Łukasz Wolsztyński: Szacunek dla chłopaków za charakter i za to, że jesteśmy super drużyną

Milo   5 grudnia 2017 17:27   
4101

Łukasz Wolsztyński to prawdziwy wojownik. W niedzielny wieczór wziął na swoje barki doświadczonych defensorów krakowskiego klubu z Arkadiuszem Głowackim na czele.

Pomocnik Górnika był wyróżniającą się postacią w pojedynku z “Białą Gwiazdą”. Jego walka z rywalami była ozdobą tego spotkania. Mecz przez długi czas nie mógł ułożyć się po myśli zabrzan. – Słabo weszliśmy w mecz, mieliśmy swoje sytuacje na samym początku, ale nie do końca dobre wybory. Wisła strzeliła bramkę i trochę nas to podłamało. W szatni powiedzieliśmy sobie kilka mocnych słów, a trener nakreślił nam zadania na drugą połowę. Im dalej idziemy w mecz tym nogi lepiej nas niosą. Zabrakło gry do przodu, staraliśmy się grać w poprzek boiska, a to nie przynosiło efektów. Naszą główną cechą jest gra do przodu – przypomina Łukasz Wolsztyński.

Przełomowym momentem był rzut karny, który został podyktowany dopiero po interwencji VAR. – Karny w drugiej połowie dał nam oddech. Za chwilę mieliśmy kolejną sytuację, rzut rożny. Rafał Kurzawa idealnie dośrodkował, tym razem sam zdobył gola. Rafał chciał dośrodkować w punkt, dokładnie tak jak sobie nakreślamy na treningach. Wrzucił idealnie tylko, że nikt tej piłki nie dotknął, a wpadła bezpośrednio do bramki. Cieszymy się, że padła bramka na 2:1. Potem kontrolowaliśmy przebieg spotkania – przyznaje “Wolsztyn”.

Charakterystycznym momentem w trwającym sezonie jest zmiana Łukasza Wolsztyńskiego, który z boiska najczęściej schodzi jako pierwszy. – Rozumiem decyzje trenera, bo trener jest od decyzji. Oczywiście, chciałbym grać jak najdłużej, ale trener nakreśla taktykę i wie, co jest najlepsze dla zespołu, więc stara się to wcielać w mecz. Jeśli trener decyduje, że zrobi zmianę i będzie ona z korzyścią dla zespołu to się z tym zgadzam. W meczu z Wisłą to się udało. Za mnie wszedł Maciek Ambrosiewicz i strzeliliśmy gola na 3:1. Chcę, żeby Górnik wygrywał, bo klub jest na pierwszym planie – wyjaśnia 22-letni piłkarz.

Niedzielny mecz odbierany był również jako pojedynek armat – Angulo i Carlitosa. – Przed meczem wierzyliśmy, że z tego pojedynku zwycięsko wyjdzie Igor. W przedmeczowym programie o wiedzy był remis. W dorobku strzeleckim też był remis, ale bilans punktowy na korzyść Górnika.

W momencie, gdy Carlitos strzelił kontaktowego gola, Łukasz był już na ławce rezerwowych. Ostatnie minuty zwiastowały nerwówkę pomimo tego, że rywale grali o jednego zawodnika mniej. – W przeszłości mieliśmy już kilka razy taki wynik 3:1 i nie potrafiliśmy dowieść tego do końca. Na szczęście w tym spotkaniu to się udało. Wisła grała o jednego zawodnika mniej, dlatego było trochę mniej stresu, ale zawsze w takich momentach są obawy. Wisła nabrała wiatr w żagle i za wszelką cenę chciała wyrównać. Dosyć dużą ilością zawodników napierała na nas, natomiast odgryzaliśmy się groźnymi kontrami. Szkoda, że więcej goli dla nas nie padło, bo po fajnej kontrze Maciek trafił w poprzeczkę.

Kluczowym momentem było odpowiednie nastawienie w przerwie. Zabrzanie do szatni schodzi z bagażem jednej bramki, ale wierzyli w swój potencjał, który udowodnili w drugiej części meczu. – Powiedzieliśmy sobie, że będzie taki sam mecz jak na Sandecji. Po pierwszej połowie powiedzieliśmy, że wywieziemy zwycięstwo i tak się stało. Szacunek dla chłopaków za charakter i za to, że jesteśmy super drużyną. Wszyscy razem zebraliśmy się i wygraliśmy, było to zwycięstwo w dobrym stylu – cieszy się zawodnik Górnika.

Dziennikarze mają problem zaprosić do rozmowy Rafała Kurzawę, który nie chce udzielać wywiadów.- Rafał wychodzi z założenia, że lepiej jest przedstawiać się na boisku. Pokazuje swoją grą, że nie musi wychodzić do wywiadów, czy jakoś super się reklamować. On po prostu reklamuje się na boisku – usprawiedliwia swojego kolegę Łukasz. 

Źródło: Roosevelta81.pl/Canal+
Foto: Roosevelta81.pl

PODZIEL SIĘ