Każdy kolejny mecz, to nowa historia i nowa szansa

W.  -  17 listopada 2019 17:12
4157

Podczas spotkania Górnika Zabrze z ŁKS-em Łódź dwusetny mecz w charakterze szkoleniowca ekstraklasowej drużyny świętował Marcin Brosz, który na najwyższym szczeblu ligowych rozgrywek 86-krotnie poprowadził czternastokrotnych mistrzów Polski. Od tego jubileuszu minęły już trzy kolejki, z którymi nieznacznie powiększył się dorobek meczowy 46-letniego trenera. W ostatnich trzech pojedynkach minimalnie wzrósł także dorobek punktowy Trójkolorowych, którzy w ostatnich trzech ligowych pojedynkach sięgnęli tylko po dwa punkty.

Powodów do radości i entuzjazmu jest ostatnio przy ul. Roosevelta brakuje, czemu trudno się dziwić. Drużyna po piętnastu seriach gier plasuje się na dwunastym miejscu w tabeli, a od dziewięciu kolejek nie wygrała żadnego spotkania. W trakcie reprezentacyjnej przerwy w rozgrywkach PKO Ekstraklasy mieliśmy okazję porozmawiać z trenerem Górnika między innymi o kiepskiej sytuacji, w jakiej znalazł się zespół, najbliższych pojedynkach Górnika, oraz planach na przyszłość.

Są spotkania, do których nie powinno się wracać. Należy do nich między innymi mecz z Legią Warszawa. Czy po tak trudnym spotkaniu w szatni widać było nerwowość i emocje, czy raczej w chłodny sposób skupiono się na analizie gry?

– Mecze z Legią, to spotkania, które niosą dodatkowy ładunek emocjonalny. Wiadomo, w jaki sposób od wielu lat podchodzi się do tych pojedynków. Również w naszym gronie wyzwalają one dodatkowy szereg emocji, ale w sporcie nie powinno się patrzeć wstecz. Ten mecz już się odbył i jego finał bardzo nas wszystkich zabolał. Jedyną metodą rehabilitacji i pokazania innego Górnika, z tej dużo lepszej strony jest zwycięstwo i dobra gra w kolejnym meczu. Tego właśnie się od nas oczekuje i my również tak podchodzimy do tego spotkania, to jest jedyna i najlepsza dla nas droga i pod tym kątem właśnie staramy się patrzeć.

Na półmetku rundy zasadniczej Górnik zajmuje dwunaste miejsce w tabeli. Czy miejsce to jest zgodne z wcześniejszymi  oczekiwaniami oraz założeniami drużyny przed sezonem?

– Oczywiście, że nie jest to zgodne z naszymi dążeniami, zdajemy sobie z tego sprawę. Wszyscy chcielibyśmy mieć na koncie dużo więcej punktów, znacznie więcej zwycięstw. Na ten moment mogę powiedzieć, że ani ilość punktów, ani ilość bramek, ani też miejsce w tabeli kompletnie nas nie zadowala, dlatego też musimy jak najlepiej przygotować się do kolejnych spotkań i począwszy od meczu z Wisłą Płock zacząć regularnie punktować, poprawiając przy tym naszą sytuację w tabeli.

Najprostszym rozwiązaniem wydawałoby się strzelanie większej ilości goli, zwłaszcza że pod tym względem Górnik radzi sobie w tym sezonie wyjątkowo słabo, będąc obok Korony, Arki i Wisły Kraków zespołem, który zdobywa najmniej bramek w Ekstraklasie. Warto jednak pamiętać, że gra ofensywna rozpoczyna się już w defensywie. Tymczasem zespół wciąż sprawia wrażenie drużyny, która nie jest ze sobą zgrana i kiepsko rozumie się na boisku.

– Budowa silnej drużyny wymaga czasu, możemy powiedzieć, że jest to pewien proces, który warto opisać obrazowo. Czasami obserwujemy budowę domu, jego szybki wzrost, a potem przychodzi moment, który jest chyba najtrudniejszy i najbardziej pracochłonny. Mowa tutaj o wykończeniu, które zajmuje chyba najwięcej czasu, będąc przy tym najmniej widocznym dla oka. W klubie jest bardzo podobnie. Kiedy przyszedłem do Górnika, mieliśmy nieco inne cele niż obecnie, nie zmienia to jednak faktu, że proces budowy ciągle trwa. Postawiliśmy sobie pewne założenia, choć oczywiście nasz odbiór postrzegany jest głównie przez wyniki pierwszego zespołu, co jest całkowicie normalne. Warto jednak wspomnieć, że na proces składa się bardzo wiele czynników takich jak awans, eliminacje, rozwój infrastruktury. Liczyliśmy, że nasza praca przyniesie efekty znacznie wcześniej, ale nie wszystko działa tak szybko jakbyśmy sobie tego życzyli. Myślę, że jesteśmy dzisiaj na ciągłym etapie rozwoju, nie jest on jednak na tyle widoczny, jak chcieliby tego nasi sympatycy i my sami.

Możemy odnieść wrażenie, że z budowanego przez nas domu, co pewien czas odpadają pewne istotne elementy.

– Tak właśnie jest i musimy się z tym liczyć. Chcielibyśmy wszyscy, którzy tworzymy ten klub, ten dom, żeby przebiegało to szybciej, wyglądało trochę inaczej. Żyjemy jednak w pewnych realiach, gdzie mamy jasno określone cele i oczekiwania i staramy się wykonywać je jak najlepiej. Zdarzają się jednak różne sytuacje, na które prawidłowo reagujemy.

Przed rokiem zespół borykał się z podobnymi problemami, z kiepską grą w rundzie jesiennej. W zimowym okienku transferowym szeregi drużyny wzmocniono sporą grupą nowych zawodników. Czy na ten moment wzorem ubiegłego roku myślicie już o wzmocnieniach, obserwujecie potencjalnych zawodników, którzy mogliby zasilić niebawem szeregi Górnika?

– Na pewno zaczynamy już powoli myśleć o wzmocnieniach, musimy jednak pamiętać, że w ciągu najbliższego miesiąca mamy jeszcze do rozegrania pięć ważnych ligowych spotkań i na tę chwilę dla mnie jako dla trenera to właśnie jest rzeczą najważniejszą. Musimy pamiętać, że to, co wydarzy się w najbliższym czasie, te kilka spotkań, świadomość zwycięstwa na własnym stadionie w kolejnym meczu, z Wisłą Płock może całkowicie zmienić odbiór klubu.

Przed nami pięć kolejek, które mogą zapewnić nam nawet piętnaście dodatkowych punktów, dając jednocześnie szanse na to, żeby przerwę w rozgrywkach spędzić w górnej, bezpiecznej ósemce.

– Piłka nożna jest nieprzewidywalna, tutaj wszystko jest możliwe. My również nie przewidywaliśmy tak słabej serii spotkań, która nam się przydarzyła, ale zrobimy wszystko, aby w najbliższym zmienić ten stan rzeczy. Te pięć najbliższych kolejek, może odwrócić diametralnie spojrzenie na nasz zespół, na to, co się w klubie dzieje, zwłaszcza że czasami brakuje nam bardzo niewiele. Granica w piłce nożnej pomiędzy zwycięstwem a porażką bywa stosunkowo niewielka i naszym zadaniem w nadchodzącym czasie będzie przesunięcie jej ram w drugą stronę. Wiemy gdzie mamy spory potencjał, gdzie są duże możliwości naszego zespołu i staramy się je wykorzystywać. Uważam, że systematyczna praca, ustawiczne korygowanie błędów i rywalizacja na treningach muszą wreszcie przynieść odpowiedni efekt.

Zakładamy optymistycznie, że kolejne spotkania mogą w sposób pozytywny odmienić oblicze zespołu, jednak czy są brane pod uwagę także te czarne scenariusze, według których sytuacja Górnika może się skomplikować?

– Każdy z nas zdaje sobie sprawę, w jakiej jesteśmy obecnie sytuacji, ale staramy się myśleć i patrzeć pozytywnie. Wierzymy, że jesteśmy w stanie odnieść korzystne dla nas rezultaty w pięciu najbliższych spotkaniach, szczególnie że naprawdę niewiele brakuje, co widzę na treningach stąd też moja ogromna wiara w drużynę, z którą przeszliśmy dość trudny okres przejściowy. Na początku wielu chłopaków dołączyło do drużyny i przeszło niełatwy okres adaptowania się do nowych warunków, dzisiaj całkowicie inaczej na wszystko reagują. Wierzę, że ci wszyscy zawodnicy będą wartością dodaną naszego klubu w pięciu ostatnich kolejkach.
Czy sztab szkoleniowy wraz z zespołem zakłada sobie pewien plan na pięć najbliższych spotkań? Dla przypomnienia w rundzie jesiennej po meczach z tymi zespołami dopisaliśmy sobie w tabeli siedem punktów.

– Nie, to nie jest tak. Naszym celem jest przygotować się jak najlepiej do spotkania z Wisłą Płock i kolejnego, wyjazdowego pojedynku oraz zrobić wszystko, aby te punkty zostały w Zabrzu, aby zdobył je Górnik, zwłaszcza że za tydzień gramy przed własną publicznością. Na to się nastawiamy, przygotujemy, pracujemy i to jest nasz nadrzędny cel.

Czy w ostatnim czasie zmianie uległy elementy przygotowań do kolejnych spotkań. Zespół pracuje więcej, ciężej, aby w następnych spotkaniach zaprezentować się z innej, lepszej strony?

– W naszej pracy przeważa systematyczność i powtarzalność oraz korygowanie błędów. W tym elemencie nic się nie zmieniło. Nieustannie walczymy o to, żeby zniwelować wszystkie błędy. Zwróćmy w tym miejscu uwagę na to, że dzisiaj nie możemy mówić o błędach i winie, która leży po stronie całej formacji obronnej, czy całego bloku pomocy. Coraz częściej decydują indywidualne, pojedyncze błędy, które wpływają na to, że zamiast wykorzystać sytuację, akcja obraca się przeciwko nam. Jeśli uda nam się wyeliminować te nieprawidłowości, to nasza praca wreszcie zacznie przynosić zamierzony efekt w postaci kompletu punktów. Zwłaszcza że wszyscy nad tym pracujemy i wszyscy bardzo chcemy poprawić te elementy. Mocno wierzę, że w spotkaniu z Wisłą Płock zagramy dużo lepiej i te dwa tygodnie przerwy wpłyną wyraźnie na naszą korzyść.

Dotychczas mówiliśmy o jednym treningu drużyny w ciągu dnia, ostatnio jednak pojawiły się informacje o dwóch jednostkach treningowych. Czy taki element został wdrożony do końca sezonu i wynika z kiepskiej postawy zespołu?

– Wykorzystaliśmy ostatnio podwójną jednostkę treningową. Kiedy tylko jest taka możliwość, maksymalnie staramy się wykorzystać czas, który mamy, zwłaszcza że dysponujemy dużą ilością zawodników, którzy nie zostali powołani do reprezentacji. Martwi nas nieco powrót Daniela Ściślaka, który nabawił się urazu stawowego, ale wierzymy w jego szybki powrót do zdrowia, mając nadzieję, że dołączy do nas w ciągu najbliższych dni, tygodni, nie miesięcy. Wracając jednak do sedna, każdy moment staramy się jak najlepiej wykorzystać, na poprawę naszej gry.

Przeglądając różnego rodzaju fora, media społecznościowe natrafiamy się głosy, że czas Marcina Brosza w Górniku dobiegł już końca. Jak jest Pana stosunek do tego typu opinii, komentarzy?

– W sporcie nie powinno patrzeć się wstecz. Nikt z nas w klubie nie powinien patrzeć na to, co się wydarzyło, musimy skupić się na tym, co przed nami, na kolejnych szansach, przygotowaniach do kolejnych spotkań i to jest istota sportu. Oczywiście ważne są analizy, z których czerpiemy wiedzę, co mogliśmy zrobić lepiej, co powinnyśmy poprawić, jednak nas nie oczekuje się od tłumaczeń, od nas oczekuje się tego, żeby zagrać zdecydowanie lepiej w kolejnym meczu. Tak też podchodzimy do spotkań, co często podkreślamy. Dla nas szansą jest każde kolejne spotkanie, to właśnie jest dla nas najważniejsze.

Czy momentami nie pojawiają się wątpliwości?

– Nigdy nie powinniśmy uginać się pod ciężarem złych wyników czy doświadczeń. Nie wiem, czy powinienem o tym wspomnieć, ale ostatnio 82. urodziny świętował Pan Stanisław Oślizło, który bardzo wsparł zespół. To jest bardzo ważne, kiedy tak potężna postać, o tak ogromnych osiągnięciach sportowych widzi możliwości naszego zespołu, dostrzega potencjał drużyny, wierzy w zawodników. Myślę, że jeśli wierzy w nas taki człowiek, to każdy powinien w nas uwierzyć. Wsparcie Pana Stanisława i jego życzliwość stale przelewa się na nas, co jest dla drużyny bardzo ważne, pozytywne i budujące.

Jednym z głównych bolączek drużyny jest ta druga linia. Zawodnicy notują bardzo mało asyst, a w przypadku pomocników mówimy o ich niemal zerowej ilości.

– Wiemy, że musimy szukać różnych opcji, czy to w ustawieniu, czy indywidualnie. Staramy się znaleźć odpowiednie rozwiązania. Często szukamy wśród zawodników o innym profilu niż dotychczas. O grę w większym wymiarze czasowym niż dotychczas walczą między innymi Bauza czy Baidoo. Poszukujemy optymalnych rozwiązań, które przełożą się na punkty i zwiększenie skuteczności.

Jak ze sporą konkurencją i nieustanną rywalizacją radzą sobie piłkarze?

– Nie są to łatwe dla nich momenty, jednak musimy pamiętać, że w sporcie zawsze będzie rywalizacja i trzeba się z nią liczyć. Jedyną drogą jest wygrać rywalizację na treningu, pokazać się z jak najlepszej strony, wskoczyć do zespołu i pokazać, że klub będzie miał ze mnie jak najwięcej korzyści. Tutaj zasady są bardzo proste.

W dwóch ostatnich spotkaniach bramki padły po samobójczych trafieniach Przemka Wiśniewskiego i Pawła Bochniewicza. W wielu meczach Górnikowi brakowało precyzji, a może szczęścia. Czy nie ma Pan wrażenia, że czasami nasz zespół prześladuje pech, fatum?

– Dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że w sporcie nie ma czegoś takiego jak pech. To wszystko bierze się z pewnych często prostych błędów. Nie zawsze jesteśmy na boisku we właściwych strefach. Nie ma nas w strefach newralgicznych boiska, więc tych akcji właściwie nie powinno być. Taka akcja, bramka bywa często konsekwencją złego ustawienia. Robimy wszystko, aby takich sytuacji właściwie nie było, żeby je rozbijać szybciej, zdecydowanej. To jeden z elementów, nad którym musimy więcej popracować podczas treningów, tak aby całkowicie wyeliminować zagrożenie pod bramką Martina.

W ostatnich spotkaniach wyróżnić możemy Szymona Matuszka, który wrócił po długim oczekiwaniu powrócił do składu.

– Szymon dał nam ostatnio dwie bramki. Długo czekał na swoją szansę, ale dobrze ją wykorzystał. Szymon wiedział, że jeżeli dostanie szansę to nie może jej zmarnować. Jeżeli dajemy zawodnikowi możliwość występu, to on musi być na ten moment jak najlepiej przygotowany, musi zdawać sobie sprawę, że może zagrać w pierwszej kolejności przez 5-10 minut, ale jego obowiązkiem jest maksymalnie wykorzystać ten czas dla dobra zespołu. Szymon udowodnił nam, że swojej szansy nie zmarnował.

Szymon swoją szansę wykorzystał, w piątkowym spotkaniu na kredyt zaufania liczy z pewnością Michał Koj.

– Michał zmaga się z pewnymi obciążeniami zdrowotnymi i na ten moment nie trenuje z zespołem, mam, jednak że od poniedziałku wznowi przygotowania i będzie w pełni gotowy na piątkowy pojedynek z Wisłą Płock.

Na boisku prawdopodobnie przez pięć kolejnych spotkań nie zobaczymy też Piotra Krawczyka i Daniela Ściślaka.

– Na ten moment skład wydaje mi się wciąż sprawą otwartą, rzeczywiście nie zobaczymy na pewno pauzującego za kartki Przemka Wiśniewskiego, co do pozostałych chłopaków problemy zdrowotne wydają się dosyć poważne. Jeżeli chodzi o Daniela, to przechodzi on kompleksowe badania i muszę poczekać na opinię naszego doktora. Piotrek po nieszczęśliwym starciu w powietrzu i pechowym upadku w 10 minucie meczu rezerw i doznał kontuzji łokcia i musiał przejść operację.

Po dwudziestu kolejkach nadejdzie czas krótkiego odpoczynku, a następnie okres intensywnych przygotowań do rundy wiosennej. W jakiej mierze transfery zimowe uzależnione będą od wyników najbliższych spotkań?

– Z pewnością bardzo duży wpływ na ewentualne transfery będzie miało miejsce, które finalnie zajmiemy po pięciu najbliższych spotkaniach. Każdy mecz jest to nowa historia, którą tworzymy, każdy trening, każda otrzymana szansa może bardzo wiele zmienić. Inaczej piłkarz reaguje, kiedy nie gra, inaczej reaguje, kiedy się na niego stawia i otrzymuje wsparcie, to są normalne rzeczy. Musimy z grona  zawodników, którymi dysponujemy wybrać optymalny skład, wspierając ich. Dla mnie, dla całego klubu, dla nas wszystkich najważniejsze są najbliższe mecze, o których rozmawiamy, do których przygotowujemy się, najlepiej jak potrafimy i te mecze są w stanie zmienić diametralnie wszystko.

Spore szanse na pokazanie się z dobrej strony mają więc piłkarze, którzy dotychczas spisywali się słabo, poniżej swoich możliwości i oczekiwań.

– Zawsze mają na to szansę, to nie jest tak, że my kogoś skreślamy. Wybieramy skład, który optymalnie daje nam szanse na zwycięstwo. Wybieramy skład, który w danym momencie wydaje się najlepszy.

W lecie kibice Górnika liczyli na transfer Rafała Kurzawy, jednak rozmowy zakończyły się fiaskiem. Czy w zimowym okienku transferowym, temat gry zawodnika w Górniku może powrócić?

– Każdy zawodnik, który jest wartością dodaną, na pewno będzie brany pod uwagę, jednak na ten moment najważniejszy dla mnie i dla całej drużyny jest najbliższy mecz z Płockiem. Nie chcę wybiegać nadmiernie w przyszłość, gdyż kluczowe są najbliższe spotkania. Mogę jedynie zapewnić, że każdy zawodnik, który wniesie coś dobrego dla drużyny, będzie wzięty pod uwagę. Rafał, który dopiero co grał w Górniku i zawsze był dla nas ważny, ma na to ogromne szanse.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl