Ołeksandr Szeweluchin: Człowiek sam wie, czy w danym momencie daje z siebie więcej niż może, czy jednak lekko odpuszcza

Spark  -  14 marca 2014 08:16
337

szeweluchin
Jest takie powiedzenie, że na wiosnę wszystkie koty są szare. Do nas pasuje. Brakuje błysku, nie gramy tak efektownie, jak jesienią – mówi w wywiadzie dla “Sportu” Ołeksandr Szewluchin, obrońca Górnika.

W niedzielę przeczytał pan, że trener Ryszard Wieczorek nie prowadzi już Górnika… Jakie odczucia?

– To nigdy nie jest przyjemne, szczególnie kiedy okres pracy trenera był krótki. Na pewno może mieć poczucie, że nie był w stanie zrobić wszystkiego, co sobie założył. Poza tym gram w piłkę już długo i wiem, że w takich sytuacjach nigdy nie ma jednego. Zespół też musi mieć „kaca”, bo to piłkarze wychodzą na boisko. Jeżeli trener traci pracę, piłkarze również są za to odpowiedzialni. Działa to zresztą w dwie strony – jak są sukcesy, to nie tylko szkoleniowca wypada nosić na rękach.

Kiedy wracaliście z Bydgoszczy, brał pan pod uwagę, że może dojść do zmiany?

– Pół na pół… Skoro nie wygraliśmy od sześciu meczów w lidze, to można było spodziewać się wszystkiego.

Jak będzie pan wspominał trenera Wieczorka za dziesięć lat?

– Proszę wtedy zapytać to panu powiem.

Nie jest tak, że po Adamie Nawałce dostaliście za dużo swobody dostaliście?

– Na pewno było więcej, bo każdy trener jest inny. Pytanie – dobre to, czy złe? Wiele zależy od samego piłkarza, a nie chcę mówić za kolegów. Człowiek sam wie, czy w danym momencie daje z siebie więcej niż może, czy jednak lekko odpuszcza. W treningu, potem w meczu… Trener – moim zdaniem – ma pomóc piłkarzowi w tym, by dał z siebie absolutnie maksimum, a czasami nawet więcej. Przełamał ból, zmęczenie, stawiał sobie poprzeczkę trochę, ale wyżej. Człowiek czasami bywa wygodny. Jak ktoś cię nie „podkręci”, to trochę zaczynasz spoczywać na laurach i wydaje ci się, że zawsze będzie dobrze.  Nawet nie mówię teraz o Górniku, ale generalnie. Tacy po prostu jesteśmy.

Wniosek?

– Trener Nawałka potrafił przycisnąć i te rezerwy z ludzi wyzwolić.

Rok temu było jednak równie źle, jeżeli popatrzymy na wyniki Górnika. Prowadził was trener Nawałka.

– To jest niepokojące, bo raz może się zdarzyć, ale dwa już nie powinno. Jesteśmy do runy przygotowani dobrze. Przecież odpowiadali za to ci sami ludzie i wykonaliśmy swoją pracę solidnie. Jest takie powiedzenie, że na wiosnę wszystkie koty są szare. Do nas pasuje. Brakuje błysku, nie gramy tak efektownie, jak jesienią. Nie wygrasz 2-3 meczów, robi się nerwowo, traci się pewność siebie… Myślę też, że po udanej jesieni inaczej traktują nas rywale. Nie ma mowy o zaskoczeniu. Wiedzą, czego się po nas spodziewać i mamy z tym problem.

W dodatku sami strzelacie sobie gole…

– Można tak powiedzieć. I jeszcze czerwone kartki, dwa gole zdobyte przez rywali po spalonych, kontuzje… Tymi ostatnimi nie chcę nas tłumaczyć, bo to cały czas jest doświadczony zespół. Praktycznie bez debiutantów i może „posypać” się tak, jak w Lubinie czy w Bydgoszczy.

Sezon jest już stracony?

– Nie wyobrażam sobie byśmy cztery miesiące grali tak, jak graliśmy do tej pory. Wszystko jest jeszcze do wygrania. W lidze, w pucharze, tylko trzeba się obudzić.

Rozumiem, że o nowym trenerze pan nie wiele wie.

– Do poniedziałku nic, ale kiedy pojawiły się informacje, że Robert Warzycha będzie nas prowadził, to poszukałem informacji w internecie. Robi wrażenie. Mistrz Polski, dużo meczów w reprezentacji. A przede wszystkim ponad trzy lata w Evertonie. Musiał być dobry, bo w Anglii tylko tacy sobie radzili i radzą. Naprawdę jestem ciekaw jego treningów. Niby piłka wszędzie taka sama, ale wydaje się, że za oceanem pracuje się trochę inaczej. Zobaczymy, bo w sumie niewiele wszyscy wiemy.

Źródło: Sport
Foto: Kamil Dołęga/Roosevela