Górniku, tylko o całej lidze, lepsze nie byłoby wsparcie tymi środkami wszystkich.

Czy są prowadzone już jakieś rozmowy między prezesami na ten temat?

– Tak są, lecz nie chciałbym o tym mówić, bo dziś są to rozmowy kuluarowe. W momencie, gdy ogłosimy wspólne stanowisko, to na pewno o tym poinformujemy. Zrozumiałe jest, że każdy klub ma swoje interesy, ale liga to jeden organizm.

Kilku zawodnikom w Górniku kończą się kontrakty. W ostatnim czasie zostały przedłużone umowy z Adamem Ryczkowskim oraz Dariuszem Pawłowskim. Możemy się spodziewać kolejnych decyzji?

– Wiem, że kibice kochają te tematy, ale jeszcze nie wznowiliśmy rozgrywek. To jeszcze nie jest ten etap. Wiadomo, że każdy dokument podpisać jest łatwo, ale później trzeba zmierzyć się z konsekwencjami swoich decyzji. Dzisiaj musimy się dobrze zastanowić, biorąc pod uwagę liczne czynniki. Czyli… Jak skończymy sezon, jaka będzie nasza sytuacja finansowa i z czym rozpoczniemy kolejne rozgrywki. Nie chcemy podpisywać kontraktów, by po pół roku rozkładać ręce z myślą, że nie stać nas na taki zespół. Te decyzje w Górniku od kilku lat dobrze przemyślane, a w tym roku będą musiały być jeszcze lepiej przeanalizowane, i to pod każdym kątem. Brakuje nam informacji, jak zachowa się rynek. Ceny za piłkarzy prawdopodobnie spadną, ale to działa w dwie strony. Jednak mogę zapewnić kibiców, że ciągle pracujemy. Nasz skauting działa i obserwuje piłkarzy na podstawie ich gry do czasu przerwania rozgrywek. Praca przebiega tak, abyśmy byli w pełni gotowi, kiedy rozpocznie się okienko transferowe. Odnośnie piłkarzy, którzy są w Górniku, to każdy z nich ma przed sobą 11 spotkań. Dajmy im szansę, aby pokazali swoje umiejętności, a potem będziemy podejmować decyzje.

Wiemy, że rynek będzie inny, czy zatem łatwiej będzie Górnikowi przystać na oferty skierowane przykładowo dla Przemka Wiśniewskiego, czy Pawła Bochniewicza? Zapewne trzeba będzie liczyć się z tym, że kwoty mogą być sporo niższe, od tych przedkryzysowych, ale mimo wszystko lepszy wróbel w garści niż …

– Trochę odpowiedział już Pan na to pytanie. Tak dzisiaj myśli każdy odpowiedzialny człowiek, w każdym klubie, nie tylko w Polsce. Generalnie w futbolu jest taka zasada, że kiedy pojawia się dobra oferta, to się z niej korzysta. Kiedy zawodnik dostaje atrakcyjną propozycję i widać, że chce odejść, chce zrobić kolejny krok do przodu, to nie ma siły i większego sensu, żeby go zatrzymywać. Jestem w piłce od wielu lat i wiem, że jeżeli próbuje się takiego piłkarza zatrzymać na siłę, to efekt jest często odwrotny do zamierzonego, a zabójczą rzeczą dla klubu jest licytowanie się ponad stan finansowych możliwości. Wymienione wyżej nazwiska to nasze asy atutowe, każdy kibic ma tę świadomość. Obaj są młodymi piłkarzami, a jednocześnie już w miarę doświadczonymi, o dużym potencjale. To piłkarze cały czas rozwojowi. Mają z Górnikiem jeszcze ważne kontrakty i z pewnością będą cieszyli się zainteresowaniem ze strony różnych klubów. Nie będziemy pozbywać się żadnego zawodnika za bezcen, bo na to też nas nie stać. Ale też z uwagą pochylimy się nad każdą ofertą i z każdym zawodnikiem będziemy rozmawiali o jego ewentualnej przyszłości. Tematy z pewnością się pojawią, ale trochę później ze względu na przedłużenie się sezonu. Bardzo gorącym miesiącem powinien być sierpień, wówczas cała zabawa powinna trwać w najlepsze. Inną kwestią jest, kiedy pozostałe ligi zakończą swoje rozgrywki i kiedy zacznie się w Europie okienko transferowe. To kolejne pytania bez precyzyjnej odpowiedzi.

Aktualnie ma Pan jakieś propozycje warte rozpatrzenia, czy coś wpłynęło do klubu w tym specyficznym czasie?

– Propozycje na tym etapie nie pojawiają się jeszcze na papierze, szczególnie teraz, ale powiem szczerze, że były zapytania managerów. Dotyczyły dwóch piłkarzy. Mogę powiedzieć, że były to już dość konkretne oferty, padały nawet kwoty, jakie byliby w stanie zapłacić.

Zapewne nazwisk zawodników Pan nie zdradzi, ale może chociaż dowiemy się z jakich lig są to oferty?

– Nie, nie (śmiech). Zdajemy sobie sprawę, że też możemy być sondowani, ale pokazuje to, że piłka europejska przez te dwa miesiące nie umarła i coś nieustannie się dzieje. Tak, jak nasi skauci obserwują grupę piłkarzy, tak i zapewne nasi zawodnicy są obserwowani. Oczywiście w obu przypadkach mówimy o materiałach wideo. Uważam, że mamy dziś kilku zawodników, którzy już teraz spokojnie poradziliby sobie w solidnym europejskim klubie.

Igor Angulo. Kierunek turecki, ostatnio Indie?

– Igor od 1 stycznia, czyli na pół roku przed końcem kontraktu może podpisać kontrakt z dowolnym klubem. Nikt w klubie nie ma informacji, jakoby Igor podpisał z kimś umowę, z medialnych doniesień nic takiego nie wynika. I to właściwie wszystko, co na ten temat mogę powiedzieć. Czekamy na powrót na boiska, przed nami jeszcze jedenaście spotkań, w których Igor Angulo może pomóc Górnikowi.

Spora grupa zawodników Górnika będzie wracać z wypożyczeń, m.in. Wojtek Hajda, czy Tomek Loska.

– Zasada z wypożyczeniami jest taka, że piłkarze wypożyczani do innych zespołów mają się w nich ogrywać. Zwykle po sezonie wracają na tydzień lub dwa do swojego macierzystego klubu, uczestniczą w treningach i wtedy trener ma doskonały obraz tego, czy zrobili postęp i jak wyglądają, co jest najistotniejsze, na tle kolegów z zespołu. Jeżeli widać, że zawodnik zrobił postęp, dorównał temu, od którego odstawał lub jest od niego lepszy, to najczęściej taki piłkarz zostaje. Na pewno będziemy się przyglądać Wojtkowi Hajdzie, w tej grupie Kubica, czy Eizenchart. Zobaczymy także, kto z Górnika odejdzie i jakie będą nasze budżety. Każdy z wymienionej trójki ma potencjał, żeby zaistnieć w pierwszej drużynie, a przecież są jeszcze inni, których nie wymieniłem. Wiążemy z nimi duże nadzieje, w przyszłości mają odgrywać znaczącą rolę w zespole. Inny jest status “Gienka” Loski, który ma swoją markę i jest wypożyczony z prawem pierwokupu. Jeżeli Termalica będzie zdecydowana, to nie mamy za wiele do powiedzenia i po prostu Tomek będzie ich zawodnikiem, ale oczywiście wiąże się to z konkretną kwotą, jaka powinna wpłynąć na nasze konto.

Jak przebiega rehabilitacja Łukasza Wolsztyńskiego?

Z racji pandemii sytuacja oczywiście nie jest komfortowa, ale ogólnie jest ok. Łukasz przechodzi w łódzkim ośrodku planowo rehabilitację, nie mając większych problemów. Łukasz wróci do treningu w czasie pierwszej fazy nowego sezonu. Straci pewnie tylko 3-4 kolejki. Dla niego jest to paradoksalnie korzyść obecnej sytuacji. „Wolsztyn” miał wcześniej problemy z więzadłami, więc – niestety – wie, jak ciężko dochodzi się do zdrowia po takiej kontuzji. Myślę jednak, że dzięki temu na pewne rzeczy jest lepiej przygotowany i szybciej sobie z tym poradzi. Pamiętajmy jednak, że kontuzje nie lubią pośpiechu, nic na siłę.

Łukasz Podolski prezesem?

– Prywatnie jesteśmy cały czas w kontakcie, mamy bardzo dobre relacje. Cała ta sytuacja z jego „prezesostwem”, to żart dziennikarza i Łukasza, który jeszcze ponad rok ma ważny kontrakt w Turcji, a wiem, że potem też chce jeszcze pograć w piłkę. Rozmawialiśmy o tym, pośmialiśmy się, wysłałem Łukaszowi nawet zdjęcia, jak wygląda stadion z perspektywy okna gabinetu prezesa. Łukasz powiedział, że jak będzie mógł to wpadnie na kawę, gdyż stęsknił się za Śląskiem i chciałby odwiedzić stare kąty, często do nas dzwoni i pisze. Pokazuje, że ma Górnika w sercu, żyje tym, co się dzieje w klubie. Jest to szczere, więc wcale nie wykluczam, że kiedyś będzie moment, w którym drogi klubu i „Poldiego” się spotkają. Na razie wróćmy jednak na boisko i dograjmy sezon. To jest najpoważniejsze wyzwanie, jakie dziś nas czeka.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl