To przesądziło, że został uratowany mecz z Zagłębiem

Spark  -  25 sierpnia 2015 15:02
0
751

Torcida_Zaglebie_Lubin_1516

Po remisie z Zagłębiem można napisać bardzo dużo. Były dwie różne połowy, ale tak naprawdę mecz został uratowany przez kibiców oraz trenera. Co do tego nie mam wątpliwości.

Atmosfera wokół klubu została popsuta bardzo dawno temu. Wyniki i gra drużyny w tym sezonie jest adekwatna do tego, jak zarządzany jest Górnik. Jest to niestety bardzo przykre dla nas wszystkich. Od kilku dni zanosiło się, że na poniedziałkowym spotkaniu z Zagłębiem pojawi się garstka kibiców. Znów trzeba było zacząć się „nakręcać” w tym trudnym okresie, bo kto jak nie kibice mają pomóc, choć tutaj też potrzebna jest diametralna zmiana wśród rządzących, a optymalnym wyjściem byłaby chyba po prostu zmiana właściciela. Nie o tym jednak chciałem napisać.

Już na 1,5 godziny przed meczem zanosiło się, że ludzi będzie jednak całkiem sporo, w czym zasługa w dużej mierze tego „nakręcania się”, bowiem było sporo osób, które wyrabiało karty kibica (tutaj jest sporo uwag, ale o tym może kiedyś indziej). Wielu fanów nie pojawiło się na stadionie w Zabrzu, od kiedy rozpoczęła się modernizacja. Teraz postanowili przyjść. Oczywiście też wpływ na to miała na szybko zorganizowana promocja. Dużo jednak nie zabrakło, by na kolejny mecz fani już nie mieli ochoty przyjść. Spotkanie jeszcze przecież na dobre się nie rozpoczęło, a Górnicy przegrywali 0:1, a niedługo potem 0:2, a gry piłkarzy nie dało się po prostu oglądać. Zagłębie na tle Górnika wyglądało jakby to była solidna drużyna z Bundesligi, natomiast postawa zabrzan w obronie była na poziomie zbieraniny chłopaków na „orliku”, choć tam czasem jest więcej ładu i składu.

Po stracie gola na 0:2 i tym, jak słabo wyglądała gra, nie było żadnych przesłanek na jakąkolwiek poprawę. Mimo tego, na wysokości zadania stanęli kibice Górnika. Mam tutaj na myśli nie tylko „młyn”, zasiadający za bramką na części nowo otwartej trybuny, ale także na pozostałych sektorach. To właśnie w tym trudnym – ba! najtrudniejszym – momencie meczu fani nie psioczyli, tylko jeszcze głośniejszym dopingiem wspierali drużynę, chcąc pokazać, że są z Górnikiem na dobre i na złe i wymagają lepszej postawy. Myślę, że mało która, a śmiem stwierdzić, że nawet żadna inna drużyna w Polsce, w takiej sytuacji nie mogłaby liczyć na tak wielkie wsparcie swoich sympatyków. To kibice w dużej mierze przyczynili się do tego, że mecz wyglądał w drugiej połowie zupełnie inaczej.

W tym miejscu dochodzimy do drugiego czynnika, który przyczynił się do odmiany, czyli trenera. Coach nie zwlekał ze zmianami do przerwy, widząc to, co się dzieje. Już w trakcie pierwszej połowy wpuścił na murawę Kwieka i Korzyma. To był strzał w dziesiątkę. Jednocześnie pokazało to, jak słaba jest nasza liga, jeśli zawodnicy bez przygotowania byli czołowymi postaciami drugiej połowy. Korzym swoją walką, zastawianiem się, zgrywaniem piłki zrobił więcej przez te kilkadziesiąt minut niż Skrzypczak w kilku meczach tego sezonu. Widziałem jak Korzym i Kwiek się rozgrzewają w trakcie pierwszej połowy. Widać, że obaj nadają na tych samych falach. Były uśmieszki, ale też zaangażowanie w to, co się robi. Choć zdecydowanie byłem przeciwnikiem zakontraktowania Olka w klubie, to przywitałem go brawami jak cała reszta kibiców. Liczy się dla mnie dobro Górnika. Nie interesuje mnie, czy ktoś będzie w Lornecie, Silesii, czy gdzieś indziej. Kiedyś w Arsenalu Londyn była w latach 90-tych ekipa, która lubiła „dać w palnik” (szczególnie Tony Adams – wielokrotny reprezentant Anglii), ale na murawie walczyła o życie, a efekty były bardzo dobre. Dopóki na boisku będzie ok, to nie interesuje mnie, że w tygodniu spotkam kogoś gdzieś „na doładowaniu”, bo piłkarze to też są ludzie, choć muszą mieć na uwadze swoją formę.

W przerwie nie wierzyłem w przemianę. Nie było ku temu żadnych przesłanek. Trzeba było wierzyć w szybko strzelonego gola po wznowieniu gry. Kiedy po potężnym strzale „Sobola” piłka odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką pomyślałem sobie: „Jak już to nie wpadło, to jest po zabawie”. Jak bardzo się pomyliłem. Górnik to była zupełnie inna drużyna. Grająca z pomysłem, wielkim zaangażowaniem i skutecznie. Oczywiście pomocne okazało się trafienie „Sobola”, a następnie rzut karny i wyrównanie. Piłkarze już po pierwszym golu prosili o jeszcze większy doping ze strony kibiców, a ten stał na świetnym poziomie. To wszystko odblokowało głowy niektórych piłkarzy i Szeweluchin, który przed przerwą był jednym z najsłabszych na murawie, nagle grał jak skuteczny komandos. Rywale w drugiej odsłonie nie istnieli i choć wynik jest sprawiedliwy po 90 minutach, to można czuć niedosyt, bo wygrana była blisko. Od czegoś trzeba było jednak zacząć i punkt zdobyty w takich okolicznościach jest niezwykle cenny. Zwłaszcza pod względem mentalnym.

Kilku graczy z podstawowego składu jest do wymiany na już. Trudno pogodzić się z tym, że w Katowicach bardzo dobrze broni na boiskach I ligi Mateusz Kuchta, a u nas wszedł Kasprzik za beznadziejnego Przyrowskiego i zawalił pierwszego gola. Mateusz Słodowy natomiast nadaje się maksymalnie do gry na poziomie II ligi. Jedyny jego plus to daleki wyrzut z autu, lecz to chyba nie o to chodzi w tej dyscyplinie. Prawy obrońca ma problemy ze wszystkim. Można by tak przyczepić się też do innych graczy… Podsumowując jednak ich poczynania, można stwierdzić, że zupełnie został przespany okres przed sezonem na transfery. W każdej drużynie potrzebna jest świeża krew. Nie będę już wracał do zwolnienia Roberta Warzychy, który i tak wyciskał z tej ekipy maksimum, a był w klubie ostatnim spoza „obozu”.

Wychodząc ze stadionu, jeden z kibiców zapytał mnie, kiedy i o której grają z Cracovią. „W niedzielę o 15:30” – odpowiedziałem. Ja na ten mecz pójdę na pewno, ten kibic, a także wielu innych co byli na poniedziałkowym spotkaniu, również. A czy Ty będziesz wspierał Górnika swoim głośnym dopingiem bez względu na wynik?

TEKSTY PUBLIKOWANE W DZIALE “OKIEM ŻABOLA” SĄ PRYWATNYMI OPINIAMI AUTORA

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments