Paweł Bochniewicz po swoim powrocie do Górnika, stosunkowo szybko dostał okazję występu w ligowych zmaganiach. I trzeba ocenić jego występ jak najbardziej pozytywnie, choć sam zawodnik przyznaje, że bardziej od dobrych ocen jego osoby, ceniłby sobie wygraną zespołu.
Wróciłeś do Górnika niedawno, mecz w Gdyni można uznać za udany w Twoim wykonaniu.
– Pod względem indywidualnym czułem się ok. na boisku. Szczerze mówiąc wolałbym, abyśmy spotkanie z Arka rozstrzygnęli na swoją korzyść, a ja byłbym najsłabszy na placu. Priorytetem było zdobycie kompletu punktów, to troszkę boli, ponieważ byliśmy to w stanie zrobić.
Mecz mieliście pod kontrolą do czasu czerwonej kartki dla Adriana Gryszkiewicza.
– Piłka nożna to gra błędów. W jednym spotkaniu błąd robi dany zawodnik, w następnym to mogę być ja, czy ktoś inny. Nie ma co się użalać, tylko pracować nad unikaniem tych błędów.
Janota kilkakrotnie wcześniej próbował strzałów z dystansu, i ostatecznie nie zdołaliście go zablokować przy kolejnych uderzeniach i w końcu dopiął swego.
– Był to efekt tego, że w końcówce meczu nogi już nie biegają tak jak wcześniej. Graliśmy w dziesięciu i to na pewno miało wpływ na pewne zachowania. Trzeba oddać, że strzał był znakomity i „Gienek” nie miał szans go zatrzymać.
W ostatnich fragmentach, gra na przetrwanie?
– Grając w dziesięciu jest zawsze ciężej. Trzeba te strefy asekurować i uzupełniać. Wyglądało to niemal jak obrona Częstochowy.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto” Roosevelta81.pl