Jaki był to sezon duetu Dankowski-Warzycha?

Torcidos  -  14 czerwca 2015 13:45
0
876

Dankowski_Warzycha_1314

Nie było momentu w tym sezonie, kiedy poważnie rozważalibyśmy zmianę trenera w Górniku. Czy w Polskich realiach, gdzie karuzela trenerska kręci się jak szalona, można usłyszeć większy komplement? Chyba nie. Amerykańskiego snu nie ma, ale narzekać też nie będziemy. Czas pochylić się nad pierwszym pełnym sezonem Roberta Warzychy (w domyśle patrz także Józefa Dankowskiego) w Górniku.

Najważniejszym celem postawionym przed Warzychą, było znaleźć się w grupie mistrzowskiej po 30 kolejce. Ta sztuka się udała, a żeby było jeszcze ciekawej, Górnikowi ani razu nie zdarzyło się znaleźć w dolnej części tabeli, choćby na jedną kolejkę. Biorąc pod uwagę problemy, z jakimi Górnik się borykał, jest to spory sukces. Przecież mówimy tu o sytuacji, gdy trener musi pracować z ludźmi, którzy przez kilka miesięcy nie otrzymali ani jednej wypłaty. Przychodząc codziennie na trening nie zastanawia się, co zmienić w taktyce, tylko jak odpowiednio zmotywować piłkarzy, aby Ci grali za darmo.

Kadrowo nasz duet trenerski także nie był rozpieszczany. Przed sezonem z Górnika odeszli przecież Olkowski i Nakoulma, a zimą został sprzedany także Zachara. Wszyscy trzej byli kluczowymi zawodnikami „Trójkolorowych” i gdy jeszcze grali w Górniku, trudno było wyobrazić sobie życie bez nich. Teraz wiemy, że takie życie istnieje. Najpierw Warzycha postawił na taktykę 3-4-3, co zwiększyło pole manewru w ataku i rozłożyło ciężar gry na większą ilość zawodników, potem udowodnił, że bez napastnika wciąż można być skutecznym.

Zawodnicy z minimum 5 bramkami (2013/14): 4 (Iwan, Sobolewski, Nakoulma, Zachara)
Zawodnicy z minimum 5 bramkami (2014/15): 6 (Gergel, Jeż, Magiera, Zachara, Madej, Kosznik)

Górnik z Zacharą w składzie (Jesień 2014): 19 meczów, 25 bramek (średnia: 1.31)
Górnik bez Zachary w składzie (Wiosna 2015): 18 meczów, 25 bramek (średnia: 1.38)

Przed sezonem Robert Warzycha podkreślał w wywiadach, że najbardziej zależy mu na załataniu obrony Górnika. Miała w tym pomóc gra trójką obrońców, podpatrzona w Meksyku, ale efekt wyszedł odwrotny. Górnik w obronie wyglądał jeszcze gorzej, niż sezon wcześniej i tracił jeszcze bardziej absurdalne bramki. Okazuje się, że tylko Zawisza Bydgoszcz, który spadł z Ekstraklasy, stracił więcej goli. Patrząc, ile mówiono o znalezieniu lekarstwa na dziurawą defensywę, Warzycha poniósł tu kompletną klęskę.

Runda finałowa pozostawiła w nas bardzo dużo niesmaku, ale potwierdziła tylko, że Górnik Warzychy nie potrafi grać z najlepszymi zespołami Ekstraklasy. Wystarczy spojrzeć na bilans przeciwko drużyną z górnej części tabeli:

– 21 spotkań: 2 zwycięstwa, 7 remisów 12 porażek
– Bilans bramkowy: 46:20

Niestety w tej strony też zapamiętamy sezon. Pamiętne porażki z Lechem, Legią i Wisłą nie stawiają Warzychy w dobrym świetle. Jeszcze pół biedy, jakby chodziło o jeden taki mecz, ale w tym przypadku Górnik jest już recydywą.

Choć Nakoulma, Olkowski, Mączyński i Milik odchodzili z Zabrza jako gwiazdy, to wcale tak nie było, gdy trafili do Górnika. To Adam Nawałka zrobił z nich kawał piłkarzy. Jak to wygląda za Warzychy i Dankowskiego?

Rozwinęli się:
– Łukasz Madej. Wychowanek ŁKS-u był w tym sezonie w gronie najlepszych piłkarzy całej Ekstraklasy. W zespole Dankowskiego i Warzychy Madej został wolnym elektronem, mając w ataku wiele swobody. Przełożyło to się automatycznie na jego asysty i bramki, co w zeszłym sezonie było jego słabą stroną.
– Rafał Kosznik. Patrząc na niego wiosną można było odnieść wrażenie, że jest to rasowy skrzydłowy, a nie boczny obrońca. Kosznik świetnie znalazł się w roli wahadłowego i miał za sobą chyba najlepszy sezon w karierze.
– Rafał Kurzawa. Nie odegrał w minionym sezonie kluczowej roli w Górniku, ale po kilku jego meczach widać, że jest to w pełni gotowy produkt na Ekstraklasę.  Jeden z nielicznych młodych zawodników, który dostał prawdziwą szansę od Roberta Warzychy.

Obniżyli loty:
– Adam Danch. Był próbowany przez Warzychę na różnych pozycjach, co nie odbiło się dobrze na jego dyspozycji. Raz jako defensywny pomocnik, raz jako boczny obrońca. A przecież jego miejsce jest na środku obrony, gdzie czuje się najlepiej.
– Dawid Plizga. Przychodził do Górnika po wyśmienitym sezonie w Jagiellonii, ale nie przypadł do gustu trenerom. W lidze grywał głównie ogony, a gdy wchodził to za wiele do gry nie wnosił. Szkoda, bo liczyliśmy, że może to być następca Nakolumy w Zabrzu.
– Wojciech Łuczak. Miał w tym sezonie niezły czas, gdy strzelał po golu w dwóch kolejnych meczach. Potem zaczął grać już na pozycji napastnika, co nie wyszło nikomu na dobre, a morale Wojtka spadły do zera.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments