Podczas konferencji prasowej po meczu Legia Warszawa - Górnik Zabrze trener Michal Gasparik przejęzyczył się, myląc stołeczny klub z Rakowem Częstochowa. Podczas gdy wielu dziennikarzy myślało, że Słowak myślami jest już przy finale STS Pucharu Polski z Medalikami, okazało się, że decydująca była rola trenera Wojskowych, Marka Papszuna i jego stylu prowadzenia drużyny.
- Ten mecz długo był zamknięty. Mieliśmy posiadanie piłki, chcieliśmy rozgrywać od bramkarza. Nie było łatwo, bo ten Raków atakuje bardzo dobrze i ma bardzo mocny pressing. Często wychodziliśmy z tego, ale brakowało nam jakości w tej ostatniej tercji. Przeciwko tak mocnemu zespołowi, jakim jest Legia, potrzebujemy więcej indywidualności - powiedział po meczu przy Łazienkowskiej trener Górnika.
Podczas spotkania medialnego w czwartek serwis Roosevelta81.pl dopytał słowackiego szkoleniowca o freudowską pomyłkę z Łazienkowskiej. - Też to później zauważyłem. To było pod kątem tego, że miałem w głowie osobę trenera Papszuna, który długo pracował w Częstochowie - przyznaje trener drużyny z Roosevelta.
Słowak nie ukrywa też, że gra stołecznej drużyny ma podobne DNA jak zespół spod Jasnej Góry. - Myślę, że Legia po prostu zagrała podobnie jak Raków. Zmieniło się co prawda ustawienie, bo nie grali 3-4-2-1, a 3-5-2. Dużo tych rzeczy jest tam jednak bardzo podobnych. Ta filozofia, to od razu widać, że Legię prowadzi dziś były trener Rakowa - przekonuje opiekun drużyny z Roosevelta.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl






