Za słaby na Ekstraklasę, w sam raz na I ligę. David Ledecky blisko Odry Opole

Torcidos  -  28 lutego 2018 06:11
3159

Przez długi czas na zapleczu Ekstraklasy David Ledecky był ważnym ogniwem Górnika. Oprócz ciężkiej pracy, jaką wykonywał na boisku potrafił dorzucić do tego także liczby i jego współpraca z Igorem Angulo układała się obiecująco. Z czasem jednak Czech przepadł, a lada chwila trafi na wypożyczenie do Opola.

David miał potencjał by być solidnym, pracowitym piłkarzem, którego warto mieć w swoim zespole. Wejście do zespołu miał świetnie, bo w debiucie zdobył gola na ciężkim terenie w Grudziądzu. Potem tak imponująco już nie było, ale przez całą jesień uzbierał jeszcze trzy gole, a do tego dołożył cztery asysty. Niezłe liczby, które w połączeniu z dobrą grą pozwalały ocenić transfer Davida jako zdecydowanie udany.

Potem już było tylko gorzej. Po przeciętnych meczach na wiosnę notowania Davida zaczęły spadać i zdarzało się, że lądował na ławce. Po awansie do Ekstraklasy i przesunięciu Łukasza Wolsztyńskiego do ataku Ledecky na dobre stał się zawodnikiem rezerwowym. Ale początkowo się wydawało, że może on pełnić rolę, jaka później spadła dla Rafała Wolsztyńskiego. Czyli zawodnika, który wchodząc z ławki zapewni odpowiednią jakość w ofensywie, a może i strzeli gola czy zaliczy asystę. W pierwszych meczach potrafił wnieść coś do gry. Po spotkaniu z Legią Marcin Brosz chwalił go za wypełnienie zadań taktycznych, a w starciu z Wisłą piłka po jego strzale zatrzymała się na słupku. W międzyczasie wystąpił także w Białymstoku, gdzie mógł zostać bohaterem po tym, jak dwukrotnie świetnie zagrywał do Rafała Kurzawy. Ostatecznie został… antybohaterem, bo to po jego faulu sędzia odgwizdał rzut karny, który dał gospodarzom zwycięstwo. Potem było już tylko gorzej i Czech stawał się coraz mniej produktywny. Jego zmiany nic nie dawały, choć o braku szans nie mógł mówić.

Zima okazała się dla Davida małym rollercoasterem. Po tym, jak nie znalazł się w kadrze na zgrupowanie w Cyprze trudno było mu wróżyć lepsze czasy w Zabrzu. Ledecky jednak wcale się nie załamał, tylko wziął się do jeszcze cięższej roboty i dzięki bardzo dobrym występom w sparingach rezerw wrócił do pierwszego zespołu i nieoczekiwanie dostał od trenera Brosza ponad 10 minut w Płocku. Swojej szansy ponownie nie wykorzystał i w kolejnych dwóch meczach zabrakło go nawet w kadrze.

Okazało się, że w Płocku David miał swoją ostatnią szansę. 24-latek lada chwila ma bowiem trafić na wypożyczenie do Odry Opole. Wraca więc tam, gdzie czuje się na lepiej, czy na zaplecze Ekstraklasy. Czech ma ważny kontrakt z Górnikiem do końca następnego sezonu i trudno stwierdzić, czy żegna się z Zabrzem na stałe. Jak na razie wydaje się jednak, że drużyna Marcina Brosza jest już na takim poziomie, na jaki Ledecky nie potrafi wskoczyć.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl