Urynowicz i jego droga do pierwszego gola

Torcidos  -  5 maja 2018 15:43
4246

Niemal trzy lata od debiutu. Trzydzieści dziewięć meczów i ponad tysiąc minut. Droga Marcina Urynowicza do pierwszego ligowego gola dla Górnika była długa i bardzo trudna. 

Kiedy Marcin debiutował spotkaniu z Wisłą Kraków, anonimowy dla większości kibiców Górnika Rafał Kurzawa obserwował go z ławki. W tym samym czasie Tomasz Loska przygotowywał się do sezonu w Nadwiślanie Góra, Łukasz Wolsztyński walczył o miejsce w składzie rezerw zabrzańskiego klubu, a w Gwarku Zabrze 17-letni Żurkowski mógł się jeszcze wahać pomiędzy piłką a baseballem. Niepotrzebny w Jagiellonii Damian Kądzior grał na wypożyczeniu w Motorze Lublin, Mateusz Wieteska zbierał pierwsze szlify seniorskiej piłki w pierwszoligowym Dolcanie Ząbki, natomiast 14-letni Hajda był w drugiej klasie gimnazjum. Od tej pory każdy z nich zdążył wykonać krok milowy w swojej karierze, by dziś zachwycać w Ekstraklasie. Każdy, oprócz Marcina, którego piłkarski rozwój nie przebiega tak harmonijnie.

Kto jednak wie, gdzie byłby dziś Marcin, gdyby spotkał trenera Brosza sezon wcześniej. Gdy trafił do Górnika w 2015 roku, to w klubie niewiele osób miało pojęcie o młodzieży i wprowadzaniu jej do pierwszego zespołu. Paradoksalnym nieszczęściem Urynowicza okazały się osiągnięcia w Gwarku, gdzie w jednym sezonie zdobył kilkadziesiąt bramek, przez co było o nim bardzo głośno. W Górniku wiedzieli, że trzeba zrobić wszystko, aby taki talent i to jeszcze z samego Zabrza, wypromować jak najszybciej. Niestety kosztem samego Urynowicza, który jeszcze nie był na to gotowy. Mało osób wie, ale pod koniec sezonu w Gwarku Marcin nabawił się urazu stopy i ta nie została do końca wyleczona, gdy trafił do Górnika. W Zabrzu sprawę zbagatelizowano i niedługo potem kontuzja się odnowiła, a Marcina czekał długi rozbrat z piłką. Tak właśnie potoczył się pierwszy sezon wielkiej nadziei w Górniku.

Lepsze czasy miały przyjść dla niego po spadku Górnika. Marcin Brosz zaraz po przejęciu zabrzańskiego klubu powiedział, że to piłkarz, z którym wiąże duże nadzieje. Przypominamy fragment naszego pierwszego wywiadu z trenerem, zaraz po objęciu stanowiska w Górniku:

W ostatnim czasie zawodników, którzy utożsamiają się z naszym regionem do Górnika trafiło bardzo mało. Ostatnim był bodajże Marcin Urynowicz

– Marcin Urynowicz, chłopak z Biskupic. My dajemy mu szansę, ale on też musi ją wykorzystać. Każdy zawodnik musi mieć tego świadomość. Dostał szansę, bo talentem jest niezmiernym, jeśli strzela się bodajże 70 bramek w przeciągu sezonu. Po pierwsze talent, po drugie młodzieżowiec, ale już po trzecie nasza rola powoli się kończy.

Oczywiście musimy stworzyć mu odpowiednie warunki do rozwoju, ale też oczekujemy odpowiedniego podejścia. Musi się rozwijać jako piłkarz. To nie może wyglądać tak, że jestem stąd to mi się należy. Dostajesz szansę, ale musisz ją wykorzystać. Już teraz mogę powiedzieć, że właśnie Urynowicz to jeden z tych zawodników, na których bardzo liczymy. Dostanie szansę, ale wszystko zależy od niego. Poniedziałek rozpoczynamy od badań i właśnie po nich będziemy mądrzejsi na jakim etapie jesteśmy.

Nie boi się Pan, że dla młodych piłkarzy to będzie zbyt duży przeskok pomiędzy piłką juniorską a seniorką?  Oglądaliśmy to właśnie na przykładzie Urynowicza.

– Młodzi zawodnicy przez ten pierwszy okres muszą wywierać presję na tych zawodnikach, którzy będą decydowali na boisku. Choć wcale nie sugeruję, że Urynowicz nie będzie pierwszoplanową postacią, bo wszystko zależy od niego. Młodzi muszą bez przerwy walczyć, aby wygrać sportową rywalizację. To jest szansa dla nich na rozwój.

Urynowicz otrzymał swoją szansę. Tak jak dwanaście miesięcy wcześniej, gdy Robert Warzycha postawił na niego w pierwszym meczu sezonu z Wisłą. Z tą jednak różnicą, że Marcin był już o rok bogatszy w doświadczenia w dorosłej piłce. Zdrowy, po dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym, w którym zdobył nawet bramkę w sparingu z Niecieczą. Wychowanek Gwarka wygrał rywalizację w ataku z Szymonem Skrzypczakiem i na inaugurację I ligi zagrał w Legnicy od pierwszej minuty. Lecz nie był to udany występ i już w przerwie został zmieniony. A szansa została zaprzepaszczona. Na następne spotkanie w podstawowym składzie znalazł się Skrzypczak, niedługo potem kontrakt z Górnikiem podpisali Igor Angulo oraz David Ledecky i dla Urynowicza nie było miejsca. Na boisku pojawiał nieregularnie i zawsze w roli rezerwowego, a na kolejny swój występ od pierwszej minuty czekał aż do przedostatniej kolejki. Ale nie doczekał się bramki. Sezon zakończył bez gola i bez asysty. Za to z jedynym wywalczonym rzutem karnym w meczu z Chojniczanką.

W tym samym czasie inni młodzi zawodnicy zaczęli coraz odważniej wchodzić do pierwszego zespołu, by na samym finiszu mocno przyczynić się do awansu Górnika. Dlatego przed rozpoczęciem obecnego sezonu nikt już nie patrzył na Urynowicza, jak na złote dziecko. Nie był jedynym, a jednym z wielu uzdolnionych młodych zawodników. Jego pozycja także uległa zmianie i początkowo był dopiero piąty w hierarchii napastników, przez co w pierwszych meczach brakowało go w kadrze meczowej. Sytuacji nie poprawiła nawet jego premierowa bramka w oficjalnym meczu Górnika, jaką zdobył w pucharowym spotkaniu z ROW-em Rybnik. W Ekstraklasie pierwszy raz zobaczyliśmy go dopiero w szóstej kolejce i od tego czasu regularnie wchodził z ławki w kolejnych meczach, choć w różnych wymiarach czasowych. Raz na kilka minut, innym razem na prawie dwa kwadranse. Ale niezależnie od czasu spędzonego na boisku, zawsze dawał drużynie tyle samo, czyli bardzo niewiele. Miał pojedyncze przebłyski, bo takimi można nazwać jego asystę w pucharowym meczu z Sandecją lub ładną indywidualną akcję z Koroną Kielce, po której Igor Angulo zmarnował stuprocentową sytuację. To było jednak zdecydowanie za mało i z każdym kolejnym bezbarwnym występem kibice tracili do Marcina cierpliwość. Także Marcin Brosz, który właśnie po meczu z Koroną przestał na niego stawiać. Urynowicz do końca roku nie zagrał w Ekstraklasie już nawet minuty.

Po rundzie jesiennej wydawało się, że jedynym słusznym rozwiązaniem będzie wypożyczenie. Marcin mógłby odpocząć od Górnika i panującej wokół niego atmosfery, a może w nowym otoczeniu zacząłby w pełni wykorzystywać swój potencjał. Najgłośniej mówiło się o Odrze Opole, która chętnie przygarnia byłych lub obecnych piłkarzy 14-krotnego mistrza Polski. Ostatecznie do beniaminka I ligi trafił napastnik z Zabrza, ale był nim David Ledecky. Urynowicz został w Górniku i niespodziewanie zapracował na kolejną szansę, choć pomógł mu w tym też los.

Niewątpliwym atutem Marcina miało okazać się zdrowie, które przecież dwa lata wcześniej tak mocno wyhamowało jego rozwój. W tym sezonie kontuzje go ominęły, jako właściwie jedynego. Bo atak w Górniku był równie mocno obsadzony, co pechowy. Z aż siedmiu napastników, którzy wystąpili w tej kampanii Ekstraklasy, Marcin Brosz w ostatnim meczu z Lechem miał do dyspozycji tylko jednego. I był nim Urynowicz. Reszta siły rażenia Górnika stopniowo się kruszyła w przeciągu całego sezonu. Najpierw Rafał Wolsztyński zerwał więzadła, pod koniec rundy Krzysztof Kiklaisz doznał uszkodzenia łękotki, Dominik Lasik w czasie zimowych przygotowań złapał kontuzje i w końcu wielki pech dopadł Łukasza Wolsztyńskiego, który podobnie jak brat zerwał więzadło w kolanie. Znacznie mniejsze problemy ze zdrowiem miał Igor Angulo, lecz i on przez kontuzje opuścił już dwa mecze. Został więc niezawodny Marcin, bo David Ledecky był już w Opolu.

W przypadku Urynowicza i jego przyszłość w Górniku znaczenie miał uraz Lasika. Na pierwszy zimowy obóz w Kravare obaj znaleźli się w kadrze, ale wydawało się kwestią czasu, kiedy zostanie ogłoszone wypożyczenie Marcina. Dominik jednak doznał kontuzji, a Urynowicz nadspodziewanie dobrze przepracował okres spędzony w Czechach i Marcin Brosz zabrał go na zgrupowanie w cypryjskim Ayia Napa. A tam wychowanek Gwarka wystrzelił z formą na dobre. W pierwszym sparingu z młodzieżowcami Spartaka Moskwa zdobył aż cztery gole, a kilka dni później dołożył do tego kolejną bramkę i asystę w meczu z Kazanką Moskwa. Wisienką na torcie była próba generalna na głównej płycie Areny Zabrze. Na tydzień przed inauguracją rundy wiosennej Górnik mierzył się z sparingu MFK Zemplín, w którym Marcin Brosz desygnował do gry najlepszy skład, jakim dysponował. A w nim znalazło się miejsce dla Urynowicza, który odwdzięczył się dwoma asystami i bramką. Po okresie przygotowawczym z Marcina zadowolony był nie tylko trener Brosz, ale także sztab szkoleniowy Czesława Michniewicza, trenera reprezentacji Polski U-21. Niedługo potem nagrodą okazało się powołanie do młodzieżowej reprezentacji.

Pierwszy mecz na wiosnę Górnik grał w Płocku. Po urazie Rafał Kurzawa jeszcze nie był w stuprocentach gotowy do gry, więc na skrzydle zagrał Łukasz Wolsztyński. A w ataku obok Igora Angulo będący na fali wychowanek Gwarka. Pierwszy gwizdek sędziego i z napompowanego bramki i asystami w sparingach balonika uszło całe powietrze. Wróciła gorsza wersja Urynowicza. Zagubiony na boisku i bezproduktywny. Tym razem dotrwał przynajmniej do drugiej połowy, choć jeszcze przed godziną gry został zmieniony. W kolejnych meczach na boisko wchodził już tylko z ławki i dalej nie potrafił pokazać tego, czym zachwycał w sparingach. Natomiast z każdym jego słabym występem rosła krytyka ze strony kibiców. Marcin Brosz ponownie na niego postawił, gdy kontuzji doznał Łukasz Wolsztyński. Urynowicz zagrał od pierwszej minuty z Legią i kilka dni później z Lechem. O ile jego ambitna gra w pucharze poprawiła ocenę jego występu, o tyle w Poznaniu był najgorszym zawodnikiem na boisku. Kolejna szansa została zmarnowana i w efekcie Urynowicz nie znalazł się nawet w kadrze na mecz w Białymstoku.

Górnik z Jagiellonią wygrał, a dwie bramki zdobył Igor Angulo. Niestety Hiszpan nabawił się także urazu barku i w rewanżowym spotkaniu z Legią  musiał zagrać na blokadzie. Ale już z Wisłą Płock jego występ był wykluczony. Górnik został więc tylko z Marcinem Urynowiczem w ataku, który mimo to zaczął mecz jako ławce rezerwowych i to z pewnością musiało być bolesne. Bo jeśli drużyna zaczyna mecz z dwójką zawodników w ataku, a jedyny zdolny do gry napastnik zasiada na ławce, no to łagodnie mówiąc nie najlepiej o nim świadczy. Na przekór temu Marcin wszedł na boisko w drugiej połowie i pierwszy raz w tym sezonie jego zmiana realnie wpłynęła na grę drużyny. Erik Grendel kompletnie nie radził sobie na szpicy i dopiero pojawienie się Marcina rozruszało ofensywę Górnika. Dobrze grał tyłem do bramki, przez co zabrzanie mogli w końcu pobyć z piłką na połowie rywala, był nareszcie niebezpieczny w polu karny i niewiele brakowało, a zdobyłby nawet bramkę. Bez zwątpienia Marcin lepszego meczu w tym sezonie nie miał i kolejny raz zatem wszystko diametralnie się zmieniło. Urynowicz zaczął mecz z jako napastnik, który przegrywa rywalizację z samym sobą, by po końcowym gwizdku zostać największym wygranym po stronie Górnika.

Swoją grą Marcin nie pozostawił trenerowi żadnych wątpliwości i z Lechem zagrał od pierwszej minuty. No i wreszcie stało się. Dani Suarez zagrywa dokładną piłkę na skrzydło do Rafała Kurzawy. Ten ją wzorowo przyjmuje i po krótkim dryblingu płasko dośrodkowuje w pole karne. A tam już na podanie czekał Urynowicz. Przyjęcie piłki, obrót i strzał w same widły. Pierwsza bramka w Ekstraklasie jest już faktem i to jeszcze na miarę największych napastników na świecie. Jakby jej uroda miała być rekompensatą za te wszystkie mecze czekania. Równie ważny był to gol dla całego zespołu, bo dał on Górnikowi prowadzenie. Po nim Marcin nabrał luzu i grał jeszcze lepiej, niż tydzień wcześniej. Zabrzanie natomiast z jego pomocą odnieśli arcyważne zwycięstwo na terenie lidera.

Nie ma wątpliwości, że pod tym względem ta bramka okaże się dla Marcina bardzo ważna. Ale czy przełoży się to na boisko? Za długo już go znamy, by wykluczyć scenariusz na najbliższy mecz z Zagłębiem, w którym przechodzi niezauważony obok meczu. A może jednak pozwoli mu w pełni wykorzystać swój potencjał. Bo przy całej krytyce dla Urynowicza należy pamiętać, że pierwszy lepszy napastnik nie strzela w juniorach kilkadziesiąt goli w sezonie. I nikt też nie dostaje zaproszenia do reprezentacji U-21 za piękne oczy. Ten chłopak ma talent, ale za rzadko go nam pokazuje. Oby ta długo wyczekiwana bramka to zmieniła.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl