Kto sięgnie po brąz? Robert Warzycha: Powiem odważnie, możemy powalczyć

Spark  -  9 maja 2014 21:06
564

warzycha_ruch_1314
– Nie chcę świadomie osłabiać zespołu, byłoby to nie fair wobec innych. Piłkarz, który wyjdzie na boisku, musi być do tego przygotowany mentalnie, taktycznie i mieć określone umiejętności –
mówi w wywiadzie dla “Sportu” Robert Warzycha, trener Górnika Zabrze.

“Sport”: Zacznijmy od… wakacji. Wybiera się pan do Stanów?

Robert Warzycha (trener Górnika): – Tak. Przecież już 48 godzin po rozmowie z prezesem Waśkiewiczem wsiadłem do samolotu i przyleciałem do Polski. Kilka spraw trzeba “pozamykać”, ale potrwa to krótko, skoro w połowie lipca liga wznawia rozgrywki.

Zgrupowanie?

– Obóz dochodzeniowy i 10-dniowy pobyt we Wronkach. Chcemy zagrać sporo sparingów.

Będzie czas na edukację? Temat pańskiej licencji wciąż nierozwiązany.

– Jeszcze trochę to potrwa, ale chciałbym w przyszłym sezonie móc ubiegać się o licencję. Był pomysł, by wyjechać na kurs poza granice Polski, ale nie bardzo jest kiedy, więc z tego zrezygnowałem.

Po pierwszym meczu z Lechem powiedział pan, że Górnik wpadł w “błoto”. Przegraliście wtedy 0:3. Wyszliście z niego po dwóch kolejnych meczach?

– Mówiąc o “błocie” miałem na myśli proste błędy w defensywnej grze, które wręcz nas prześladowały i “podcinały skrzydła”. Pamięta pan mecz na Cracovii? Sytuacji mieliśmy pięć-sześć, większość wybornych, a jakie straciliśmy wtedy gole… Kuriozalne, nie tylko na poziomie ekstraklasy. W dwóch ostatnich meczach było pod tym względem zdecydowanie lepiej. “Prezent” był jeden – drugi gol strzelony nam przez Pogoń. Czyli postęp jest. Od początku uważałem, że mamy na tyle dobrych i kreatywnych piłkarzy w przodzie, że jesteśmy w stanie strzelać jedną – dwie bramki w meczu. Kiedy jednak regularnie traci się nawet trzy, to wypada zdobyć już cztery, by wygrać mecz.

To bardziej kwestia powrotu do składu kilku piłkarzy czy poprawy organizacji gry?

– Trzeba wyśrodkować. Zawsze kluczowe są i będą umiejętności. Sprawność, doświadczenie, przewidywanie boiskowych wydarzeń… Z drugiej strony – pierwszy raz od początku roku Górnik zagrał kilka kolejnych meczów w podobnym zestawieniu obrony, co też przekłada się na jakość.

Nie chcąc zmieniać zwycięskiego składu, wypadałoby kolejny raz wystawić na środku defensywy Radosława Sobolewskiego. Nie ma pan żadnego dylematu?

– Zastanawiam się. To bardzo uniwersalny piłkarz, który wszędzie daje drużynie jakość i spokój, ale mamy świadomość, że bardziej przyda się w drugiej linii, jako defensywny pomocnik. Tym bardziej, że nie zagra w sobotę Szymon Drewniak. Wrócili jednak do zdrowia obrońcy, czyli Szeweluchin i Gancarczyk, więc wybór jest większy niż był. Mamy swoje przemyślenia…

Gancarczyk – po sześciu miesiącach przerwy – zagrał 45 minut w III lidze. Nie za mało na takiego rywala, jakim jest Lech?

– A ile zagrał Adam Danch po zerwaniu wiązadeł krzyżowych nim wrócił na mecz z… Lechem? To doświadczeni piłkarze. Oczywiście ryzyko jest większe i mam świadomość, że piłkarz nie ma prawa być w optymalnej formie, ale – jak mówiłem – niczego nie przesądzam.

Wróćmy do pytania zasadniczego – mieć czy być? Myślę o ewentualnym odstawieniu od gry kilku czołowych piłkarzy, którzy z Górnika na pewno latem odejdą.

– Musimy szukać rozwiązań już pod kątem nowego sezonu, ale zapewniam, że nagle nie pojawi się w składzie trzech juniorów, którzy nie są przygotowani do gry w ekstraklasie, a zagrają tylko dlatego, że może będą nam kiedyś potrzebni. Choćby dlatego, że nie poradzą sobie fizycznie w takich meczach, jak z Lechem i Legią. To nie ma sensu. Nie chcę świadomie osłabiać zespołu, byłoby to nie fair wobec innych. Piłkarz, który wejdzie, musi być do tego przygotowany mentalnie, taktycznie i mieć określone umiejętności. Jeżeli kogoś wystawię, to mając przekonanie, że jest gotowy walczyć o wynik i realizować nasz pomysł na mecz.

Ok, zasadę już znamy. To może konkretnie – zagra w Poznaniu Nakoulma?

– Od razu można wymienić nazwisko Pawła Olkowskiego, skoro odchodzi. Nie widzę powodów, by teraz ich odstawić. Prejuce zagrał świetnie z Ruchem, pomógł nam wygrać bardzo ważny mecz, może nawet uratować sezon. Nie powiem mu, że teraz go nie potrzebujemy. Dlaczego mam posadzić Pawła na ławkę kilka dni przed meczem reprezentacji z Niemcami, w którym może zagrać? Pamiętajmy, że inni grając z nami, też się uczą. Poza tym przed Górnikiem mecze z najlepszymi drużynami w lidze, a chcemy osiągnąć jak najlepszy wynik.

Kilku rzeczy pan jednak nie wie. Czy zostanie Sobolewski, czy będzie z wami wciąż Gwaze…

– Radek ma dać odpowiedź do tygodnia. Czekam… Oczywiście, że chciałbym, by został, ale uszanujemy każdą decyzję. Na Gwaze postawiłem, bo widzę w nim ogromną chęć rozwoju.

I być może “ogrywa” pan piłkarza innemu klubowi.

– Tego nie wiemy, ale skoro jest młody człowiek, który autentycznie chłonie na treningach wiedzę i robi wiele, by być lepszy, to trener nie może tego nie dostrzegać. Gwaze wciąż ma mnóstwo braków. Nieuniknionych, skoro przez lata grał w III lidze. Jeszcze się na boisku gubi, raz zagra wybornie, raz po prostu źle, ale z każdym meczem jest lepiej i nie myślę tylko o golu strzelonym Ruchowi. O takich piłkarzach mówię w kontekście roszad w składzie. Tutaj wracamy też do roli graczy doświadczonych. Gwaze będzie lepszy, jeżeli na boisku zagra kilka razy z Nakoulmą czy usłyszy podpowiedzi Iwana i Sobolewskiego. Dlatego spokojnie i… elastycznie.

Trener Ruchu przyznał, że przerwa w lidze wybiła jego drużynę z rytmu. Pan chyba takiej opinii nie wygłosi.

– Nam pomogła. Poprawiliśmy dynamikę, organizację gry. Ważne było, że piłkarze po kontuzjach mieli trochę czasu, by dojść do formy. Przecież Steinbors, Olkowski, Danch czy Zachara bardzo długo nie grali. Czasu potrzebował wspomniany Gwaze. Choćby po to, by w sparingu z Podbeskidziem “wejść” w drużynę. Bardzo potrzebowaliśmy tego meczu i wygranej, choć to tylko gra kontrolna. Bez niej być może nie zagralibyśmy takich 45 minut w Szczecinie. Nam ta przerwa spadła trochę z nieba.

Pan widzi w gronie zespołów z miejsca trzeciego do ósmego mocnego kandydata do brązowego medalu?

– Trudne pytanie… Powiem odważnie,  że jeżeli będziemy grać w miarę optymalnym składem, czego po powrocie do zdrowia Gancarczyka jesteśmy już blisko, to możemy o nie powalczyć. Sporo będziemy wiedzieć po dwóch najbliższych kolejkach, ale one jeszcze niczego nie rozstrzygną. My gramy z Lechem i Legią, innych czeka to za dwa – trzy tygodnie. W tym gronie nikt nie wygra wszystkich meczów, przyda się więc trochę szczęścia. Myślę na przykład o remisach w meczach konkurencji. Na to nie mamy jednak wpływu, więc skupimy się na naszej grze.

Lech ograł was kilka tygodni temu 3:0.

– Oczywiście, że będzie faworytem, bo – szczególnie u siebie – jest może nawet najlepszy w lidze, ale jeżeli zagramy dobrze w obronie, to wierzę, że mamy argumenty, by też pokusić się o gole.

Widział pan jesienny mecz Górnika w Poznaniu?

– Tak. Wiem, że pierwsza połowa była świetna. Górnik zdominował Lecha. Dziś gramy jednak innym składem w środku drugiej linii, więc nie jest możliwe, by zespół kopiował to, co widzieliśmy za czasów Adama Nawałki. Szukamy więc czegoś innego i jest lepiej, ale oczywiście mam świadomość, że zagramy z zespołem, który dziś jest przed nami. Nie tylko w tabeli.

Kto będzie mistrzem?

– Bliżej jest Legia. Nie prezentowanym poziomem, ale przewagą pięciu punktów nad Lechem. Ma też Radovicia, najlepszego piłkarza ligi. Legia ciuła punkty, choćby w Gdańsku, gdzie wygrała po golu poprzedzonym spalonym. I raczej dociągnie do mety jako lider, choć dla rozgrywek byłoby fajnie, gdyby ostatnia kolejka decydowała o tytule. Jak chciałbym, by także Górnik w niej o coś zagrał.

Łukasz Madej kiedyś występował w Poznaniu. Zagra w sobotę po raz 300. w lidze?

– Nie wiem. To dobry piłkarz, który swoimi umiejętnościami na pewno zasługuje na “osiemnastkę”. Wiem, do czego pan zmierza. Rozmawialiśmy po meczu z Pogonią i jest OK. Teraz tylko od Łukasza, czyli od formy i “głowy”, a więc tego, czy będzie na boisku realizował przyjęte założenia zależy, kiedy pojawi się na boisku. Cały czas bardzo na niego liczę.

Źródło: Sport
Foto: Roosevelta81.pl