Gdzie byłby Mateusz Zachara, gdyby nie pechowe wiosny?

Torcidos  -  10 maja 2014 08:37
627

zachara_gornik_legia_PP_1314
Ostatnia kolejka rundy jesiennej sezonu 2012/13 T-Mobile Ekstraklasy. W meczu z Lechią Gdańsk pauzującego za czerwoną kartkę Arkadiusza Milika zastępuje mało kibicom znany Mateusz Zachara. Już wtedy głośno mówiło się o transferze Arka na zachód, więc spotkanie przeciwko gdańszczanom miało dać odpowiedź, czy istnieje ofensywa Górnika bez najlepszego snajpera? Mateusz odpowiedział, że tak, strzelając bramkę na 1:0. Ostatecznie zabrzanie wygrali 2:0, a sam Zachara dostał miano następcy Milika.

Szczęście snajpera “Trójkolorowych” nie trwało długo. Jeszcze przed nowym rokiem nabawił się kontuzji pachwiny, która wykluczyła go z pierwszych przygotowań do rundy wiosennej. Początkowa diagnoza mówiła, że Zachara dołączy do drużyny na ostatnie zgrupowanie w Turcji, jednak przedłużająca się rehabilitacja na to nie pozwoliła. Dopiero w marcu 23-latek wznowił treningi z drużyną, a na samo boisku wrócił dopiero w kwietniu. W międzyczasie do klubu przyszedł Ireneusz Jeleń i to właśnie w nim kibice ulokowali swoje nadzieje na strzelanie goli. Jednak Jeleń podobnie jak Zachara nie przepracował okresu przygotowawczego z zespołem co odbiło się na jego formie. W związku z tym Adam Nawałka nie bał się postawić na byłego zawodnika Rakowa Częstochowa, lecz jego statystki również nie mogły się podobać. Dziewięć meczów i ani jednej bramki – łagodnie mówiąc liczby, które nie powalają na kolana.

Mocno zastanawiano się przed obecnym sezonem, kto będzie w Zabrzu odpowiedzialny za zdobywanie bramek. Z Jeleniem nie przedłużono kontraktu, a Zachary i Oziębały nikt nie traktował jako jakościowych ligowców. Przygotowania do sezonu 2013/14 potwierdziły to dobitnie. “Trójkolorowi” na zgrupowaniu w Słowenii rozegrali cztery sparingi nie strzelając ani jednej bramki, a liga zbliżała się wielkimi krokami…

Podopieczni Adama Nawałki zaskoczyli jednak wszystkich, zdobywając 7 punktów w trzech pierwszych meczach. Ojcami sukcesu była przede wszystkim trójka Przybylski-Olkowski-Nakoulma, a Mateusz Zachara wciąż miał tylko jedno trafienie na boiskach Ekstraklasy. W czwartej kolejce Górnik pojechał do Łodzi zmierzyć się z Widzewem. Zabrzanie pewnie wygrali 3:0 a jedną z bramek strzelił Zachara. Na kolejne trafienie nie musieliśmy długo czekać, bo już w następnym ligowym meczu pokonał bramkarza Ruchu Chorzów. Wydawało się, że Mateusz odblokował się na dobre, a kolejne bramki będą kwestią czasu. Było to jednak mylne, bo w kolejnych czterech spotkaniach nie trafił do siatki ani razu, i znów zaczęto się zastanawiać nad przydatnością 23-letniego napastnika  w Zabrzu.

Prawdziwe przełamanie przyszło w spotkaniu z Zawiszą Bydgoszcz. Wtedy w 49. minucie spotkania napastnik oddał kapitalny strzał zza pola karnego, pokonując bezradnego Marcina Kaczmarka. W kolejnych spotkaniach Zachara trafiał regularnie, będąc największym zaskoczeniem T-Mobile Ekstraklasy. Świetna końcówka rundy jesiennej zaprocentowała powołaniem do reprezentacji Polski na zgrupowanie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, które odbyło się w dniach 14-22 stycznia. Wychowanek Rakowa Częstochowa zadebiutował w meczu z Norwegią, nie pokazując niczego nadzwyczajnego.

Zachara dołączył do zespołu w tureckiej Antalyi, gdzie szybko nabawił się kontuzji przywodziciela. Kontuzja nie zapowiadała się na groźną i snajper miał być do dyspozycji trenera Ryszarda Wieczorka w inaugurującym rundę wiosenną meczu w przeciwko Zagłębiu Lubin. Jednak parę dni przed spotkaniem ból dał o sobie znać i było pewne, że w Lubinie Zachara nie zagra. Na następny mecz z Legią “Ziki” wyszedł w podstawowym składzie, lecz niestety ból okazał się znowu silniejszy i Mateusz był zmuszony opuścić boisko w trakcie spotkania. Od meczu z Jagiellonią ma pewne miejsce w składzie, lecz jego forma jest mocno przeciętna. Drugi raz kontuzja nie pozwala Zacharze na pokazanie pełni swoich możliwości w wiosną. Być może w ostatnich meczach sezonu, a być może już w sobotę w Poznaniu, zobaczymy Zacharę z jesieni?

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Kamil Dołęga/Roosevelta81.pl