Ekstraklasa i Puchar Polski? Piłkarze Górnika mogliby mieć za sobą jeszcze fazę grupową Ligi Mistrzów

Torcidos   30 grudnia 2017 12:28
3865

Nikt w lidze tak źle nie zniósł końca rundy, jak Górnik. Ale nikt inny też nie miał do tego równie dużego powodu. Drużyna Marcina Brosza jako jedyna może powiedzieć, że za nią ponad dwadzieścia kolejek. I jako jedyna ma prawo czuć się naprawdę zmęczona. 

Z tego też względu inaczej trzeba patrzeć na ostatnie mecze „Trójkolorowych”. Na przykład ten z Cracovią. Mimo rozmiarów porażki, ciężko oceniać to spotkanie w sposób zero-jedynkowy. Różnice w eksploatacji organizmów i skali zmęczenia w obu drużynach były tak wielkie, jak odległość między tymi zespołami w tabeli. Średnio dla każdego zawodnika z podstawowego składu Cracovii ten mecz pod względem minut spędzonych na boisku był dopiero dwunastym w całym sezonie. W tym samym czasie piłkarz z wyjściowej jedenastki Górnika miał rozegranych tych spotkań średnio o osiem więcej! Totalna przepaść, która musiała mieć w konsekwencję w przebiegu spotkania. Trudno z resztą nie wyciągnąć żadnych wniosków z tego, że najaktywniejszym piłkarzem Górnika był człowiek, który w całym sezonie zagrał niewiele ponad 100 minut. Chodzi oczywiście o Maika Karwota.

Tak się akurat złożyło, że to był skrajny przypadek, bo na tle całej ligi Michał Probierz najwięcej rotuje składem. Niemniej jednak w żadnym innym klubie zawodnicy nie byli jesienią tak eksploatowani, jak w Górniku. Z pomocą serwisu 90minut.pl sprawdziliśmy, jak to dokładnie wygląda w liczbach. Z każdej drużyny wzięliśmy jedenastu zawodników z największą liczbą rozegranych minut w tym sezonie, zsumowaliśmy wyniki, a następnie wyznaczyliśmy średnią. Pod uwagę braliśmy przy tym wszystkie rozgrywki, w tym także eliminacje do europejskich pucharów. Wiadomo, że nieliczni brali w nich udział, ale przecież to nie oznacza, że walka na międzynarodowej arenie nie kosztowała żadnych sił. To z resztą nie wpłynęło na wyżej przedstawiony fakt, co przedstawia tabela poniżej:

Wyniki wydają się naprawdę szokujące. Łatwo policzyć, że zabrzanie mają w nogach kilka meczów więcej, niż podstawowi zawodnicy z każdej innej drużyny. Ciekawie wypada szczególnie porównanie z Legią Warszawa, która w lidze i pucharze Polski jest na tym samym etapie, co Górnik. Przy czym jednak mistrz Polski rozegrał jeszcze sześć spotkań w eliminacjach do europejskich pucharów! Czymś nieprawdopodobnym jest więc, że mimo to najbardziej ograni w sezonie piłkarze Legii mają tych spotkań o dwa mniej niż piłkarze Marcina Brosza. Przy szerokiej kadrze i regularnej rotacji składem Górnik mógłby takie liczby wykręcać, mając za sobą… fazę grupową Ligi Mistrzów. Duch europejskiej piłki zawitał więc do Zabrza nie tylko pod płaszczykiem sposobu gry Górnika.

Zabrzanie w Ekstraklasie najwięcej grają, najwięcej biegają i wszystko to na najwyższej intensywności. Trudno więc się dziwić, że na koniec rundy zaczęło brakować już sił. Terminarz był zabójczy – ostatnie trzy kolejki były rozłożone na 10 dni, a Górnika pośrodku czekał daleki wyjazd do Gdyni. A skoro rywale mieli zdecydowanie mniej rozegranych minut od naszych piłkarzy, to siłą rzeczą mieli więcej sił. Na tym etapie sezonu i przy takim natężeniu meczów to było kluczowe. 

W drugiej części postaramy się odpowiedzieć, skąd wzięły się takie liczby u piłkarzy Górnika, a właściwie dlaczego takie musiały być.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl