Mariusz Przybylski: Liczymy na dobry początek wiosny

Torcidos  -  1 lutego 2017 16:57
740

Liczymy przede wszystkim na dobry początek wiosny, który do samego końca rozgrywek pozwoli nam zachować szanse i nadzieje na awans. W końcu zostało jeszcze 15 meczów – powiedział w wywiadzie dla katowickisport.pl Mariusz Przybylski, pomocnik Górnika

Katowickisport.pl: – Siedem lat temu Górnik też „zimował” z dala od podium, ale wiosną awans wywalczył. Da się jakoś porównać te dwie drużyny – tę z sezonu 2009/10 i tę obecną?

Mariusz Przybylski (pomocnik Górnika): – Nie, bo sytuacje wyjściowe były zupełnie inne. Wtedy po spadku została przy Roosevelta niemal cała drużyna, w tym parę naprawdę wielkich nazwisk. Teraz klub z większością podstawowych zawodników z ekstraklasy się rozstał, stawiając na młodzież. Nawet więc nie chciałbym porównywać tych dwóch zespołów. Tylko atmosfera w szatni wciąż jest ta sama – chyba najlepsza w Polsce.

No właśnie. Widział pan z bliska tę przebudowę składu, punkty uciekające Górnikowi w kolejnych meczach ligowych… „Zadzwonił” panu w sierpniu – może wrześniu – dzwonek ostrzegawczy: „Tym razem może być trudniej niż siedem lat wstecz”?
 
 Nie jest łatwo, to prawda. Szybko przekonaliśmy się, że już na samą nazwę – Górnik Zabrze – każdy rywal mobilizuje się dużo bardziej, niż na inny zespół. Czujemy to w każdym spotkaniu. Pogubiliśmy sporo punktów, to prawda, ale… ja zawsze szukam raczej pozytywów. A te były: przecież w każdym z meczów z zespołem ze ścisłej czołówki – w Chojnicach, w Katowicach, w Sosnowcu – prowadziliśmy! Boli, że nie potrafiliśmy dowieźć tego prowadzenia – dziś bylibyśmy w innym miejscu tabeli i zupełnie inaczej by na nas patrzono. Ale to dowód, że możemy z każdym grać jak równy z równym. Więc liczymy przede wszystkim na dobry początek wiosny, który do samego końca rozgrywek pozwoli nam zachować szanse i nadzieje na awans. W końcu zostało jeszcze 15 meczów.
 
Tylko pan i Adam Danch zostali z ekipy, która w 2010 wróciła do ekstraklasy. To chyba dowód na to, że dziś właśnie pan powinien być jednym z tych, który „młodych” w szatni czasem złapie za kark, czasem nimi potrząśnie, a potem krzyknie do reszty ekipy: „Panowie, weźcie się w garść!”.
 

Nie… Nigdy nie miałem takich cech przywódczych, do tego trzeba mieć predyspozycje. Nie wykorzystuję w szatni tego, że „z wiekiem można więcej”. Jeżeli mam wpływać na chłopaków, to niech to się dzieje przez „robienie swojego” na treningach i postawę na boisku.

Zmieniała się szatnia Górnika, zmieniało się też przez lata otoczenie. Wierzył pan, że doczeka gry na nowym stadionie?

– Wierzyłem, choć faktycznie opóźnienia były i parę razy termin inauguracji stadionu przesuwano. Ale się doczekałem!

Górnik stworzył panu okazję do pracy z wieloma naprawdę znanymi i uznanymi szkoleniowcami. Z selekcjonerem na przykład…

 Przed selekcjonerem był jeszcze Henryk Kasperczak, choć z nim pracowałem ledwie kilka miesięcy. Najdłużej – rzeczywiście z Adamem Nawałką!

Mateusz Kamiński – wtedy piłkarz Górnika, który znał trenera Nawałkę z GKS-u Katowice – mówił, że w Zabrzu wielu się zdziwiło sposobami i metodami pracy tego szkoleniowca. Prawda to?

– Tak. To było coś nowego. Tym bardziej, że początki były trudne. Pamiętam jeden z pierwszych wiosennych meczów pod jego opieką: przegraliśmy w Nowym Sączu strasznie ważne spotkanie. Ale trener nie pozwolił nam zwątpić w siebie. No i awansowaliśmy!

Cały wywiad do przeczytania na stronie katowickisport.pl

Źródło: katowickisport.pl
Foto: Roosevelta81.pl