Był jednym z najwspanialszych skrzydłowych swoich czasów. Szybki jak wiatr, znakomity asystent i strzelec. Niestety pechowa kontuzja skróciła mu wspaniałą karierę o dobrych kilka lat. Dzisiejsza opowieść związana będzie z Romanem Lentnerem.
Urodził się 15 grudnia 1937 roku w Chropaczowie, który aktualnie jest dzielnicą Świętochłowic. Rodzina Lentnerów żyła skromnie. Ojciec Romana, Paweł, pracował jako górnik w kopalni „Śląsk”. Przyszła gwiazda Górnika Zabrze miała brata i trzy siostry. Bohater tego tekstu mówił sam po latach, że gdyby nie piłka nożna, jego życie na pewno związało by się z kopalnią. Los chciał jednak inaczej.
Kolonia, która zmieniła jego życie
Całe życie Romana Lentnera mogło potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby nie wyjazd na… kolonie do Karlina. Niewielkie miasteczko w dzisiejszym województwie zachodniopomorskim miało stać się drugim domem młodego Ślązaka.
Wszystko zaczęło się od towarzyskiego meczu pomiędzy młodymi kolonistami, a miejscowym zespołem seniorów, który występował wtedy w B-klasie. Wynik był zupełnie niespodziewany. LZS Karlino zostało rozgromione aż 0:17, a Lentner zagrał znakomicie i strzelił kilka bramek.
Miejscowi kibice i działacze zaczęli namawiać młodych piłkarzy z Górnego Śląska na pozostanie i występy w klubie. Zadzwoniono także do rodziców Romka i przekonywano, że synowi będzie tam dobrze. Załatwiona zostanie mu praca w Państwowym Gospodarstwie Rolnym i będzie grał dla miejscowej drużyny. Poza tym zostać miało z nim również siedmiu innych kolonistów ze Śląska. Ponieważ w domu Lentnerów się nie przelewało, rodzice zgodzili się na to, żeby Romek nie wracał. Jako ciekawostkę dodam, że po roku dołączyło do tej grupy kolejnych siedmiu chłopaków. Wszyscy trenowali wcześniej w juniorskich drużynach Czarnych Chropaczów.
Lentner spędził w Karlinie aż 4 lata. Miejscowa drużyna ze Ślązakami w składzie zaszła aż do trzeciej ligi. Wspominał tamte czasy z rozrzewnieniem. Przyznawał, iż nie sądził wtedy, że piłka nożna odegra w jego życiu tak wielką rolę. Żałował, że żaden z jego kolegów z tamtej drużyny nie zrobił kariery sportowej. Niektórzy zostali w Karlinie na stałe, inni rozjechali się po świecie.
Powrót na Śląsk
W latach 50-tych ubiegłego stulecia modne były rywalizacje reprezentacji Ludowych Zespołów Sportowych. Roman Lentner trafił do kadry województwa koszalińskiego. Podczas spotkania z reprezentacją województwa poznańskiego dostrzegł go trener Michał Matyas, który polecił piłkarza do polskiej kadry juniorów. Młodzieniec ze Śląska zaczął otrzymywać powołania na obozy selekcyjne. Tam też poznał się ze Stanisławem Oślizło. Po kilku zgrupowaniach Lentner dostał się do dwudziestki najlepszych piłkarzy i został pełnoprawnym kadrowiczem.
W 1956 roku w Zabrzu rozegrany został mecz juniorów Polska – Rumunia. Romek wrócił już na Górny Śląsk z Karlina i wystąpił w tym spotkaniu. Wyróżniał się, a starcie oglądało wielu trenerów klubowych. Efektem było zainteresowanie Ruchu Chorzów, Górnika Zabrze i Naprzodu Lipiny. Młody chłopak nie miał doświadczenia i podpisywał wszystko, co podsuwali mu działacze. Zrobiło się wokół tego zamieszanie i Lentner otrzymał 3 miesiące dyskwalifikacji.
Najbardziej wytrwali okazali się wtedy przedstawiciele Górnika Zabrze. Szybko załatwili wszystkie formalności i Romek stał się zawodnikiem Zabrzan. Działo się to wszystko wtedy, gdy Górnik nie miał jeszcze na koncie żadnego tytułu mistrzowskiego. Złoty okres zabrzańskiego klubu miał dopiero nadejść.
Górnik Zabrze
Debiut w barwach „Trójkolorowych” wypadł w przegranym 0:2 meczu na własnym stadionie przeciwko ŁKS Łódź. Miało to miejsce 2 września 1956 roku. Lentner był jeszcze w wieku juniora. Obawiał się przyjęcia w drużynie. Niepotrzebnie. Po latach wspominał, że do doświadczonych kolegów z szatni mówił na początku na „Pan”. Jednak górnicza starszyzna szybko wybiła mu z głowy ten oficjalny ton mówiąc zgodnie:
– Przestań nam, pieronie, „panować”, jesteśmy przecież w jednej drużynie.
Roman Lentner przejął lewe skrzydło zabrzan „na własność”. Był niezastąpiony. Zdarzało mu się grywać także jako „łącznik” w systemie 2-3-5. Była to pozycja pomiędzy napastnikiem, a skrzydłowym w 5-osobowym ofensywnym bloku. Jak na zawodnika, który nie był napastnikiem, strzelił bardzo dużo goli, bo aż 87 w 296 meczach w barwach „Trójkolorowych”.
Nie zawsze jednak współpraca Lentnera z kolegami na boisku wyglądała idealnie. Był uparty i szybko się denerwował. Zygfryd Szołtysik tak wspominał trudne momenty:
– Czasami z Romkiem rzeczywiście ciężko się grało, lubił dostawać piłkę do nogi. Kiedy było inaczej, krzyczał i się denerwował. Czasami wprowadzało to na boisku niepotrzebne nerwy. Właśnie dlatego nie lubił z nim grać Jurek Musiałek. Posyłaliśmy więc na jego stronę Ernesta Pohla, bo na niego raczej nie krzyczał.
Za czasów trenera Kalocsaya zaczął uchodzić za zawodnika mało wszechstronnego. Nowy szkoleniowiec zaczął od Lentnera wymagać gry także w defensywie, asekuracji i operowania w innych rejonach boiska niż dotychczas. Nie pasowało mu to i gubił się często w nietypowych dla siebie akcjach.
Najszybsza bramka
Roman Lentner jest autorem najszybszej bramki w historii zabrzańskiego klubu. Padła ona już w 6 sekundzie meczu przeciwko Zagłębiu Sosnowiec w 1957 roku. Natknąłem się jednak na pewną nieścisłość związaną z opisem okoliczności jej zdobycia przez skrzydłowego. Artykuły i książki powielają wersję o nastrzeleniu Lentnera piłką przez obrońcę Antoniego Konopelskiego, która to po trafieniu zawodnika w głowę, wpadła do bramki. Sam strzelec podaje jednak inną wersję wydarzeń:
Na ratunek Krowiarki
W 1966 roku Lentnerowi przytrafia się paskudna kontuzja. W towarzyskim meczu przeciwko Szwedom upadł pechowo na bok. Nie wyglądało to groźnie, jednak następnego dnia piłkarz nie był w stanie podnieść nogi do góry na treningu. Pojawiły się bóle, w których pomagała jedynie morfina. Lekarze ze szpitala górniczego chcieli wykonać punkcję kręgosłupa, ale piłkarz się na ta to nie zgodził. Po wypisie do domu pojawia się kolejna komplikacja. Zapalenie nerwu kulszowego. Ratunkiem stał się ośrodek w Krowiarkach opodal Raciborza. W 1967 roku Lentner przebywa tam około 4 miesiące. Leczenie było ciężkie. Wymagało bolesnych zastrzyków, masaży i rozciągania kręgosłupa przy użyciu specjalnych ciężarków. Terapia przyniosła jednak dobre efekty. Piłkarz wrócił do treningów w Górniku, jednak nigdy nie zagrał już dla reprezentacji.
Pech nie opuszcza Lentnera
Kolejne nieszczęście spotkało piłkarza w 1969 roku. Stało się to podczas wyjazdu Górnika Zabrze na tournee po Ameryce Środkowej i Południowej. Podczas treningu w Kolumbii na grząskim boisku doszło do sytuacji, w której bramkarz Jan Gomola upadł całym ciężarem ciała na lewą nogę Lentnera. Niestety doszło do złamania kości. Noga została złożona w kolumbijskim szpitalu. Piłkarz przez jakiś czas dochodził do siebie, a następnie dołączył do drużyny na Florydzie. Do Polski wrócił już razem z kolegami.
W kraju okazało się jednak, że kość w lewej nodze została źle złożona. Trzeba było połamać ją na nowo i złożyć prawidłowo. Lentner nie zgodził się na to. Myślał, że samo minie. Bóle były jednak coraz bardziej uciążliwe. Dodatkowo nie umiał już biegać tak szybko jak kiedyś, szybko się męczył. Trener Geza Kolocsay uznał, że nie ma już szans na powrót zawodnika do dawnej formy i podziękował mu za współpracę.
Piłkarz próbował jeszcze swoich sił w Górniku Wesoła, ale utraciwszy swój największy atut, jakim była szybkość, nie odczuwał już dawnej przyjemności z przebywania na boisku.
Reprezentacja
Debiut Lentnera w reprezentacji Polski miał miejsce w 1957 roku w przegranym towarzyskim meczu przeciwko Turcji (0:1). Piłkarz miał wtedy zaledwie 19 lat. Spotkanie to rozegrane zostało w maju, a w październiku skrzydłowy wyszedł w podstawowym składzie na arcyważny mecz przeciwko ZSRR na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Było to starcie w ramach eliminacji mistrzostw świata. Polacy wygrali 2:1 po dwóch golach Gerarda Cieślika, a Lentner zagrał znakomite zawody. Jego występ w tym spotkaniu nie był jednak oczywisty.
Tak wspomina ten występ sam piłkarz:
– Byłem najmłodszy w tamtej drużynie. Przed spotkaniem było tradycyjne zebranie sztabu trenerskiego i ustalono skład. Miał zagrać Baszkiewicz (przyp. Gwardia Warszawa). Przyjąłem to bez żalu, bo był w dobrej formie, a ja miałem dopiero 19 lat. Pamiętam, że na zgrupowaniu spokojnie grałem w karty. Nazajutrz śniadanie, pogadanka i nagle bomba. Selekcjoner Henryk Reyman decyduje po naradzie, że to jednak ja wyjdę na boisko w pierwszym składzie. Lentner na lewym! To było dla mnie wielkie przeżycie. W ostatnią noc przed meczem spać nie mogłem.

Decyzja selekcjonera była odważna, ale miała swoje uzasadnienie. Tuż przed zgrupowaniem kadry Górnik Zabrze wraz z Lentnerem w składzie udał się na serię meczów towarzyskich z klubami francuskimi. Skrzydłowy rozegrał fantastyczne spotkania przeciwko Metz, Olympique Lyon oraz Nantes. Strzelił w nich kilka bramek, a jedna piękniejsza od drugiej. Rywalem do miejsca na lewej flance reprezentacji był starszy o 4 lata Krzysztof Baszkiewicz. Niestety dla niego mecze, które rozegrał na tournee Gwardii Warszawa w Anglii, nie przekonały selekcjonera Reymana i finalnie postawił na młodziutkiego Ślązaka.
Lentner zagrał w reprezentacji Polski 32 mecze i strzelił w nich 7 goli.
Na koniec ciekawostka. Gol Romana Lentnera w wygranym 3:1 meczu przeciwko Francji (Paryż, 1962). Był on nietypowy dla skrzydłowego, ponieważ został zdobyty… prawą nogą.
Po zakończeniu kariery
Po zakończeniu kariery piłkarskiej Roman Lentner został zatrudniony jako górnik dołowy w kopalni „Makoszowy”, który został oddelegowany do pracy w klubie „Walka”. Trenował tam młodsze grupy przez kilka lat. W 1988 roku wyjechał wraz z rodziną do Niemiec. Próbował nawet grać w oldboyach, ale zdrowie na to nie pozwoliło. Przeszedł dwa zawały serca. W Berlinie pracował jako ochroniarz. Pracował między innymi przy meczach miejscowej Herthy i podczas wizyty Jana Pawła II w 1996 roku.
Zmarł w Berlinie 15 marca 2023 roku w wieku 86 lat.
Jak Lentnera zapamiętali koledzy z boiska?
Hubert Kostka:
– Romek to jeden z najlepszych polskich lewoskrzydłowych wszech czasów. Grę na lewym skrzydle miał opanowaną do perfekcji, kątem oka widział, co się dzieje wokół, i podejmował najlepsze decyzje. Na pięciu metrach potrafił uciec obrońcy na cztery metry! Kiedy złapał piłkę na lewym skrzydle, nie dało się go już zatrzymać. To był naturalny talent. Samorodek. Nikt nie musiał go uczyć biegania, sposobu centrowania, ułożenia ciała. Przychodziło mu to z łatwością, naturalnie.
Stanisław Oślizło:
– Nie widziałem w życiu takiego lewoskrzydłowego. Miał typowe zalety piłkarza na tej pozycji, ale do tego zdobywał mnóstwo bramek, co przecież nie było zadaniem skrzydłowych. Chylę przed nim czoła. Pamiętam, że Roman miał niesamowitą smykałkę nie tylko do piłki, ale i do.. kart. Grał w tym swoim Chropaczowie, ale kiedy przyjeżdżał po kartach na treningi Górnika, z kieszeni często wysypywały my się drobne, które wygrał.
Henryk Latocha:
– Do dziś pamiętam, jak Romek pomógł mi podczas meczu z Manchesterem United w 1968 roku. Nie czułem się a murawie pewnie, a kilka jego praktycznych wskazówek wszystko zmieniło. Jestem mu za to wdzięczny. Utrzymujemy świetny kontakt do dziś.
Włodzimierz Lubański:
– Był skryty i chodził własnymi drogami. Na pewno nie był chłopakiem, który wodziłby rej w grupie. Nie zależało mu na tym.
Ciekawostki
- Jako jeden z nielicznych piłkarzy w okresie juniorskim, występował aż w trzech różnych klubach: Czarni Chropaczów, LZS Karlino i Górnik Zabrze.
- Za transfer do Górnika Zabrze Lentner otrzymał ubranie: garnitur i buty.
- Jako pierwszy zawodnik rozegrał 200 meczów w barwach Górnika Zabrze.
- Jeśli już do czegoś się przyzwyczaił, nie chciał tego zmieniać. Przez długi czas miał jedną parę piłkarskich butów, które w razie potrzeby, były naprawiane przez zaufanego szewca.
Poprzednie materiały o górniczych legendach
Źródła
- Roosevelta81.pl
- „Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach” – Paweł Czado
- „Górnik Zabrze – dzieje legendy” – Andrzej Gowarzewski
- wikigornik.pl
Foto:
- polska-pilka.pl
- Górnik Zabrze
Wideo:
- GórnikTV (YT)
- PeleK (YT)











Ciekawy artykuł o jednej z wybitnych postaci w historii Górnika. Nietypowy przypadek kariery, która zaczęła się od pobytu na koloniach. A swoją drogą w bliskim mi również Górniku Wesoła pod koniec swojej kariery grał nie tylko Roman Lentner, ale także inna z legend – Stefan Florenski. Stąd też pochodzi były znakomity bramkarz Trójkolorowych Eugeniusz Cebrat. I również właśnie w tej spośród wszystkich dzielnic Mysłowic zawsze była i jest najliczniejsza ekipa kibicow KSG.
Dzięki.
O Stefanie Florenskim powstał już tekst w tym cyklu.
Zapraszam do lektury, bo uważam nieskromnie, że jest całkiem niezły.
https://roosevelta81.pl/stefan-florenski-stoper-z-klasa/
Ten tekst czyta się z przyjemnością. Łezka w oku się kręci …..
Brawo za zaangażowanie i materiał.
S.pozdrowienia z Będzina
Dziękuję bardzo. To dużo dla mnie znaczy. Wiem, że to nie jest cykl, który „zrobi wyświetlenia”, ale i tak uważam, że warto. Żeby zbudować coś trwałego, musimy pamiętać o fundamentach. A Ci ludzie są właśnie takim fundamentem. Dlatego też Wasze miłe słowa są dla mnie ważne, bo widzę, że nie tylko ja tak to postrzegam. Jeszcze raz dziękuję.
„Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach” Pawła Czado- bardo dobra książka, każdy kibic Górnika powinien ją mieć w swojej bibloteczce
Bardzo zgrabnie zredagowany tekst. Pisząc w ten sposób (lekko, interesująco) o historii, można przyciągnąć wielu, którzy fanami zamierzchłych epok nie są. Redaktorze PeCet nie ustawaj. Szkoda by było…po prostu.