Robert Warzycha: O murowaniu bramki nie ma mowy

Spark  -  11 kwietnia 2014 19:42
523

Warzycha_Slask_Gornik1314
– Gra na remis byłaby niebezpieczna. Poza tym pamiętamy o naszych kibicach, którzy chcą, żeby Górnik stwarzał sobie sytuacje, żeby dzięki swojej determinacji dominował nad rywalem. I tak będzie starali się grać –
zapowiada trener zabrzańskiej drużyny w rozmowie ze “Sportem”.

Podoba się Panu reforma ligi? Marek Saganowski na przykład mówi, że jego zespół zostanie zaraz okradziony z punktów…

Robert Warzycha (trener Górnika): Gdybyśmy byli na pierwszym miejscu, prawdopodobnie mówilibyśmy to samo (śmiech). Z punktu widzenia kibica ta reforma jest jednak bardzo ciekawa. Każdy mecz może mieć decydujące znaczenie, więc drużyny walczą na śmierć i życie. Inaczej niż w poprzednich latach, kiedy zdarzały się spotkania toczone w dość spacerowym tempie. Po prostu mamy emocje. Ba, one sięgają zenitu. I nie chodzi tylko o zespoły walczące o mistrzostwo albo utrzymanie. To dotyczy wszystkich. Proszę spojrzeć… Wystarczy, żebyśmy wygrali jeden mecz, a bylibyśmy w ścisłej czołówce. Szkoda, bo szanse były. Na dwie minuty przed końcem rywalizacji z Pogonią sam na sam z bramkarzem był Tomas Majtan. Ze Śląskiem ten sam zawodnik mógł wyłożyć piłkę na strzał do pustej bramki Drewniakowi. Gdyby z kolei w meczu z Jagiellonią Prejuce Nakoulma podał do środka zamiast strzelać, to zrobiłoby się 4:2, a nie 3:3.

Skoro Lech jest “w gazie”, a wam do załapanie się do grupy mistrzowskiej brakuje tylko punktu, to w sobotę powinniśmy się spodziewać Górnika defensywnego?

– To byłaby niebezpieczne taktyka. Poza tym pamiętamy o naszych kibicach, którzy mają nadzieję, że ten mecz będzie wyglądał tak… jak wyglądać powinien. Oni chcą, żeby Górnik stwarzał sobie sytuacje, żeby dzięki swojej determinacji dominował nad rywalem. I tak będziemy starali się grać. O murowaniu bramki nie ma więc mowy. Jestem optymistą, bo coraz rzadziej zdarza się, by nasz przeciwnik przejmował kontrolę nad grą. Ważne jednak, byśmy w sobotę nie byli tylko grupą indywidualistów, ale prawdziwym zespołem. Jeśli to się nam uda, o wynik będę spokojny.

Na przedmeczową konferencję zabrał pan Grzegorza Kasprzika. Norbert Witkowski wraca więc na ławkę?

– Przy obsadzie bramki mamy w tej chwili jasny wybór – albo Kasprzik, albo Witkowski. To dwaj równorzędni bramkarze. Szczerze? Nie zdecydowaliśmy jeszcze, który będzie bronił. Pewne jest to, że tych bramek tracimy zbyt wiele.

Weźmie pan pod uwagę to, że Kasprzik ma poznaniakom coś do udowodnienia?

– Dla niego największą motywacją jest to, że może bronić w klubie, w którym się wychował, gdzie ma swoich kibiców. W ogóle Górnik ma fanów, którym jesteśmy winni naprawdę sporo. Świetnie dopingują, jeżdżą z nami na mecze wyjazdowe.

Ostatni wyjazd zapamiętają głównie z powodu kuriozalnych goli rywala. Długo spędzały panu sen z powiek?

– Długo. Takie bramki traci się naprawdę rzadko. Zrobiliśmy wiele, by w tym meczu sobie pomóc, ale jednocześnie już na jego początku przytrafił się ba tam taki błąd, który “ustawił” grę.

Nie korci pana, by do środka obrony przesunąć Radosława Sobolewskiego?

– Jest to jakaś opcja, bo Radek na stoperze grywał już niejednokrotnie. W sytuacji, kiedy z Lechem nie może wystąpić Szymon Drewniak, Radek najlepiej spisze się jednak w roli tego człowieka, który “trzyma” drugą linię.

Kiedy będzie mógł pan brać pod uwagę Adama Dancha?

– Na razie zagrał dwa mecze w rezerwach – 45 i 70 minut. Czekamy na to aż będzie nam mógł pomóc, ale czy już w tym meczu? To wielki znak zapytania. Musimy podjąć takie ryzyko, czy nie lepiej będzie mieć go w pełnej gotowości na te siedem meczów po podziale ligi.

Podobne wątpliwości ma pan też zapewne przy Mateuszu Zacharze.

– Jest w o tyle lepszej sytuacji od Dancha, że po wyleczeniu kontuzji w pierwszym zespole – meczem z Jagiellonią – już się pokazał. Na treningach również prezentuje się dobrze. Wszystko sprowadza się do tego, czy jest już gotowy na 90 minut. Bo zawodników, którzy nie mają sił na całe spotkanie, za dużo w składzie mieć nie można. Zwłaszcza w naszej sytuacji, gdy co chwilę dotykają nas kolejne kontuzje. W trakcie pojedynku z Jagiellonią z boiska musiało zejść przecież trzech zawodników, a problem miał też Radek Sobolewski.

Źródło: Sport
Foto: Ewa Dolibóg/Roosevelta81.pl