Lukas Podolski opowiada o kulisach powstania filmu "Poldi". "Z samego pobytu w Górniku można byłoby nakręcić osobny dokument"

1
2773

4 czerwca to dzień 41. urodzin Lukasa Podolskiego, a także dzień premiery filmu "Poldi" na platformie Netflix. Przy okazji prapremiery filmu o mistrzu świata, właściciel 14-krotnego mistrza Polski udzielił serwisowi Roosevelta81.pl i Czwarta Trybuna Podcast łączonego wywiadu, w którym odsłaniał kulisy powstania najnowszej publikacji kultowej platformy. Z ponad 150 godzin nagrań, producenci przygotowali 90-minutowy dokument.

Jesteś niezwykle aktywny na emeryturze. Ledwo zakończyłeś sezon, a już zagrałeś w kolejnym meczu.

- Nawet w dwóch. Grałem w Niemczech i w Londynie. Obecnie sytuacja wygląda normalnie i zobaczymy, co przyniosą kolejne tygodnie - czy będzie mnie to kusić, czy nie. Z pewnością trochę tak, ale trzeba z tym żyć. Zawsze są inne możliwości, żeby zagrać, choćby w meczach towarzyskich, potrenować z chłopakami czy pokopać gdzieś na Orliku. Okazje do gry zawsze się znajdą, a z czasem te emocje opadną, jak wszystko w życiu.

Spotykamy się na premierze twojego filmu dokumentalnego. Widziałeś go już, więc powiedz, czego widzowie mogą się po nim spodziewać?

- Ciężko mi to ocenić, ponieważ znam cały ten materiał. Dla mnie to zupełnie inne doświadczenie - wiem, co się wydarzy, więc nie ma elementu zaskoczenia czy efektu wow. Ten film jest trochę inny, bo nie skupia się wyłącznie na piłce nożnej. Od początku powtarzałem, że nie chcę produkcji pokazującej tylko moje bramki, w której 25 trenerów i dyrektorów wypowiada się o tym, jak wspaniałą mam lewą nogę i jakim to jestem "super synkiem". Zależało mi na innym podejściu i myślę, że to się udało. Jest tam mniej czystego futbolu, a więcej wątków rodzinnych i emocjonalnych. Ostatecznie każdy widz sam oceni ten film i wyciągnie z niego to, co uzna za wartościowe. Jeśli ktoś chce po prostu pooglądać bramki, może wejść na YouTube i wpisać "Podolski", by zobaczyć gola na 2:0 z Mistrzostw Europy. Nie musiałem tego specjalnie pokazywać w dokumencie.

Jak w ogóle doszło do powstania tego filmu? Ktoś przyszedł i powiedział: "Hej, Lukas, chcemy to nakręcić"? Od razu się zgodziłeś, czy potrzebowałeś czasu do namysłu?

- Otrzymywałem wiele zapytań od różnych osób. W końcu zdecydowałem się to zrobić, ale na własnych zasadach. Nie chciałem sztampowego dokumentu sportowego, gdzie pokazany jest piłkarz, wywiady z trenerami, a potem zbitka goli. W moim filmie jest więcej prywatności - pokazujemy szatnię, negocjacje w biurach i tym podobne sytuacje. Podejście jest zupełnie inne. Stworzenie tego nie było łatwe, biorąc pod uwagę, że grałem na kilku kontynentach: w Japonii, w Turcji, w Londynie, teraz w Górniku Zabrze i w Kolonii, do tego przez 12 lat występowałem w reprezentacji. Zmieszczenie tego w 90 minutach było chyba największym wyzwaniem dla twórców. Mieliśmy materiał pewnie na dziesięć takich filmów, mnóstwo świetnych ujęć. Trzeba było to jednak skondensować i uważam, że wyszło to naprawdę fajnie.

W ostatnim czasie kibice wrzucali do sieci sporo filmików, bo widzieli, że wokół ciebie kręcą się kamery. Czy w związku z tym w dokumencie zobaczymy dużo Śląska i Górnika?

- Z samego okresu w Górniku można by zrobić osobny dokument, bo przez te ostatnie lata naprawdę wiele się tutaj działo. Zwłaszcza przez dwa minione sezony - negocjacje, moje wahania, czy zostać na kolejny rok, i wiele innych spraw. Trzeba było jednak pokazać też moje początki w Kolonii, epizod w Japonii, wydarzenia z reprezentacji Niemiec i tak dalej. Nie było łatwo tego wszystkiego pogodzić. Cieszę się, że ostatecznie to się udało. Nie jestem ekspertem od montażu, to ludzie z Netflixa złożyli tę całą historię w spójną całość. Jestem przekonany, że wszystko świetnie się ułożyło.

Miałeś duży wpływ na ostateczny kształt filmu? Mogłeś decydować o tym, co finalnie w nim zostanie?

- Niespecjalnie. Tak jak wspominałem, oni po prostu kręcili. Otworzyłem przed nimi drzwi mojego domu, a oni rejestrowali to, co się działo. Później trzeba było to zmontować, a sklejenie tego materiału to prawdziwa sztuka. Złożenie wywiadów z trenerami i moich bramek nie byłoby niczym trudnym, ale ja nie chciałem takiego dokumentu. Zależało mi na innym podejściu i wierzę, że wszystko fajnie się poukładało.

Pierwotnie poprzedni sezon miał być twoim ostatnim w karierze i to wtedy kończono zdjęcia do filmu. Czy fakt, że zdecydowałeś się przedłużyć karierę, nie był problemem dla twórców? Nie żałujesz, że nie kręcili też w tym sezonie, w którym na pewno pojawiłoby się parę dodatkowych smaczków?

- Myślę, że wiele rzeczy i tak ujrzało już światło dzienne w ostatnich tygodniach. Wszyscy widzieli naszą radość w szatni, to, co działo się na stadionie i po ostatnim meczu. Nie wiem, czy dodanie tego do filmu zrobiłoby aż takie wrażenie, skoro wszystko było już publicznie widoczne. To, co dzieje się na boisku i wokół szatni, i tak jest stale rejestrowane. Dlatego nie czułem potrzeby, by przedłużać okres zdjęciowy. Pół roku temu zakończyliśmy kręcenie i w pewnym momencie trzeba było powiedzieć "stop", by zacząć montaż. Ani dla mnie, ani dla twórców brak ujęć z tego sezonu nie stanowił żadnej różnicy.

W międzyczasie kręcono również serial Canal+ "Chłopcy z Zabrza". Czy nie miałeś w pewnym momencie poczucia przesytu? Że tych kamer, wywiadów i materiałów wokół ciebie jest po prostu za dużo?

- Nie, ponieważ to był zupełnie inny format. Produkcja Canal+ skupiała się wyłącznie na Górniku i pokazywała różne osoby związane z klubem. Nie było tam moich rodziców, żony czy syna. Wiedziałem, że dla Netflixa realizujemy zupełnie inną historię. Nigdy nie dochodziło do sytuacji, w której rano kręciłem to samo z jedną ekipą, a po południu z drugą. Wiedziałem, jaki jest cel obu tych projektów i jak do nich podejść.

Masz w planach kolejne filmy, czy to już koniec Twojej kariery na ekranie?

- Widziałem cały ten film w Kolonii kilka dni temu. Docierają do mnie głosy, że bardzo się w Niemczech spodobał. Ludzie doceniają zawarty w nim humor i nasze podejście. Pojawiają się nawet sugestie, by kręcić coś dalej, ale zobaczymy. Teraz mam trochę więcej czasu, zajmuję się różnymi rzeczami, ale na pewno nie będę za trzy lata robił kolejnego dokumentu, bo w tym pokazaliśmy już wszystko. Jedyne, czego w nim brakuje, jak słusznie zauważyłeś, to tego ostatniego pół roku, ale to i tak nie zmieniłoby drastycznie wydźwięku całości. Jeśli pojawi się jakiś nowy pomysł - od Netflixa czy kogoś innego - zawsze chętnie usiądę do rozmów, ale musi to być spójny koncept. Muszę mieć do tego przekonanie, bo nie zamierzam kręcić czegoś tylko dla samego kręcenia.

A może nowy serial o Górniku w stylu "Chłopców z Zabrza", ale tym razem pod Twoim dowództwem i na Twoich zasadach?

- To jest pomysł, nad którym można by pomyśleć.

Jesteś ogólnie zadowolony z efektu, który zobaczyłeś na ekranie w Kolonii? Czy wszystko wyglądało tak, jak sobie to wyobrażałeś, czy miałeś jakieś zastrzeżenia?

- Jak już wspominałem, trudno mi być obiektywnym, ponieważ znam każdą minutę i każdą sekundę tego filmu. Ekipa kręciła to wszystko ze mną, więc doskonale wiem, co i kiedy powiedziałem. Nie ma tu dla mnie żadnego zaskoczenia. Zawsze ciężko ocenia się samego siebie na ekranie. Podobnie jest z piłką nożną - po meczu sam doskonale wiem, czy zagrałem dobrze, czy źle, i nie potrzebuję, by dziennikarz lub ktoś z bliskich mi to tłumaczył. Tak samo podchodzę do filmu. Zostawiam ocenę widzom, to oni muszą zdecydować, jak to odbierają. Powtórzę raz jeszcze: to nie jest typowy film o piłce nożnej. Choć sport to moje życie, postanowiliśmy od niego trochę odejść. Nie pokazujemy w nim moich goli dla Arsenalu ani pięknych bramek z Galatasaray czy derbów w Lidze Mistrzów. To dobitnie pokazuje, jakie było nasze założenie. Zachęcam, żebyście po prostu usiedli, obejrzeli film i wtedy go ocenili. Kiedy już to zrobicie, chętnie porozmawiam o nim jeszcze raz, bo dyskutowanie o produkcji przed jej obejrzeniem jest zawsze trochę trudne.

Źródło: Roosevelta81.pl / Czwarta Trybuna Podcast
Wideo: Czwarta Trybuna Podcast
Foto: Roosevelta81.pl

1 Komentarz

Nie lubię filmów dokumentalnych Netflixa „o celebrytach” bo to zawsze straszne nadęte kloce według jednego schematu: trochę starych ujęć filmowych i dużo „gadających głów” o tym jaki to ten celebryta zawsze fajny był. Ten jest inny, w stylu Poldiego. Spokojnie można obejrzeć, jest ok.