
Kto nie widział meczu niech żałuje. Górnicy zagrali dojrzałą piłkę na wysokim poziomie przez pełne 90 minut. Mecz ułożył się po naszej myśli, a Łukasz Madej dał znak jako pierwszy do "rozstrzelania" "Portowców". Ostatnio drugie połowy w wykonaniu zabrzan nie były najlepsze, na szczęście sztab szkoleniowy wyciągnął odpowiednie wnioski. Serce radowało się na widok gry "Trójkolorowych" w Szczecinie. Pod koniec meczu kibice Górnika krzyczeli głośno 1, 2, 3 - mało! "Mati" Zachara ich posłuchał i ustalił wynik spotkania na 4:1.
NA PLUS:
- widać, że drużyna tworzy kolektyw i umiała sobie poradzić bez Prejuce'a Nakoulmy. Bez naszego najlepszego ofensywnego zawodnika zdobyliśmy aż cztery bramki!
- piłkarze popisywali się szybkimi i skutecznymi podaniami na jeden dotyk, a Pogoń często nie wiedziała co się dzieje
- bardzo dobra taktyka i wyrachowana gra naszych piłkarzy. Mimo ogromnych problemów z kontuzjami poradziliśmy sobie doskonale
- forma fizyczna Radka Sobolewskiego, który rozegrał trzy mecze przez 90 minut w ciągu 10 dni
- po raz pierwszy od 5. kolejki, czyli derbów z Ruchem Chorzów, mecz zaczęła i skończyła ta sama para stoperów. Tego wyczynu dokonali Seweryn Gancarczyk i debiutujący Boris Pandża
- rozkręcający się z meczu na mecz Mateusz Zachara, który zdobył dwie bramki i zaliczył asystę
- spłacający kredyt zaufania od trenera Nawałki Łukasz Madej. To on był najjaśniejszym punktem w pierwszej połowie meczu. Z takim Madejem jesteśmy w stanie osiągnąć bardzo dużo
- genialna bramka Krzysztofa Mączyńskiego z rzutu wolnego jak na kapitana przystało. Takiego strzału nie powstydziliby się najwięksi eksperci od uderzeń ze stałych fragmentów gry
- skuteczność. 4 bramki na wyjeździe zdobyliśmy ostatnio grając w Łodzi na stadionie ŁKS-u w 2010 roku (I liga)
NA MINUS:
- błąd Steinborsa, który ewidentnie zawinił przy utracie gola
- znów nie udało się zagrać na zero "z tyłu". Pogoń trafiła do naszej siatki, kiedy grała już w osłabieniu
źródło: Roosevelta81.pl
foto: wiola/pogonszczecin.pl






