Stefan Florenski. Stoper z klasą

5
2599

Wielu kibiców Górnika Zabrze, którzy zostali by zapytani o najlepszego obrońcę w historii klubu, bez wahania odpowie "Stanisław Oślizło". Był jednak jeszcze jeden. Równie znakomity, choć mniej znany. Stefan Florenski.

Urodził się 17 grudnia 1933 roku w Sośnicy (podobnie jak Włodzimierz Lubański i Lukas Podolski) jako Ginter Florenski. Imię zmieniono mu urzędowo po wojnie. Przygodę z piłką zaczął w miejscowym A-klasowym zespole. Grał na pozycji napastnika i strzelał dużo goli. W 1956 roku jego drużyna zagrała sparing z Górnikiem Zabrze, który występował już wtedy w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przegrała go co prawda wysoko (0:8), ale Florenski wpadł w oko trenera Zabrzan Augusta Dziwisza. Niedługo potem dało się w Górniku usłyszeć głosy "Brać go do nas, brać go".


Pierwszy był Piast


Wielu działaczy i kibiców widziało młodego zawodnika z Sośnicy w szeregach zabrzańskiego pierwszoligowca. Florenski jednak liczył się bardzo ze zdaniem Władysława Lubańskiego (ojca Włodzimierza). Był on sztygarem w kopalni "Sośnica", w której pracował młody Stefan. Odradzał on "Florkowi" przenosiny do Górnika. Obawiał się, że chłopak wpadnie w złe towarzystwo i zniszczy swoją karierę. Doradzał mu przejście do drugoligowego wtedy miejscowego Piasta. I tak też się stało. Zawodnik podpisał wstępny kontrakt z gliwickim zespołem, jednak Zabrzanie nie złożyli broni.

Z zakusami działaczy Górnika wiąże się zabawna historia. Na tyłach gospodarstwa Florenskich w Sośnicy była spiżarnia. Stefan używał jej jako schronienia, gdy przyjeżdżali działacze z Zabrza, by po raz kolejny namawiać go do zmiany barw. Piłkarz nie był na początku przekonany do tego pomysłu. Kuszono go pewnym miejscem w pierwszym składzie u boku znanych i znakomitych zawodników. Po jakimś czasie Florenski zgodził się na podpisanie umowy z Górnikiem.


Filar obrony


Zadebiutował w wygranym (4:1) meczu Pucharu Sportu przeciwko Stali Huta Kościuszko. Stało się to 3 lutego 1957 roku. Notatka z prasy po tamtym meczu brzmiała następująco:

- Z nowości oglądaliśmy obrońcę Florenckiego (wiele razy przekręcano w mediach jego nazwisko). To typ gracza o dość znacznej szybkości, energicznie wkraczającego w każdą akcję i - co dość ważne - władającego biegle oboma nogami." 

Przed przyjściem "Florka" Górnik Zabrze nie miał na koncie żadnego tytułu mistrza Polski. Pierwszy z nich padł łupem Zabrzan właśnie w 1957 roku, w którym to zawodnik zadebiutował w koszulce "Trójkolorowych". 

Przez wiele lat występował w duecie stoperów u boku wspaniałego piłkarza i kapitana - Stanisława Oślizło. Dla wielu rywali stanowili mur nie do przejścia. Florenski był prekursorem stosowania wślizgów na polskich boiskach. Przeczytacie o tym więcej w dalszej części tekstu.

W barwach Górnika Florenski rozegrał aż 345 spotkań (w tym 258 ligowych). Jego dorobek klubowy wygląda następująco:

  • 9-krotny mistrz Polski (1957, 1959, 1961, 1963, 1964, 1965, 1966, 1967, 1971)
  • 5-krotny zdobywca Pucharu Polski (1965, 1968, 1969, 1970, 1971)
  • Finalista Pucharu Zdobywców Pucharów (1970)

Z piętnastoma medalami MP jest rekordzistą wszech czasów tych rozgrywek!

Polecamy świetny materiał o piłkarzu na kanale klubowym:


Reprezentacja


Debiut Florenskiego w reprezentacji przypadł na spotkanie z Bułgarią w Sofii we wrześniu 1957 roku. Był to mecz towarzyski. Piłkarz rozegrał go w pełnym wymiarze czasowym. Polacy zremisowali 1:1. Już trzy tygodnie później stoper rozegrał najważniejszy dla swojej rozpoznawalności zwycięski (2:1) mecz przeciwko ZSRR w Chorzowie w październiku 1957 roku.

Tak mówiła o tym okresie żona piłkarza:

- Po tym meczu ze Związkiem Radzieckim mąż z właściwie nieznanego zawodnika stał się bardzo popularny. Już nie pamiętam, kto publicznie powiedział "Proszę państwa można zawołać głosem Oscara Wilde'a: po co wam słońce, przed tym człowiekiem warto zdjąć kapelusz". Byłam taka dumna...

Reprezentacja Polski przed zwycięskim meczem przeciwko ZSRR w Chorzowie. Stefan Florenski stoi jako piąty z prawej.

Niestety przygoda Florenskiego z kadrą nie trwa tak długo, jak powinna. Na drodze reprezentacyjnej kariery zawodnika stanął konflikt z działaczami. Kością niezgody okazały się... buty Adidasa. W 1959 roku zaplanowano mecz towarzyski z RFN w Hamburgu. Zawodnikom obiecano sprzęt wspomnianej marki. Florenski akurat w tym okresie był kontuzjowany, więc buty, które były przeznaczone dla niego, dostał inny zawodnik. Upominał się o nie potem, ale był za każdym razem zbywany. Obraził się wtedy na działaczy i od tej pory za każdym razem po otrzymaniu powołania, wysyłał zwolnienie lekarskie.

Do powrotu dał namówić się w wieku 34 lat. Był jednak nadal w znakomitej formie, a mecz z Irlandią miał odbyć się na Stadionie Śląskim. Polacy pokonali Wyspiarzy 1:0. Florenski nie przeczuwał, że będzie to jego ostatni mecz w biało-czerwonych barwach.

Po wielu latach żona piłkarza zdradziła jednak jeszcze jeden powód, który mógł mieć wpływ na decyzje piłkarza:

- Kiedy wyjeżdżał na mecze reprezentacji albo mecze z Legią, nie zawsze było mu miło. Mówił po śląski, więc często słyszał kąśliwe docinki. Piłkarze udawali, że go nie rozumieją. Bolało go to. 

Mistrz wślizgów


Wślizg wydaje się współczesnym kibicom zagraniem zupełnie oczywistym. Trudno wręcz wyobrazić sobie mecze, w których zabrakło by tego elementu piłkarskiego rzemiosła. W latach 60-tych ubiegłego stulecia było to jednak coś zupełnie nowego. Szczególnie na polskich boiskach. 

Zagranie to zostało podpatrzone przez Stefana Florenskiego podczas jednego z meczów w Austrii. Wyglądało na bardzo skuteczne. Piłkarz zaczął je trenować i praktykować na boiskach w kraju i podczas meczów reprezentacji. W meczach międzypaństwowych sędziowie traktowali je jako normę. W przypadku arbitrów polskich bywało różnie. Musiało upłynąć trochę czasu, zanim zaczęto je uznawać za czyste. Dzięki "Florenkowi" wślizg stał się coraz powszechniej stosowanym zagraniem na rodzimych boiskach. Na początku jednak trenerzy i działacze prosili piłkarza, by starał się nie ryzykować i nie przeprowadzać takich interwencji we własnym polu karnym.

Jan Kowalski:
- To "Florek" je u nas wprowadził, miał je opanowane do perfekcji. 

Marianna Florenska:
- Robił to bardzo sprytnie. W dodatku bardzo szybko potrafił się z tego wślizgu podnieść. Inni męża naśladowali, ale nikt tak tego nie robił jak on.

Roman Lentner:
- "Florek" na treningach próbował swoje wślizgi właśnie na mnie.

Stanisław Oślizło:
- Lata całe byliśmy w parze środkowych obrońców. Podpatrywałem, jak "Florek" robi te wślizgi, ale regularnie zaczęliśmy je trenować za kadencji Jasia Kowalskiego (od 1972 roku). Florenski pięknie potrafił zrównać się, albo nawet i wyprzedzić przeciwnika, a potem bardzo czysto, bez dotykania rywala wygarniał lub wybijał tę piłkę.


Połączył dwa pokolenia


Florenski był piłkarzem, który połączył dwa pokolenia zawodników Górnika Zabrze. Gdy przychodził do klubu w 1957 roku grali w nim tacy zawodnicy jak Ernest Pohl, Henryk Hajduk, Antoni Franosz, Roman Lentner czy Edmund Kowal. Gdy w 1971 roku rozgrywał ostatni mecz w barwach "Trójkolorowych", kluczowymi graczami byli Jerzy Gorgoń, Zygfryd Szołtysik, Jan Banaś i Włodzimierz Lubański. Florenski był dla nich mentorem, który wprowadzał ich do wielkiej piłki. Był także dobrym kolegą, a czasem nawet przyjacielem. Za sprawą Władysława Lubańskiego z jego synem Włodzimierzem znał się zanim trafił do Górnika Zabrze. Był dla niego jak starszy brat.

Także przyjaźń z Ernestem Pohlem przetrwała próbę czasu. Wiąże się z nią wzruszająca historia. Gdy Florenski mieszkał już z rodziną w Niemczech, Pohl wielokrotnie bywał gościem w jego domu. Tak o tym okresie opowiada żona piłkarza Marianna:

- Kiedy Ernest przeprowadził się do Niemiec, dwa razy w roku wpadał do nas na kilka dni i zawsze był miłym gościem. Wspominaliśmy stare czasy. Do dziś w szafie mamy jego sweter. Zapomniał go i zostawił o nas na trzy miesiące przed śmiercią. Obiecywał, że odbierze, ale nie zdążył. Trzymamy go teraz na pamiątkę.


Życie prywatne


Stefan Florenski poznał swoją żonę w czasie, gdy pracował w kopalni "Sośnica" przy transporcie węgla. Marianna był zatrudniona wtedy w sekretariacie zakładu. Jeździli też razem na prace społeczne do Pławniowic, gdzie pomagali rolnikom przy żniwach. W ramach wdzięczności obdarowywani byli na przykład... maślanką. "Florek" zaprzyjaźnił się w tym czasie z młodziutkim Włodzimierzem Lubańskim. Był dla niego jak starszy brat.

Ślub Mariany i Stefana odbył się w 1958 roku. Panna młoda jako prezent od zawodników Górnika dostała nudelkulę (wałek do ciasta). Wesele odbyło się w Sośnicy. Zawitali na nie koledzy "Florka" z boiska wraz z partnerkami. Zabawa była przednia, pojawił się jednak problem z powrotem do domu, bo towarzystwo było "na gazie". Znalazło się jednak rozwiązanie. Jeden z weselników był kierowcą wywrotki. Zaprosił więc gości na pakę i tak wrócili do Zabrza. Na miejscu kierowca podniósł wozidło i wysypał wesołe towarzystwo, po czym... odjechał.

 Tak po latach mówił o tym ślubie Włodzimierz Lubański:

- Przyjechałem ukradkiem popatrzeć na ślub, właściwie w krzakach siedziałem, żeby zobaczyć, jak się żeni piłkarz. Pohl przyjechał ifą*. Dla mnie, młodego człowieka, było to wielkie przeżycie. W Zabrzu były wtedy jakieś dwa samochody na krzyż, a tu piłkarz przyjeżdża takim samochodem. Ja też tak chciałem!

* IFA - małolitrażowy samochód osobowy produkowany przez koncern z NRD. Był to luksus jak na tamte czasy.  

W 1981 roku rodzina Florenskich wyjechała na święta do mamy Stefana do Niemiec. Chwilę potem ogłoszono w Polsce stan wojenny. Znajomi z kraju doradzali im pozostanie za zachodnią granicą. Opowiadali o tym, że w Polsce jest niebezpiecznie, wszędzie wojsko. Rodzina Florenskich zdecydowała się zamieszkać w Hamm, gdzie osiedliło się już wcześniej wielu Ślązaków. Stefan znalazł zatrudnienie na kopalni. Był operatorem maszyny, która ciągnęła wozy z węglem.

Na emeryturę przeszedł w 1986 roku. Mając więcej wolnego czasu postanowił wraz z córką Zuzanną zorganizować mecz wspomnień związany z Górnikiem Zabrze. Rywalem miał być Ruch Chorzów. Przyjechało wielu dawnych kolegów i rywali z ligowych boisk. Przybył także znakomity Gerard Cieślik. Zainteresowanie spotkaniem przeszło najśmielsze oczekiwania organizatorów. Pojawiło się aż 12 tysięcy kibiców! Przyjechali z różnych stron Niemiec, żeby oddać hołd wspaniałemu piłkarzowi.

Stefan Floreński zmarł 23 lutego 2020 roku w Hamm w wieku 87 lat.


Turniej im. Stefana Florenskiego


Od kilku lat w niemieckim Hamm organizowany jest turniej ku pamięci Stefana Florenskiego. Na miejscu pojawiają się wtedy dawne gwiazdy Górnika Zabrze i Sośnicy Gliwice. W ramach tego wydarzenia odbywają się licytacje, z których przychód przekazywany jest Akademii Górnika Zabrze. Relację z tego wydarzenia z 2024 roku znaleźć możecie TUTAJ.

Materiał wideo z turnieju, który odbył się w tym właśnie roku:

Jako ciekawostkę dodajmy na koniec, że postać legendarnego stopera przypomniał ostatnio Zawodnik Rezerwowy w swojej nowej piosence:

Poprzednie materiały o legendach Górnika Zabrze:

Źródła:

  • Roosevelta81.pl
  • wikigornik.pl
  • "Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach" - Paweł Czado
  • "Górnik Zabrze - dzieje legendy" - Andrzej Gowarzewski

Foto:

  • polska-pilka.pl
  • Newspix / Dariusz Hermiersz/ sport-foto.pl
  • Muzeum Miejskie w Zabrzu
  • Eugeniusz Warmiński (newspix.pl)

Wideo:

  • GórnikTV
  • Reprezentacja Polski
  • Zawodnik Rezerwowy
  • pp-tv
5 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Tata opowiadał że to wielki piłkarz był.
Ale przy okazji warto powiedzieć w jaki sposób traktowano Ślązaków po wojnie. Zmiana imion bo Polsce się nie podobało. Ręce opadają.

👍

Zgadza się. Ale to temat na zupełnie inną opowieść. Pozdrawiam.

Floreńskiemu zmieniono imię, a Pohl pozbył się w nazwisku „h”, zostając Polem.

To nie Pohl zmienił sobie nazwisko,tylko je mu zamieniono urzędowo.Warszawiacy piszą , że u nich grał najlepszy strzelec ekstraklasy a nie potrafią nawet poprawnie napisać jego nazwiska, dobrowolnie też nie grał w Legii bo został powołany do odbycia obowiązkowej służby wojskowej, więc Legia niejednokrotnie za darmo tak” powoływała”najlepszych zawodników z całej Polski