Z obawami, ale optymistycznie. Zaczynamy ligę!

Torcidos  -  22 lipca 2018 10:48
3918

Europejskie puchary są dla Górnika nagrodą za poprzedni sezon, fajną przygodą, która da cenne doświadczenie naszej młodej drużynie i pozwoli jej się pokazać się w świecie, a przy okazji pozwoli trochę zarobić. Najważniejsza pozostaje jednak liga, dlatego prawdziwe rozpoczęcie sezonu będzie miało dla nas miejsce dzisiaj.

Jeszcze kilka dni przed meczem z Zarią w klubie zapowiadali, że być może na ostatnią chwilę ktoś zostanie dołączony do kadry na to spotkanie. Kibice ostrzyli sobie zęby, bo oczywiście chodziło o nowych zawodników. Od tego czasu minęły prawie dwa tygodnie i na zapowiedziach się tylko skończyło. Wzmocnień nie ma, choć nikt nie ukrywa, że są one niezbędne. Trener na każdym kroku powtarza, że kadra nie jest zamknięta, a dwumecz z Zarią nie mógł być na to lepszym dowodem. Dziś się okaże, czy męczarnie w Mołdawii znajdą potwierdzenie w spotkaniu z Koroną.

Innym problemem Górnika są jak na razie wzmocnienia, których udało się dokonać. Pamiętamy, jak rok temu do Zabrza trafili Michał Koj, Mateusz Wieteska oraz Damian Kądzior, którzy z miejsca świetnie wkomponowali się w zespół i od pierwszego meczu stali się bardzo ważnymi ogniwami Górnika. Tego niestety nie możemy powiedzieć obecnie o Adamie Ryczkowskim i Jesusie Jimenezie. W żadnym wypadku nie zamierzamy mówić, że są to nieudane transfery, bo jesteśmy pewni, że prędzej czy później zaczną pokazywać swój poziom, ale na razie fakty są takie, że za tymi zawodnikami dwa oficjalne mecze i każdy z nich był słaby. Dlatego też wygląda to, jak wygląda. Jeśli tracisz dwóch reprezentantów Polski w ofensywie, a nowi piłkarze nie potrafią się odnaleźć, to efekt musi być taki. Na pewno pocieszeniem jest to, że z każdym meczem z Adamem i Jesusem musi być już tylko lepiej.

Korona jako pierwsza na poważnie przetestuje także naszą obronę, bo o niej trochę zapomnieliśmy, a zaraz może się okazać, że to tam mamy największe problemy. Trudno było bowiem wymagać tego od ostatniej drużyny ligi mołdawskiej, choć i ta nie miała problemów, by wypracować sobie kilka niezłych sytuacji. W porównaniu z wiosną nie ma z nami Pawła Bochniewicza i Mateusza Wieteski, co niestety możemy bardzo mocno odczuć. No i czekamy na debiut Przemysława Wiśniewskiego, który powinien rozpocząć dzisiejsze spotkanie od pierwszej minuty.

Marcin Brosz dysponuje taką kadrą, że trudno mu zbudować solidną jedenastkę, więc o większych rotacjach nie ma nawet co myśleć. Może na tym etapie tak tego nie odczujemy, ale boimy się myśleć, co będzie pod koniec tego. Przeciwko Koronie zobaczymy więc zbliżony skład do tego, jaki oglądaliśmy w dwumeczu z Zarią. Na pewno zagra Szymon Żurkowski, który w Mołdawii pauzował za kartki, co jest kluczową wiadomością biorąc pod uwagę, jak ważnym punktem stał się “Zupa” w tej drużynie. Na prawym skrzydle wypadałoby też w końcu postawić na skrzydłowego, bo Maciej Ambrosiewicz tylko się tam męczy. Liczymy, że szansę dostanie Daniel Smuga lub Daniel Liszka.

Mamy mnóstwo powodów do obaw przed rozpoczynającym się sezonem Ekstraklasy, ale też nie ma co przesadnie narzekać. Kadrę mamy, jaką mamy. Klub postanowił jeszcze bardziej postawić na młodzież i pozostaje liczyć, że pod wodzą Marcina Brosza kolejni młodzi zawodnicy będą nas zachwycać. Na pewno jednak nikt nie ma prawa (szczególnie władze klubu) aby wymagać osiągnięć zbliżonych do tych z poprzedniego sezonu. Straciliśmy 4 ważnych zawodników, a klub niewiele zrobił, aby to trenerowi zrekompensować. Być może więc w tym roku nie będziemy świętować awansu do pucharów, tylko utrzymania w Ekstraklasie i nikt nie może mieć o to pretensji ani do zawodników, ani do trenera. Ale nie mówimy, że tak musi być, bo sami nie jesteśmy do końca pewni, na co stać tę drużynę.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl