Rozmowa z prezesem Górnika: Na ławce Warzycha, w protokole Wieczorek?

Torcidos  -  13 marca 2014 08:17
620

waskiewicz7_konferencja_1314
– Wiele było już takich przypadków, że trenerzy nie mieli sukcesów, a przychodzili do nowego klubu i im się bardzo dobrze wiodło –
mówi w wywiadzie dla Roosevelta81.pl Zbigniew Waśkiewicz, prezes Górnika Zabrze.

Roosevelta81.pl: Czy trener ma licencję na prowadzenie klubu w ekstraklasie?

Zbigniew Waśkiewicz (prezes Górnika): – Robert Warzycha europejską licencją nie dysponuje, a przepisy mamy takie, że jego uprawnienia amerykańskie nie obowiązują w jakimkolwiek klubie w Europie. Wystąpimy jutro (w czwartek dop. red.) z rana do PZPN-u z prośbą o uzyskanie tymczasowej licencji. Jeżeli PZPN się nie zgodzi, wciąż mamy ważny kontrakt z trenerem Wieczorkiem i jeszcze go nie rozwiązaliśmy. W najgorszym przypadku trener Wieczorek będzie w protokole meczowym, a trener Warzycha na ławce.

Może jest ktoś w klubie, kto ma takie uprawnienia? Marcin Prasoł?

– Nie mam pojęcia, przyznam, że zaskakujące pytanie. Nie jestem przekonany, czy ktoś ma taką licencję w przypadku, kiedy by miał byłoby jeszcze dla nas lepiej. Wtedy moglibyśmy jego wpisać jako pierwszego trenera w protokół meczowy. Wiadomo, że formalnie o wszystkim będzie decydował trener Warzycha.

Czy daje pan radę łączyć trzy stanowiska?

– Chciałem zrezygnować z Polskiego Związku Biathlonu natychmiast, ale działacze mnie poprosili, abym tego nie robił. Narobiłbym im tym mnóstwo problemów, dlatego zdecydowałem się pozostać, a za 3 miesiące i tak będą nowe wybory. Oczywiście przekazałem swoje obowiązki wiceprezesom, podpisuję dokumenty co jakiś czas i nie ma to dla mnie żadnego problemu. Jeżeli chodzi o polski Komitet Olimpijski myślę, że taki komentarz ze strony tych ludzi oznacza dla mnie po prostu brak kompetentności. Oni nie mają pojęcia, jak działa taka organizacja. Nasze obowiązki są tam różne, ale mają charakter bardziej honorowy. Spotykamy się tam nie więcej niż raz w miesiącu na posiedzeniu w Warszawie. Już dwa stanowiska, można powiedzieć, są “przerobione”. Praca na uczelni jest tak blisko, że można wszystko załatwić. Czasami jestem tam do południa, później zjawiam się tutaj albo na odwrót, więc nie ma problemu.

Czy w kontrakcie trenera jest zapis o jego odejściu do do reprezentacji?

– Umówiliśmy się po dżentelmeńsku i nie chcę zdradzać szczegółów umowy. Trener Warzycha mówił bardziej o kategoriach nie o tej realnej najbliższej rzeczywistości, tylko o swoim życiowym planie. Przez telefon oczywiście mówił mi, że jego największym marzeniem jest prowadzenie reprezentacji Polski. Z drugiej strony ma świadomość, ile jeszcze musiałby sukcesów odnieść z polskimi drużynami klubowymi, aby mógł w ogóle być brany pod uwagę. Każdy trener marzy o tym, aby prowadzić reprezentacje i chodziło bardziej nie o rzeczy, które się wydarzą się za miesiąc, czy za pół roku, ale w jego dalszej karierze trenerskiej.

Miał pan duże obawy przez zatrudnieniem trenera?

– Wiedziałem, że ostatni sezon w MLS trenera był słaby, jednak trudno to określić, bo kluby działają tam na innych zasadach i trudno oceniać, czy ktoś jest dobrym trenerem na podstawie wyników po przygodzie w Stanach Zjednoczonych. Tam skład drużyny z sezonu na sezon często zmienia się znacząco. Oczywiście jakąś we mnie to niepewność wzbudziło. Jako asystent trenera miał dobry czas, bowiem jego zespół zdobywał mistrzostwo, a jednak w jego karierze pierwszego trenera to mu się nie udało. Ja się kierowałem innymi kryteriami niż wyniki w Stanach Zjednoczonych. Oczywiście był niepokój, ale wiele było już takich przypadków, że trenerzy nie mieli sukcesów a przychodzili do nowego klubu i im się dobrze wiodło. Najlepszym przykładem trenera bez znaczących sukcesów jest Jan Kocian, który przyszedł do Ruchu Chorzów. On również do drużyny przychodził w środku tygodnia, a w najbliższym spotkaniu drużyna grała już inaczej. Nie widzę tutaj żadnej przeszkody w trenerze bez sukcesów.

Jakie były inne kandydatury?

– Teraz mogę powiedzieć, że trzech czołowych kandydatów było branych pod uwagę, a z jednym nawet rozmawiałem. Byli oczywiście kandydaci, którzy sami się zgłaszali, ale ich nie do końca brałem pod uwagę. Był jeden bardzo poważny kandydat z którym rozmawiałem i oczywiście trener Warzycha. Z jednym kandydatem nie było, można powiedzieć, “chemii”, dlatego zrezygnowaliśmy z dalszych rozmów i przystąpiliśmy do rozmów z Warzychą.

Jak rozwiązanie kontraktu z trenerem Wieczorkiem?

– Umówiliśmy się, że do końca miesiąca rozwiążemy kontrakt, bo nie ma sensu, aby robić to z dnia na dzień. Nie rozstawaliśmy się jako wrogowie. Można powiedzieć, że bardziej jako przyjaciele z wzajemnym zrozumieniem. Jeżeli trener Wieczorek będzie miał jakąś propozycję z innego klubu, to rozwiążemy kontrakt z dnia na dzień. Jeśli nie dostanie takiej propozycji i będzie potrzebna jakaś podpórka formalna to będziemy wypłacali mu wynagrodzenie. Nie będzie pełnił żadnej roli w klubie  i przychodził do pracy, ma po prostu ważny kontrakt. Podobną sytuację obserwujemy w Legii, gdzie Jan Urban ma ważną umowę i nie słyszałem, aby bywał w klubie i coś tam robił.

Trener Wieczorek zadowolony jednak nie mógł być?

– Po meczu z Zawiszą był załamany psychicznie tym, co się działo na boisku. Był pełen nadziei po pierwszej połowie, ale w drugiej nastąpił nokaut. Trener Wieczorek otrzymał również nokaut taki emocjonalny. Przychodząc na rozmowę ze mną miał pomysły, miał plany i chciał planować już rzeczy do kolejnego meczu. Natomiast ja przekazałem mu, że nie będziemy już dalej współpracować. Jak każdy trener, wiadomo jak zdobywa się w 4 spotkaniach  tylko jeden punkt, to prezes nie będzie mówił, że gracie super. Ryszard Wieczorek jest zbyt doświadczonym szkoleniowcem, aby tak myślał.

Jak Pan ocenia liczbę kontuzji w Górniku?

– Taka liczba kontuzji, które nie są wymuszone jakby interwencjami przeciwnika, są niezależne od naszego sztabu. Jeszcze na parę różnych spraw nie miałem czasu do końca porozmawiać, ale mam pewne wątpliwości i organizacja niektórych rzeczy, w tym właśnie opieki medycznej oraz niektórych spraw, nie była idealna. W tej kwestii musimy parę spraw poprawić. Należy również pamiętać, że zawodnicy za czasów Adama Nawałki nie mieli łatwo, były duże obciążenia i dużo meczów do rozegrania. To też miało pewnie jakiś wpływ na to, że te kontuzje się pojawiały. Futbol to męski sport i jeśli zawodnik chce dać z siebie wszystko, to niestety ze stali nie jest i ciało nie wytrzymuje do końca wszystkiego. Myślę, że kontuzje to duże obciążenia, duża odpowiedzialność i ilość meczów i jednak też trochę nieszczęścia.

Te kontuzje to bardziej mocne treningi u trenera Nawałki czy Wieczorka?

– Sporo kontuzji mieliśmy też w poprzedniej rudzie, więc to nie jest tak, że pojawiały się za trenera Wieczorka. Nie jest tak, że kontuzje pojawiają się od razu, mogą pojawić się również w późniejszym czasie np. miesiąc po, w wyniku przeciążenia organizmu. Z tego co wiem do końca rundy ma szansę wrócić do gry czterech zawodników. Teraz nawet na mecz z Pogonią będą brani pod uwagę dwaj, którzy byli kontuzjowani. Nie jestem do końca przekonany do tego pomysłu. Nie chcę, aby znowu te kontuzję się odnowiły, albo doprawiły. Nie chcę zdradzać na razie o jakich zawodników chodzi, ponieważ nie wiadomo czy zagrają z Pogonią.

Dużo mówi się o szkoleni młodych piłkarzy. Co z ośrodkiem szkoleniowym dla nich?

– Ja jako nowy prezes, nawet na biurku zastałem wizualizację obiektów dotyczącą ośrodka szkoleniowego. Na terenie Walki Zabrze jest jedna lokalizacja. Musimy mieć świadomość tego, że gdzieś trenować trzeba. Ja chciałbym, aby powstała akademia i była ona bardzo profesjonalna. Nowy trenere nam w tym jeszcze pomoże. Oczywiście musi być ośrodek treningowy, gdzie te grupy młodzieżowe będą miały 6-10 boisk i wtedy będzie można myśleć o promowaniu młodych sportowców, bo inaczej byłaby to po prostu fikcja.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Kamil Dołęga/Roosevelta81.pl