Prokurent Górnika: To było błędne koło, z którego Górnik wyszedł

Milo  -  2 kwietnia 2015 13:11
0
719

andrzej_pawlowski

Nie da się pewnych rzeczy zrobić na skróty, bo piłkarze mają ważne kontrakty, które trzeba szanować. Mniej więcej za dwa lata chcielibyśmy jednak ograniczyć tę kwotę do 21 milionów rocznie. Górnik w ostatnich kilku latach rok w rok generował mniej więcej dziesięć milionów długu – mówi dla „Sportu” Andrzej Pawłowski, prokurent Górnika Zabrze.

O licencję jest pan spokojny?

– Spokojny, ale życie uczy pokory. Myślę, że spełniliśmy wszystkie warunki, by otrzymać ją w pierwszym terminie, aczkolwiek nie wykluczam, że jeszcze jakieś pismo czy wyjaśnienie będziemy musieli komisji licencyjnej dostarczyć.

Wróćmy do obligacji. Kwota jest na polskie warunki ogromna…

– 35 milionów i całość była skierowana do Getin Noble Banku. Jeżeli chcieliśmy jednym ruchem uciąć wszelkie długi, potrzebna była właśnie taka kwota. Na koniec 2014 roku mniej więcej tyle wynosiły zobowiązania spółki w gotówce. Pieniądze wpłynęły na nasze konto i…

Już ich nie macie

– Nie do końca tak jest, ale niewiele się pan pomylił. Z tej kwoty uregulowaliśmy zobowiązania wobec podmiotów fizycznych i prawnych, dzięki czemu przywracamy zdolność operacyjną Górnika. Pieniądze nie spadły z nieba, tę kwotę też trzeba będzie kiedyś oddać, ale różnica jest kolosalna. Przede wszystkim dług krótkoterminowy zamieniliśmy na długoterminowy. Uregulowaliśmy w całości zadłużenie wobec piłkarzy, ich menedżerów i firm, którym zalegaliśmy pieniądze. Nie rosną odsetki, przestajemy generować koszty obsługi długu, które sięgały nawet kilku milionów rocznie, nikt nie nie będzie do klubu wysyłał komornika i pisał pism o nieprzyznanie Górnikowi licencji. Jeżeli powiem, że żyć z tym było trudno, to powiem… łagodnie. Jeżeli mieliśmy 10 tysięcy długu, a pojawiał się komornik i sprawa trafiała do sądu, to kwota rosła nawet o 100 procent. To było błędne koło, z którego Górnik wyszedł.

Ile kosztuje Górnika utrzymanie pierwszej drużyny?

– Najdroższy był rok 2013. Było to 27,5 miliona. Rok później tę kwotę udało się zmniejszyć mniej więcej o dwa miliony. Zawsze coś, ale to mało. Nie da się pewnych rzeczy zrobić na skróty, bo piłkarze mają ważne kontrakty, które trzeba szanować. Mniej więcej za dwa lata chcielibyśmy jednak ograniczyć tę kwotę do 21 milionów rocznie. Górnik w ostatnich kilku latach rok w rok generował mniej więcej dziesięć milionów długu. Dlatego obecna operacja ma sens tylko pod warunkiem ograniczenia kosztów do możliwości klubu. Wierzę, że inne będą za rok, kiedy na mecz teoretycznie będzie mogło przyjść 25000 ludzi, a nowy stadion być może przeciągnie reklamodawców. Ale dziś są określone i ograniczone. Musimy jednak oszczędzać na tyle mądrze, by utrzymać jakość sportową. Nie jest to łatwe, ale weźmy pod uwagę, że poza 2-3 klubami praktycznie wszyscy w Polsce tną koszty. Innej drogi nie ma.

Spłaciliście piłkarzy. Ponoć szczególnie na początku rozmów było… gorąco.

– Przyznaję, że może podeszliśmy do nich zbyt formalnie i urzędowo. Może oczekiwaliśmy, że zawodnicy zrezygnują ze zbyt dużych kwot. Inna jest też rozmowa z grupą 30 mężczyzn, którym jednak chce się coś zabrać, a inna, kiedy w gabinecie rozmawia się z każdym indywidualnie. Doszliśmy do porozumienia. Każdy z czegoś zrezygnował i myślę, że wszystkie strony są dziś zadowolone. Okazało się, że każdy z nas gra w jednej drużynie. To też ważne. Chciałbym jednak dodać, że klub już w ubiegłym roku porozumiał się z zawodnikami. Chodziło o to, że część ich wierzytelności będzie ściągnięta z przyszłych wpływów telewizyjnych. Kolejna taka cesja nastąpi w czerwcu.

Cały wywiad do przeczytania w „Sporcie” oraz na www.katowickisport.pl

Źródło: Sport
Foto: gornikzabrze.pl

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments