Wnioski po 30 kolejkach, czyli o betonowych trybunach, braku snajpera i innych (nie)wypałach

Torcidos  -  4 maja 2015 18:56
0
766

Skrzypczak_Górnik_Zawisza1415
Górnik, nie bez nerwów,  utrzymał się w grupie mistrzowskiej T-Mobile Ekstraklasy i jedyne co teraz grozi zabrzanom, to… europejskie puchary. Runda wiosenna kolejny raz pozostawiła w kibicach z Zabrza sporo niedosytu, ale i tak nikt nie ma prawa narzekać. Przed sezonem szóstą lokatę bralibyśmy w ciemno. A jakie wnioski można wyciągnąć po minionych już 30 kolejkach?

Betonowe trybuny przestały być atutem
Już wszyscy jesteśmy zmęczeni oglądaniem wiecznego placu budowy. Nawet piłkarze. Stadion przy Roosevelta, który zawsze był wielkim atutem Górnika, nagle stał się jego najsłabszym punktem. Dość powiedzieć, że prawie pół roku musieliśmy czekać na zwycięstwo w Zabrzu. Choćby nie wiadomo jak śpiewali kibice na meczach, to i tak odbiór spotkania będzie jakby to był sparing. Nie ma tego „ognia”, jak to było przy pełnych trybunach. Na pełne trybuny jeszcze sobie niestety poczekamy.

Inaczej niż obce stadiony
Jak słaba była gra na własnym stadionie, tak dobra była na wyjazdach. Zwycięstwa Górnika w delegacji zawsze liczyło się na palcach jednej ręki, a tu proszę, już jest sześć wygranych. I jakby tego było mało, na koncie kilka efektownych, jak z Koroną i Podbeskidziem. A przede wszystkim wygrana, po osiemnastu latach, w Chorzowie!

Górnik nie znalazł następcy Mateusza Zachary
Po odejściu zimą Zachary, w Górniku na bakier jest z napastnikami. W ataku był próbowany już Wojciech Łuczak, teraz swoją szansę otrzymał Szymon Skrzpyczak, ale w obu przypadkach efekt jest podobny. Zaangażowania żadnemu z nich odmówić nie można, lecz napastników rozlicza się przede wszystkim z bramek. W tym roku obaj panowie zdobyli w sumie… jednego gola. A Zachara wciąż jest najskuteczniejszym piłkarzem Górnika.

Ale na razie go nie potrzebuje
To jest niezły paradoks: Górnik wiosną nie ma napastnika, a i tak jest… najskuteczniejszym zespołem w nowym roku. Ciężar zdobywania bramek rozkłada się na kilku zawodników, co jest w zasadzie dobre, bo od nikogo Górnik nie jest uzależniony. Ale gdyby Skrzypczak i Łuczak też czasami coś strzelili, to świat by się nie zawalił…

Wiosna jeszcze trochę groźna
Mając w pamięci dwie poprzednie rundy wiosenne, zastanawialiśmy się, co to będzie z Górnikiem w tym roku? No i reguła się spełniła, bo Górnik grał gorzej niż jesienią, ale mimo wszystko przyzwoicie. Może to jest zależność, że czym lepsza jesień, tym gorsza wiosna?  Zobaczymy, co będzie w ostatnich siedmiu kolejkach.

Nie udało załatać się obrony
Przed rozpoczęciem sezonu Robert Warzycha mówił, że najważniejszy cel to znalezienie recepty na dziurawą obronę. Początek rozgrywek rzeczywiście to potwierdzał, jednak im dalej w las, tym gorzej to wyglądało. Skończyło się na 43 straconych bramkach i najgorszej obronie własnego stadionu.

W przeciwieństwie do grania trójką obrońców
Możemy narzekać, że zabrzanie tracą za dużo bramek, ale w ogólnym rozrachunku nie można mieć o nic pretensji. Górnik, jako jedyna drużyna w lidze, od pierwszej do ostatniej kolejki utrzymywał się w górnej części tabeli, czyli zrealizował swój plan. Trójką obrońców grał też regularnie, choć zmiany na system 4-4-2 były dość częste.

Górnik mocny tylko dla ręczników
Bardzo się oczywiście cieszymy, że Górnik powalczy w tym sezonie tylko o te najwyższe miejsca w lidze, natomiast mamy też pewne obawy. Zabrzanie niemal 80% punktów zdobyli z drużynami z dolnej części tabeli. Przeciwko rywalom z grupy mistrzowskiej „Trójkolorowi” wygrali tylko raz, z Jagiellonią na początku sezonu. Trochę słabo, zważywszy na fakt, że w kolejnych siedmiu spotkaniach Górnik nie będzie się mierzyć z Cracovią czy innym Ruchem, tylko z Legią i Lechem.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Ewa Dolibóg/Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments