Stalowe nerwy trenera Michala Gasparika. "Byłem spokojny o chłopaków"

0
2456

Pierwsza połowa meczu z Legią Warszawa była dla piłkarzy Górnika Zabrze pełna walki, momentami walki wręcz. Przekonali się o tym Paweł Wszołek z ramienia gospodarzy oraz Lukas Sadilek i Patrik Hellebrand z ekipy Trójkolorowych, których sędzia jeszcze przed przerwą ukarał żółtymi kartkami. Zwłaszcza w wypadku dwóch środkowych pomocników zabrzańskiej drużyny stanowić to mogło duży problem, ale trener Michal Gasparik pokazał nerwy ze stali. 

Szybko otrzymane żółte kartki dwóch piłkarzy środka pola nigdy nie stanowi łatwego wyzwania dla sztabu szkoleniowego. W wypadku Górnika, w głównej mierze w środku boiska kreuje się grę drużyny, zarówno w destrukcji jak i w ofensywie. Napomnienia, jakie po pół godziny gry otrzymał Lukas Sadilek i dziewięć minut później Patrik Hellebrand z pewnością zadania trenerowi Michalowi Gasparikowi nie ułatwiły. 

Mimo to - podczas gdy wielu kibiców i ekspertów - spodziewało się, że czeski duet najpewniej w przerwie zostanie w szatni, a przynajmniej musi zostać rozbity - obaj doświadczeni pomocnicy wyszli na drugą połowę. Nawet, gdy po nieco ponad godzinie gry do zmiany gotowy był Jarosław Kubicki, zarówno Sadilek jak i Hellebrand zostali na placu gry, a na ławce usiadł Lukas Ambros. Ostatecznie "Sadziu" zszedł z boiska dopiero w 85. minucie spotkania, a "Pacio" rozegrał całe zawody. 

Czy gra przez ponad godzinę dwoma zawodnikami zagrożonymi potencjalną drugą żółtą kartką nie była zbyt dużym ryzykiem? - Nie, byłem o chłopaków spokojny. Rozmawialiśmy w przerwie o tej sytuacji, że muszą uważać - wyjaśnia trener Górnika Zabrze. 

O ile o Czechów słowacki szkoleniowiec był spokojny, o tyle napomnienie, które w 70. minucie gry otrzymał Maksym Chłań zmusiło trenera do działania. - Jak Maks miał już żółtą kartkę i zaraz po tym widziałem przy linii bocznej jego kolejny pojedynek, zdecydowałem się na zmianę. Nie chcieliśmy powtórki z Poznania, dlatego zdecydowaliśmy, że trzeba zmienić Maksa - uśmiecha się Gasparik, nawiązując do meczu ćwierćfinału STS Pucharu Polski z Lechem, kiedy Ukrainiec złapał w krótkim odstępie czasowym dwie żółte kartki i osłabił drużynę. 

Chłań - podobnie jak w poprzednich meczach - był jednym z najlepszych piłkarzy Górnika. Strategia trenera zakładała, że skrzydłowy z Żytomierza zmieni pozycję na boisku, ale "żółtko" Ukraińca wywróciło wszystko do góry nogami. - Mieliśmy przygotowany trochę inny plan, chciałem jeszcze spróbować Maksa na lewej stronie, żeby nam tam zagrał. Ale potem, kiedy już widziałem, że ma tę kartkę i miałem trochę z tyłu głowy ten mecz z Lechem, nie chcieliśmy ryzykować - puentuje szkoleniowiec drużyny z Roosevelta. 

Zobacz świetną galerię ze szlagieru przy Łazienkowskiej autorstwa Ewy! Zdjęcia dostępne są TUTAJ

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze