Marcin Brosz: Każda przegrana jest dla nas bolesna. Nie wszystko funkcjonowało tak jak sobie zakładaliśmy

Kibic  -  13 lutego 2018 20:03
0
3912

Górnik w Płocku przegrał, zostawiając jednocześnie po sobie nie najlepsze wrażenie. Najgorzej wyglądała formacja defensywna, ale i gra z przodu, również daleka była od możliwości oraz oczekiwań. Niewiele w tym względzie zmieniły – dokonywane przez sztab szkoleniowy – roszady podczas meczu. I właśnie w tych trzech aspektach, Marcin Brosz upatruje przyczyn słabego występu swoich podopiecznych w meczu rozpoczynającym rundę wiosenną. W rozmowie z Roosevelta81.pl, opiekun Górnika argumentował także, m. in. wybory personalne poszczególnych piłkarzy na spotkanie z Wisłą Płock.

Panie trenerze krótko, dlaczego w Płocku mecz wyglądał tak jak wyglądał?

– Stworzyliśmy zbyt mało sytuacji bramkowych. W poprzedniej rundzie naszą mocną stroną były stałe fragmenty gry, w Płocku niemal ich nie było. Z drugiej strony powinniśmy lepiej bronić, i nie chodzi tu tylko o ilość bramek straconych, ale sytuacji, z których rywal mógł zdobyć jeszcze kilka następnych. Wszystko to spowodowało, że wróciliśmy na tarczy. Próbowaliśmy wpłynąć na obraz gry zmianami, ale one też nie dały nam tej jakości, jakiej oczekiwaliśmy. To są na pewno trzy główne powody tego, co widzieliśmy w Płocku oraz dlaczego zostaliśmy bez zdobyczy punktowej.

Czy nie martwi jednak Pana bardziej ofensywa? Obrona była z przymusu w eksperymentalnym zestawieniu, a formacja z przodu można powiedzieć optymalna

– Wszystko się na to złożyło, zarówno ofensywa jak i defensywa. Kiedyś opisywałem to, do czego dążymy statystykami: strzelać dwie bramki, po stronie strat mieć współczynnik 0,5 gola. To powinno dawać nam pożądany efekt w ilości zdobywanych punktów.

Wybrał Pan na mecz z Wisłą Płock wariant z Szymonem Matuszkiem w roli stopera. Wiemy już, bogatsi o meczowe wydarzenia, że nie było to najlepsze rozwiązanie

– Po rozegranym meczu mamy świadomość, że nie wszystko funkcjonowało tak jak sobie zakładaliśmy. Trudno jednak powiedzieć jednoznacznie, że inne rozwiązanie przyniosłoby zakładany rezultat. Grając w wymuszonym poniekąd zestawieniu defensywy, powinniśmy przenieść większe akcenty na ofensywę. Mając trzech nowych zawodników w formacji obronnej, nie mogliśmy grać pewnych schematów.

Wiedzieliśmy od meczu z Cracovią w grudniu ubiegłego roku, że na środku obrony trzeba będzie szukać wariantu zastępczego. Jednak Szymon Matuszek nie zagrał tam nawet w próbie generalnej z Zemplinem

– Uznałem, że takie rozwiązanie będzie najbezpieczniejsze dla zespołu. Szymon jest doświadczonym zawodnikiem, kapitanem zespołu. Każda inna decyzja była obarczona jeszcze większym ryzykiem, tak uznaliśmy i taka zapadła decyzja. My ją musieliśmy podjąć przed spotkaniem.

Wariant z Matuszkiem na środku obrony był ćwiczony przez cały tydzień poprzedzający spotkanie?

– Tak, to nie było dla nas w zespole żadne zaskoczenie. Przez cały tydzień tak trenowaliśmy już pod spotkanie z Wisłą. Co tu jeszcze mogę powiedzieć.. Ten mecz na pewno nas zabolał. W tym spotkaniu przecież dwukrotnie wychodziliśmy na prowadzenie. Pierwsze straciliśmy chyba po trzech minutach, drugie po niecałej minucie. Strzelona bramka powinna nam dać dodatkową energię, natomiast my tak szybko traciliśmy gole, że nie byliśmy w stanie na to zareagować. Za łatwo na to pozwalaliśmy. Szczególnie moment przy prowadzeniu 2:1. Byliśmy już przygotowani na zmianę Rafała Kurzawy, który wszedłby, jako podwieszony napastnik i dzięki temu wzmocnilibyśmy środek pomocy.  W ten sposób chcieliśmy zareagować, aby wzmocnić zespół. Kiedy jednak Rafał już stał przy linii, to straciliśmy bramkę po kilkudziesięciu sekundach. To były też czynniki, które zadziałały na nas odwrotnie. Zamiast dodawać nam energii, dawały ją Wiśle.

To był mecz, po którym zmiany w składzie są nieuniknione?

– My nie działamy w klubie na zasadzie nagłych ruchów. Mamy pewien schemat, pomysł na ten klub. I to nie w kontekście tylko jednego meczu i działań, bo akurat coś nam nie wychodzi. Każda przegrana jest dla nas bolesna. Wyciągamy z nich wnioski i staramy się, by na bazie tych porażek cały czas się rozwijać. Jeżeli uznam, że zmiana na jakiejkolwiek pozycji będzie z korzyścią dla zespołu, to na pewno z niej skorzystam. Natomiast kluczem na nasz zespół jest stabilizacja. Dla mnie, jako trenera, kluczowe jest, aby zawodnicy, którzy od pewnego czasu nie trenowali, ponownie wskoczyli do zespołu. To jest ważniejsze, niż nagłe robienie zmian. W tamtej rundzie pokazaliśmy, że przy ustabilizowanym składzie i przy zmianach, które jesteśmy w stanie przeprowadzić, możemy wygrać z każdym w lidze. Robienie w tej chwili nagłych zmian… Nie mówię, że nie, natomiast czy to jest dzisiaj wskazane dla naszej drużyny?

Na pewno jednym z nielicznym plusów był występ Adriana Gryszkiewicza. Nie licząc sytuacji z początku meczu radził sobie dobrze z Michalakiem

– Ale była to sytuacja bez konsekwencji. Pamiętamy, że na Michalaka już w tamtym sezonie na zapleczu Ekstraklasy grało kilku niezłych zawodników, bo wystarczy sobie przypomnieć nasz mecz z Zagłębiem w Zabrzu. Mieliśmy deja vu, bo wtedy też zdobył bardzo podobną bramkę, jak w piątkowym spotkaniu. Więc jest to chłopak, na którego  bardzo ciężko się gra.  Adrian pokazał, że w perspektywie czasu może być jednym z ważniejszych ogniw tego zespołu, ale też potrzebuje czasu. Zagrał jeden mecz i teraz my musimy go wprowadzać stopniowo. On tak naprawdę miał być wprowadzany bardzo spokojnie, bo jeszcze dwa miesiące temu grał w CLJ na pozycji środkowego obrońcy. Mamy więc sytuację, gdy taki młody chłopak jest wyciągnięty ze środowiska, następnie przekwalifikowany na inną pozycję, jedzie na obóz z drużyną, gra w Górniku, co jest dla niego wielkim przeżyciem.. Wiele tych rzeczy bardzo szybko się dla niego dzieje. Ale pokazał, że jest kolejnym chłopakiem z regionu, który przy odpowiednim rozwoju może być wielką wartością dla klubu.

Nieoczekiwanie na boisku w Płocku pojawił się David Ledecky, który przez cały okres przygotowawczy był poza pierwszą drużyną

U nas drugi zespół jest bardzo ważny. To tak naprawdę nie jest sztywna, jak w nazwie, drużyna rezerw. My wyciągamy stamtąd chłopaków i przygotowujemy ich do gry z pierwszym zespołem, bądź oddajemy zawodników, którzy mniej grają i przegrywają rywalizację, by mieli szansę odbudowy. Jeżeli widzimy, że ta szansa jest wykorzystywana, to reagujemy na to. Proszę zobaczyć, ile David zdobył bramek w sparingach. Był najlepszym strzelcem w drugim zespole i dał bardzo pozytywny impuls. To jest chłopak, który się nie poddaje, a to dla nas jest bardzo ważne. Niejednokrotnie pokazywaliśmy, że drugi zespół, to właśnie danie zawodnikowi kolejnej szansy. Często się mówi, że „dwójka” to jest zesłanie. Proszę tak tego nie traktować. Absolutnie nie. My w pierwszym zespole musimy się koncentrować na określonej liczbie zawodników. A drugi zespół ma te same oczekiwania, ale tak jak powiedziałem, to szansa na poprawę jakości dla chłopaków. Dla Davida było to strzelenie bramki, czy złapania pewności siebie. Jak prześledzimy ten okres przygotowawczy, to w każdym spotkaniu rezerw David grał dobrze, dlatego pojechał z nami do Płocka

Górnik drugi mecz przegrywa różnicą czterech bramek i trzeci mecz z rzędu. Łączy  Pan jesienne spotkania z meczem w Płocku czy jednak to już dwa różne rozdziały? Na papierze wygląda to na kontynuację tego, co oglądaliśmy na zakończenie rundy jesiennej

– Nie możemy obok tego przejść obojętnie, to jest sytuacja, nad którą musimy popracować. Analizujemy wszystko i jest to kolejny mecz, w którym wiele rzeczy nam nie wychodzi mówiąc delikatnie. Wszyscy sobie w klubie zdajemy sprawę z tego, że jest tylko jedno wyjście. Czeka nas mecz z Bruk-Betem w Zabrzu i nie ma lepszej możliwości żeby pokazać, że okres przygotowawczy, który przepracowaliśmy był z korzyścią. Mam nadzieję, że zawodnicy, którzy są po urazach, te dni, które mamy teraz pomiędzy meczami wykorzystamy i zrobimy wszystko by przed własną publicznością dać pozytywny impuls, myślę, że tego się od nas oczekuje. W sporcie jest tak, że nie wolno patrzeć w tył. Ja rozumiem, że się to analizuje i szuka porównań, my jednak musimy wyciągać z tego takie wnioski, że mamy się szkolić, uczyć i być lepszymi, zrobić wszystko by poniedziałkowe spotkanie wygrać i to jest nasz główny cel i tak naprawdę na tym się koncentrujemy.

Obrona zostanie bardzo wzmocniona. Po pauzie kartkowej wracają Dani Suarez i Mateusz Wieteska, a po kontuzji Michał Koj

– Tak, Michał raczej na pewno będzie gotowy. To jest zawodnik, na którego bardzo liczymy, ale są również Dani Suarez i Mateusz Wieteska. Dojście tych zawodników po urazach i absencjach zdecydowanie zwiększyło nam różne możliwości i rywalizację podczas treningów, co powinno wpłynąć bardzo korzystnie na zespół. Jesteśmy silni jak jesteśmy wszyscy zdrowi i mocni, jeśli mamy jeden wspólny cel. Te mecze pokazują, że kluczem jest, aby kadra w mikro cyklach była jak najszersza, żeby wzajemna rywalizacja powodowała, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani na kolejne spotkanie.

Z Bruk-Betem nie zagra Szymon Żurkowski i to na pewno bardzo duże osłabienie

Bardzo, bo Szymon wywiera dziś duże piętno na naszym zespole i zdajemy sobie z tego sprawę. Powtarzam, jest to szansa dla każdego kolejnego zawodnika, który dostanie szansę zagrać w meczu Ekstraklasy. Po drugie, jako klub musimy się z tym liczyć, ilość kartek, zawodnicy, którzy w ubiegłym roku grali praktycznie od deski do deski będą nam dziś wypadali, dlatego m.in. ściągnęliśmy Pawła Bochniewicza, Daniela Smugę. Stąd takie ruchy, żeby w takich momentach ci chłopcy wchodzili i dostawali szansę. Czy ta dwójka zagra czy ktoś inny, zobaczymy. Przygotowywaliśmy klub na pewne absencje stąd tez na treningach pojawił się Hajda, na obozie Bartczuk, jeszcze by można wymienić parę nazwisk, na pewno kolejni młodzi zawodnicy jak Adrian Gryszkiewicz będą dostawali szansę, zrobimy wszystko żeby punktować.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments