Kandydat na “Koguta Roku”: Łukasz Madej, czyli Pan Piłkarz

Torcidos  -  27 grudnia 2014 08:52
979

madej5_pogon_1415
Słowo pokora nigdy nie szło z nim w parze. Gdy zdobywał decydującą bramkę w finale Mistrzostw Europy do lat 18, wróżono mu wielką karierę. Zdobył wszystko, co było do zdobycia w Polsce; mistrzostwo, puchar i superpuchar, a siebie nazywał Pan piłkarz. Jednak jak sam mówi, jego kariera pozostawia wielki niedosyt. Takie osoby albo się kocha, albo nie nienawidzi. Łukasz Madej, jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w polskim futbolu, a dziś najlepszy gracz Górnika.

Gdy Saganowski zdobywał z ŁKS-em drugie w historii mistrzostwo Polski, Madej jako kibic wiedział, że kiedyś też zagra w barwach swojego ukochanego klubu. Marzenie wychowanego po wschodniej części Łodzi szybko się spełniło. Już w wieku 16 lat został włączony do pierwszego zespołu, a dwa lata później zadebiutował w Ekstraklasie, jako świeży wicemistrz Europy do lat 16. Grać w jednym zespole z „Saganem” czy Tomaszem Wieszczyckim to duży zaszczyt.  Mimo szacunku do starszych był bardzo pewny siebie. Wiedział, że jest wśród swoich.

Szczególnie o tym pamiętał, gdy pierwszy wyfrunął ze swojego gniazda. Trafił do Ruchu Chorzów, gdzie spędził dwa lata i bynajmniej nie był to dobry wybór – O ile w ŁKS-ie byłem swój – takie dziecko Łodzi – i czułem zaufanie, o tyle w Chorzowie go nie było. Rzucało się w oczy, że jestem chłopakiem z zewnątrz. Tęskniłem wtedy za swoimi. Nie był to jednak zły okres dla Łukasza.

Do Finlandii na ME do lat 18, Polacy jechali pewni siebie; w końcu kilku zawodników z tamtejszej kadry wywalczyło dwa lata wcześniej srebro  na starym kontynencie do lat 16. Lecz nikt nie mógł przypuszczać, że zespół Michała Globisza odniesie taki sukces.  Złoty medal, w tym wygrana z Hiszpanami 4:1, to coś wyjątkowego. A wtedy w kadrze „La Furia Roja” grali Andres Iniesta, Victor Valdes czy Mikel Arteta – tych panów nikomu nie trzeba przedstawiać. Sam Madej był ważnym graczem Polski, zdobywając dwie bramki w całym turnieju; we wspomnianym meczu z Hiszpanami oraz w finałowym z Czechami. Szczególnie ważny był gol z naszymi sąsiadami, gdy Polska grała w osłabieniu a młody skrzydłowy Ruchu strzelił bramkę w samej końcówce na 2:1.

Sukces w Europie spowodował  spore zainteresowanie polskimi zawodnikami. Było pewne, że dni Madeja w Chorzowie dobiegają końca i wychowanek ŁKS-u wylądował w Lechu Poznań. Czas gry w „Kolejorzu” był dla Łukasza udany. Regularne występy w pierwszym składzie, do tego zdobycie Pucharu i Superpucharu Polski . Jednak wszyscy wiedzieli, że Madeja stać na wiele lepszą grę. Dlaczego więc nie potrafił wykorzystać swojego diabelnie dużego potencjału?

GORNIK - LECH

Madej był narcyzem. Lubił gdy go chwalono i sam też nie oszczędzał sobie pochwał. Samozadowolenie i brak pokory sprawiły, że jego kariera mocno zahamowała. Siłownia była dla niego czymś abstrakcyjnym  – Zabrakło mi świadomości. Gdybym kiedyś miał takie podejście, jak teraz… Zwykle ktoś doprowadzał mnie do pewnego momentu, a potem… Nie to, że wariowałem, ale nie potrafiono wskazać mi odpowiedniej drogi.

Drogę, którą pokazano mu dopiero w Zabrzu. Gdy był młody nikt nie potrafił sprowadzić go na ziemię. Gdy coś mu nie pasowało, mówił to na głos – Zbyt późno spotkałem trenera Nawałkę, sam też tego żałował. Popracowałem u niego nad siłą, gdybym trafił na taką osobę dziesięć lat temu, może rozmawialibyśmy teraz w Dortmundzie.

Przez swoją karierę Madej nie przeszedł bez kilku kontrowersji. Najgłośniejsza to jego konflikt z kibicami Lecha – Grając w Lechu, odbyłem rozmowy z prezesem Legii. Gazety to podchwyciły, a kibice zaczęli mi zarzucać, że nie przykładam się do gry, bo myślę już o stolicy. Gdy odszedł z Lecha zaczęły krążyć plotki, że sprzedał medal za zdobycie Pucharu Polski za 200 złotych. Madej stanowczo temu zaprzeczał i konflikt między nim, a fanami „Kolejorza” trwa do dzisiaj.

Wychowanek ŁKS-u nie lubił długo zasiadać się w jednym klubie. Po Lechu kariera prowadziła go przez Łęczną, a następnie znów przez Łódź. Co ciekawe za granicą Madej spróbował swoich sił tylko raz. Gdy skończyła mu się umowa z ŁKS-em, podpisał dwuletni kontrakt z Portugalskim Associacao Academica de Coimbra. Miała to być dla niego furtka do najsilniejszych lig świata, jednak i za granicą nie wyszło. W Academicu zagrał tylko 6 spotkań i po sezonie bez żalu rozwiązał z klubem umowę. Po nieudanym podboju Portugalii, Madej wrócił do Polski, a konkretnie do Wrocławia. Po trzech latach gry w Śląsku Madej mógł dopisać do swojego CV Mistrzostwo Polski. Mistrzowski sezon był dla Madeja znakomity, jednak a dolnym Śląsku zaczęto wątpić w przydatność Łukasza, więc po sezonie 2011/12 znów był do wzięcia za darmo.

madej

I tak Madej w jednym sezonie został mistrzem Polski, a w drugim… spadkowiczem. W Bełchatowie potrzebowano zawodnika, który wprowadziłby doświadczenia do zespołu. Łukasz ze swojej roli się wywiązywał, lecz nie wystarczyło to aby uniknąć spadku. Po szalonym finiszu GKS nie zdołał wyjść ze strefy spadkowej i zespół Marcina Kieresia pożegnał się z Ekstraklasą.

madej_konferencja_1314

Wtedy wreszcie trafił do Górnika. Pierwsze tygodnie w Zabrzu obnażyły wszystkie braki Madeja. Bywało, że po treningach Adama Nawałki wymiotował i było jasne, że czas wziąć się za ciężką pracę. Potrzebował kilku kolejek aby dojść do optymalnej dyspozycji  i to się opłaciło. Od tamtego czasu zapewnił sobie miejsce w składzie, będą jedną z jaśniejszych postaci Górnika i został nawet powołany do reprezentacji Polski.

Apogeum formy przyszło dopiero w tym sezonie. Co było głównym powodem? –  Zawsze mówiłem, od juniora, że powinienem grać w środku pola. W juniorach tak było. Gdy jestem bliżej bramki rywala, czuję się jak ryba w wodzie. Przez lata wierzyłem, że znajdzie się jeszcze trener, który mnie tam ustawi. I znalazł się.

Dziś Madej ma 32 lata i przeżywa najlepsze chwile w karierze. Sebastian Mila z tego samego rocznika stał się właśnie bohaterem piłkarskiej Polski, strzelając gola w historycznym meczu przeciwko Niemcom. Kto wie, czy podobna historia nie czeka skrzydłowego Górnika. Z pewnością jest to jednak przestroga dla młodych zawodników; samym talentem świata nie da się podbić.

Zapraszamy do głosowania na “Koguta Roku” 2014 w naszej sondzie na stronie głównej.

Źródło: Roosevelta81.pl/Sport/Przegląd Sportowy
Foto: Roosevelta81.pl/AG/ekstraklasa.net