
- Traciliśmy sporo goli - to widział każdy i trzeba było coś z tym zrobić. Robert uznał, że ma wykonawców do takiego grania i wierzę, że tak jest. Słyszę, że piłkarze też są zadowoleni. Oby tylko skończyła się ta fatalna passa urazów defensorów - mówi dla "Sportu" Zbigniew Waśkiewicz, prezes Górnika Zabrze.
Patrzy pan na kadrę Górnika na nowy sezon i jakie nasuwają się wnioski?
- Zobaczymy na boisku, ale wierzę, że stać ją na spełnienie postawionego przed zespołem zadania, czyli awansie do mistrzowskiej ósemki. Oczywiście zawsze chciałoby się więcej i lepiej, ale jest trochę jak z tym... Misiem z filmu Barei. Jest na miarę naszych potrzeb i możliwości. Chyba sporo klubów chciałoby mieć taką kadrę. Co ważne, w 80 procentach są to ludzie, którzy już w Górniku grali. Znają się, są doświadczeni, nie zaczynali pracy z trenerem do zera. W wielu klubach kadry wymieniły się w połowie. To powinien być nasz atut.
Straciliście dwa ważne ogniwa, ale też chyba udało się zmniejszyć koszty utrzymania pierwszej drużyny. Czyli... Coś za coś?
- Było oczywiste, że Nakoulma i Olkowski od nas w końcu odejdą. W tych wypadkach szkoda tylko, że nic na nich nie zarobiliśmy. Czasu jednak nie cofniemy. Byli to jednak piłkarze z bardzo wysokimi - jak na nasze możliwości - kontraktami. Więc koszty zeszły. Jeszcze jesteśmy na etapie dodawania słupków, ale niewiele się pomylę mówiąc, że koszty kontraktów udało nam się zmniejszyć o około 30-35 procent. To sporo, bo przecież kilku wartościowych piłkarzy do nas przyszło.
Mniej, ale też trzeba znaleźć i zapłacić...
- To prawda. Nie kryję, że mamy z tym problemy, ale też chciałbym podkreślić zachowanie piłkarzy. Potrafią zrozumieć naszą sytuację.
Robert Warzycha chce grać trójką środkowych obrońców. Pana, jako byłego trenera, ten pomysł przekonuje?
- Traciliśmy sporo goli - to widział każdy i trzeba było coś z tym zrobić. Robert uznał, że ma wykonawców do takiego grania i wierzę, że tak jest. Słyszę, że piłkarze też są zadowoleni. Oby tylko skończyła się ta fatalna passa urazów defensorów. Danch, Augustyn, Gancarczyk, Szeweluchin... Przecież wiosną wszyscy się leczyli, a każdy z nich w polskiej lidze jest graczem o uznanej marce. Wraca też Magiera, czekamy na Przybylskiego, który zdrowy był uznawany za jednego z 3-4 najlepszych pomocników ligi. To jest solidna kadra, a na kilku pozycjach konkurencja jest naprawdę duża. Proszę zauważyć, że choć sporo piłkarzy odeszło, to na prezentacji pokazało się blisko 30 zawodników. 6-7 z nich to może melodia przyszłości, ale pozostali są do grania.
Kto będzie strzelał gole?
- O klasowym napastniku marzy pół Europy i na pewno cała nasza liga. Potrafi to robić Mateusz Zachara, wierzę w Dawida Plizgę. Ale przecież dla nas strzelali bramki... wszyscy. Sobolewski, Madej, Kosznik... I chyba tak będzie też w nowym sezonie. Mam jednak świadomość, że podstawą będzie poprawa gry w obronie. Jak stracisz trzy bramki, a tak bywało często wiosną, to nie jest łatwo strzelić cztery. A jak nie stracisz żadnej... Nie muszę kończyć.
O stadion pana pytać?
- Można, ale niewiele mogę teraz powiedzieć. Czekam, jak wszyscy kibice. Ponoć na dniach ma dojść do porozumienia z bankiem. Słyszę, że krótko potem mają zostać wznowione praca. Bardzo bym chciał, bo nie muszę dodawać, jak ciężko funkcjonować grając dla 3000 ludzi. A nie mówię już o kibicach, na pewno bardzo rozczarowanych taką sytuacją.
Źródło: Sport
Foto: Ewa Dolibóg/Roosevelta81.pl






