Marzył o zdobyciu bramki, a zawinił przy trafieniu Widzewa

Luq  -  1 kwietnia 2013 10:04
593

kopacz2
Bartosz Kopacz niespodziewanie zadebiutował w ekstraklasie w czwartkowym meczu przeciwko Widzewowi Łódź. W pełni zadowolony ze swojego występu być jednak nie mógł. – Na pewno ponoszę winę za straconego gola – przyznaje środkowy obrońca Górnika.

Adam Nawałka dokonał zmiany na środku obrony. Za Ołeksandra Szeweluchina zagrał Bartosz Kopacz. Mówiono, że roszada jest spowodowana drobnym urazem Ukraińca, ale wpływ na decyzję szkoleniowca miała również słaba postawa stoperów w poprzednich meczach. – W tygodniu ćwiczyliśmy różne zestawienia defensywy, ale dopiero w dniu meczu dowiedziałem się, że będę grał  – powiedział Kopacz. – Po treningach spodziewałem się jednak, że mogę dostać swoją szansę.

Dla piłkarza, który występował ostatnio na zapleczu ekstraklasy w barwach bydgoskiego Zawiszy, był to debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale jak podkreślił, tremy przed meczem nie było. – Na poziomie I ligi rozegrałem już ponad 40 spotkań, także starałem się podejść do tego spotkania jak do każdego innego. Wyszedłem bez kompleksów i grało mi się całkiem nieźle.

Mimo to, nie uniknął poważnego błędu. Nie ma wątpliwości, że był głównym winowajcą utraty gola. Na początku drugiej połowy defensorowi uciekł Bartłomiej Pawłowski i kapitalnym uderzeniem pokonał Łukasza Skorupskiego. – Powinienem być bliżej niego i zablokować uderzenie. Na pewno ponoszę winę za straconego gola – ocenia Kopacz, który liczył na znacznie lepszy premierowy występ w swoim wykonaniu. – Przed meczem miałem cichy plan, który zakładał, że uda mi się zdobyć bramkę.  Z taką myślą wchodziłem w pole karne rywali przy stałych fragmentach gry. Było blisko, ale też należy docenić świetne dośrodkowania partnerów. Mam nadzieję, że przy następnej okazji trafię do siatki.

Pytanie, kogo na środku obrony wystawi w sobotę we Wrocławiu trener Nawałka? Będący kapitanem Adam Danch może być raczej spokojny o miejsce w wyjściowej jedenastce, ale rywalizacja Szeweluchina z Kopaczem wydaje się być sprawą otwartą. – Na każdym treningu daję z siebie wszystko. To, czy zasłużę na grę oceni trener, a ja po prostu muszę robić swoje – kończy Kopacz.

źródło: Roosevelta81.pl
foto: Kamil Dołęga/Roosevelta81.pl