Mączyński o transferze do Chin: Ciężko byłoby trafić drugi raz taką okazję

Spark  -  9 stycznia 2014 09:33
394

maczynski_smutek
To była bardzo przemyślana decyzja. Nie podjąłem jej nagle. Od dłuższego czasu wiedziałem o zainteresowaniu Chińczyków moją osobą – mówi w wywiadzie dla Dziennika Zachodniego Krzysztof Mączyński, który przenosi się do ligi chińskiej.

Można powiedzieć, że wiążąc się z czołowym chińskim klubem, Guizhou Renhe, podpisał Pan kontrakt życia?

Krzysztof Mączyński: – W jakimś sensie można tak powiedzieć, bo jeśli chodzi o sprawy finansowe, to ciężko byłoby trafić drugi raz taką okazję. Patrzę jednak na to również ze sportowego punktu widzenia. To była bardzo przemyślana decyzja. Nie podjąłem jej nagle. Od dłuższego czasu wiedziałem o zainteresowaniu Chińczyków moją osobą, obserwowałem przez internet tamtejszą ligę i powiem szczerze, że jestem pod wrażeniem poziomu rozgrywek.

Kiedy pojawił się temat wyjazdu do Chin?

– Chwilę to trwało, choć konkrety pojawiły się w ostatnim czasie. Wiem jednak, że byłem obserwowany przez dłuższy czas. Już pod koniec jesieni pojawił się jednak poważny sygnał od Chińczyków. Czułem, że komuś na mnie zależy i to też był argument za tym, żeby zdecydować się na taki wyjazd.

Powiedział Pan, że nie traktuje tego wyjazdu tylko jako okazji do zarobienia dobrych pieniędzy. To ma być też awans sportowy?

– Jeśli spojrzeć na to, jacy piłkarze grają w Chinach, to widać, że nie jest to słaba liga. Jestem wręcz przekonany, że to jest kierunek, który w najbliższych latach piłkarze będą wybierać coraz częściej.

Fakt, że na rozmowy z Panem przyleciała do Polski sama właścicielka klubu Xiii Li Hawken, miał dla Pana znaczenie?

– To obrazuje moim zdaniem szacunek tych ludzi w stosunku do mnie. Ja zwracam na takie rzeczy uwagę i nie kryję, że miało to również wpływ na moją decyzję. Można powiedzieć, że ostatecznie przekonało mnie do tego kroku i jeszcze bardziej pozytywnie nastawiło do wyjazdu do Azji.

Pańska kariera w ostatnim czasie nabrała mocnego rozpędu. Od czasu, gdy nie doczekał się Pan poważnej szansy w Wiśle Kraków, sporo się zmieniło. Został Pan kapitanem Górnika Zabrze, dostał Pan powołanie do reprezentacji Polski, a teraz przyszedł czas na Chiny.

– Mam 26 lat i zdaję sobie sprawę z tego, że kluby nie biją się o mnie. Ta propozycja jest zatem dla mnie szansą, ale traktuję ją również jako nagrodę. Za lata ciężkiej pracy, często wyrzeczeń. To jest też pewnego rodzaju wskazówka dla młodych chłopaków, którym różnie wiedzie się na początku ich karier. Jak widać na moim przykładzie, warto być cierpliwym, ciężko pracować, bo później może za takie podejście przyjść w końcu nagroda.

W jakim języku będzie się Pan porozumiewał z nowymi kolegami?

– W angielskim. Na szczęście prócz chińskiego jest to język, w którym można spokojnie porozumieć się w tym kraju. Przynajmniej w środowisku piłkarskim. To zresztą kolejny plus, bo będę miał okazję jeszcze udoskonalić ten język.

A chińskiego nie będzie się Pan uczył?

– Kto wie, może podejmę to wyzwanie, choć wiadomo, że to bardzo trudny język.

Cały wywiad w Dzienniku Zachodnim.

Źródło: Dziennik Zachodni
Foto: Kamil Dołęga/Roosevelta81.pl