W walce o ligowe punkty pozostawimy zdrowie i serce

W.  -  28 lutego 2019 09:04
2773

Górnik Zabrze przegrał 1:2 z Lechią Gdańsk w meczu 1/4 finału Pucharu Polski. Chociaż zabrzański zespół był drużyną, która na boisku dominowała, trójkolorowym zabrakło zimnej krwi oraz odrobiny szczęścia i skuteczności. O przebiegu spotkania rozmawialiśmy
z Maciejem Ambrosiewiczem, pomocnikiem czternastokrotnego mistrza Polski.

Można powiedzieć „wreszcie”. Cieszy Twój powrót na boisko, pierwszy raz w tym roku wyszedłeś w podstawowej jedenastce. Jak oceniasz swój dzisiejszy występ?

– Liczy się wynik drużyny, można więc powiedzieć, ze mój powrót nie był najlepszy,
a szkoda. Bardzo cieszyłem się, że otrzymałem szansę, chciałem ją w pełni wykorzystać. Wydaje mi się, że nasza gra nie wyglądała źle, Lechia skutecznie wykorzystała dwa strzały z dystansu. Liczy się jednak wynik, każdy na to patrzy, nie zapamiętując przebiegu meczu. Na pewno bardzo żałujemy, że przegraliśmy. Teraz czas skupić się na Białymstoku, gdzie jedziemy po trzy punkty.

W pierwszej połowie mieliście momentami sporą przewagę. Powinna paść bramka dla Górnika, zamiast Was to Lechia zdobyła gola. W drugiej połowie powtórka, dominujecie, a to Lechia kieruje futbolówkę do bramki Martina Chudego.

– No tak. Dokładnie tak było. Szkoda niewykorzystanych sytuacji, bo tak naprawdę, kiedy my strzelamy, mecz układa się zupełnie inaczej. Dlatego tak ważne jest, aby zdobyć gola, lub do przerwy utrzymać rezultat 0:0, wtedy mecz w drugiej połowie jest zupełnie inny.

Pewnie odczuwacie spory niedosyt, stanęliście przez dużą szansą, na awans do półfinału Pucharu Polski.

– Tak, czujemy spory niedosyt, bo odpadliśmy z dalszych rozgrywek. Tylko dwa mecze dzieliły nad od finału, więc tym bardziej szkoda. Dodatkowo trafiliśmy na taki zespół, który jest w najlepszej formie z polskich drużyn, na ten moment, a my przy nim wcale nie wyglądamy gorzej, ale liczy się wynik i to, kto ostatecznie awansował do półfinału.

Pocieszające jest, że graliście z liderem, a różnica tak naprawdę zacierała się. Mieliście sporo sytuacji w pierwszej i drugiej połowie. Zabrakło skuteczności
i szczęścia, ale przebieg meczu jest niezłym prognostykiem na ligę.

– Stwarzaliśmy sobie sporo sytuacji, wykorzystywaliśmy też błędy rywali, wynikało to
z naszego pressingu na całym boisku, co jest na pewno dużym plusem. Myślę, że w ten  sposób powinniśmy trenować i grać w kolejnych meczach, wtedy wyniki przyjdą same,
a wraz z nimi kolejne cenne punkty.

Dużym plusem jest poprawa gry Górnika, było to jedno z lepszych spotkań w  rundzie wiosennej.

– No tak, jest to jakieś pocieszenie, ale co z tego skoro odpadamy z pucharu i kończą się nasze marzenia. Oczywiście mamy jeszcze ligę i tam trzeba zostawić zdrowie i serce oraz zdobywać jak najwięcej punktów.

Pochodzisz z Gdyni, jesteś wychowankiem Arki, czy mecze z lokalnym rywalem – Lechią budzą u Ciebie specjalne emocje?

– Myślę, że nie. Z Lechią grałem już dwa lub trzy razy więc nie jest to dla mnie żadna nowość i mecz ten nie odbiega od pozostałych konfrontacji.

W ostatnim ligowym meczu z Lechią byłeś najlepszym zawodnikiem na boisku. Zastąpiłeś wtedy w drugiej połowie Szymona Żurkowskiego.

– Pamiętam ten mecz. Niby fajnie, że dobrze zagrałem, ale przegraliśmy 4:0. W piłce liczą się punkty, bramki i za tydzień już nikt nie będzie pamiętał o naszej indywidualnej grze,
w pamięci utkwi tylko wynik, jakim zakończył się pojedynek. Piłka nożna to gra zespołowa w której liczy się całokształt.

Co według Ciebie zawiodło dzisiaj, co było najsłabszą stroną Górnika?

– Trudno powiedzieć tak na gorąco. Możliwe, że zawiniła skuteczność z przodu, może zabrakło koncentracji. Szkoda tych bramek, bo tak naprawdę mieliśmy sporo sytuacji. Pojawia się kontra, strzał z 25 metrów i tracimy punkty.

Przed Wami kolejny trudny mecz w Białymstoku.

– Czeka nas kolejny ciężki mecz z zespołem “top 3” Ekstraklasy. Jednak nie obawiamy się tego spotkania, czego dowiedliśmy również dzisiaj. Przyjechał lider, który nie przegrał od dawien dawna, nie przestraszyliśmy się Lechii, co więcej pokazaliśmy swoje. Dokładnie
z takim samym nastawieniem pojedziemy do Białegostoku.

Myślisz, że na stałe powrócisz do wyjściowej jedenastki i w najbliższą sobotę znowu zobaczymy Cię na boisku?

– Liczę, że tak właśnie będzie. Przez trzy poprzednie mecze nie występowałem, nie znalazłem się nawet w osiemnastce. Przez cały ten czas robiłem, co tylko mogłem na treningach, ciężko pracowałem, aby móc zagrać w dzisiejszym meczu, z czego bardzo się cieszę. Chcę grać w Górniku, dlatego liczę na kolejne szanse, zrobię wszystko, aby występować i pomóc klubowi w utrzymaniu oraz zdobywaniu punktów.

Zawodnik Twojej klasy, z marzeniami i ambicjami nie otrzymując szansy na grę oraz oglądając mecze z perspektywy trybun, nie czuł się zapewne najlepiej?

– Na pewno był to ciężki miesiąc dla mnie. Każdy z nas chce regularnie grać. W pierwszej rundzie sporo występowałem, dlatego było to dla mnie bolesne. Sporo o tym myślałem, ale równocześnie ostro trenowałem, aby przekonać do siebie trenera i myślę, że mi się to udało. Wierzę, ze dalej będę grać i pomagać zespołowi.

Życzymy powodzenia i trzymamy kciuki.
– Bardzo dziękuję.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl